Widzew wyrwał remis Lechowi Poznań. Powrót Eduardsa Visnakovsa!

Eduards Visnakovs nie zdobył gola w ośmiu kolejnych ligowych meczach Widzewa. Ale w końcu się przełamał. Jego bramka dała łodzianom remis z walczącym o mistrzostwo Lechem Poznań. To cenny punkt, zważywszy na to, że widzewiacy przegrywali już 0:2
W każdym z czterech tegorocznych meczów trener Artur Skowronek wystawiał inną jedenastkę. Głównie wynikało to z faktu, że po prostu nie miał innego wyjścia, bo kilku piłkarzy musiało pauzować za kartki. Tym razem nie mógł skorzystać jedynie z Bartłomieja Kasprzaka. Do dyspozycji miał za to wszystkich ofensywnych piłkarzy, nie licząc oczywiście leczącego się Alena Melunovicia. Po raz pierwszy wiosną zagrali więc ze sobą Eduards Visnakovs i Patryk Mikita. O ofensywnym ustawieniu widzewiaków świadczyła też obecność w składzie Veljko Batrovicia. Czarnogórzec grał, ale wcale nie kosztem kapitana zespołu Mateusza Cetnarskiego, który wcześniej miał pełnić taką rolę jak Batrović w poniedziałkowy wieczór, czyli napędzać akcje łódzkiej drużyny. Tym razem Cetnarski ubezpieczał młodszego kolegę za jego plecami razem z Kevinem Lafrance'em.

Do przerwy Batrović był najaktywniejszym piłkarzem Widzewa i właściwie wszystkie akcje, którym można nadać status groźnych, przeszły przed 20-latka. W ogóle zachowywał się jak kapitan drużyny, bo także mobilizował kolegów. W 7. min Batrović prostopadle podał do Mikity, ale w ostatniej chwili uprzedził go obrońca, który wybił piłkę poza boisko. W 32. min - oczywiście po akcji Czarnogórca - Mikita już strzelał, ale Maciej Gostomski odbił piłkę. Groźnie było także około 20. min, kiedy Batrović zatańczył w polu karnym Lecha, ale w starciu z kilkoma obrońcami nie miał szans ani na czysty strzał, ani dobre podanie do któregoś z kolegów. Tę akcję poprzedziła jeszcze szybka kontra Widzewa, która zapowiadała się naprawdę świetnie, bo czterech łodzian szarżowało na dwóch lechitów, w tym bramkarza. Niestety, dla gospodarzy kontrę na spółkę popsuli Cetnarski i Yani Urdinov i było po balu.

I to właściwie wszystkie ofensywne akcje Widzewa przed przerwą. Chęci do gry łodzianie oczywiście mieli, ale znów brakowało im tego, co w piłce nożnej jest najważniejsze, czyli umiejętności. Liczba popsutych akcji znacznie więc przewyższała te udane.

A Lech? Goście do przerwy z pewnością nie zrobili wielkiego wrażenia na kibicach przy al. Piłsudskiego, ale gołym okiem było widać, że poznaniacy nie weszli jeszcze na swój najwyższy poziom. Widzewiacy chyba za to poszli na całość. Lechici mieli kilka naprawdę dobrych okazji i jedną z nich zamienili na gola. Z rzutu rożnego na dłuższy słupek dośrodkował Karol Linetty, przed bramkę wbił piłkę głową Łukasz Teodorczyk, a wepchnął ją do niej Manuel Arboleda. Błędy w tej akcji popełniło kilku widzewiaków. Do przerwy walczący o mistrzostwo Polski zespół z Poznania zasłużenie prowadził więc jednym golem z głównym kandydatem do spadku. Naprawdę nie było w tym przypadku.

Drugą połowę Widzew zaczął już bez Cetnarskiego, którego Skowronek zostawił w szatni. Oczywiście jak najbardziej słusznie, bo ten były reprezentant Polski i - o zgrozo - kapitan łódzkiej drużyny znów po boisku człapał, podawał do rywali, a nawet zaczął ich jedną kontrę. Czas poszukać nowego sposobu na życie.

A wróćmy do meczu... W 54. min było już 2:0 dla Lecha. Sytuację sam na sam z Patrykiem Wolańskim pewnie wykorzystał Teodorczyk. Wydawało się, że już jest po Widzewie, ale nadzieje przyniosła akcja Alexa Bruno, który wykorzystał błąd Arboledy i asystował przy kontaktowym golu Marcina Kaczmarka. Gospodarze poszli za ciosem i niedługo potem był remis. W pole karne świetnie dośrodkował Kaczmarek, a jeszcze lepszym strzałem głową popisał się Eduards Visnakovs. Łotysz swojego ostatniego gola w lidze strzelił 2 listopada. Później w ośmiu kolejnych meczach nie zdobył bramki. W końcu się przełamał i to starczyło na remis z czołową drużyną ligi. Zważywszy na okoliczności tego meczu i w ogóle nie najlepszą grę Widzewa, to naprawdę niezły wynik. Sytuacji łódzkiej drużyny ten remis jednak wiele nie poprawił. Odrobiła tylko punkt do trzeciego od końca Zagłębia Lubin.

Widzew - Lech 2:2 (0:1)

Gole: Kaczmarek (70.), E. Visnakovs (81.) - Arboleda (34.), Teodorczyk (54.)

Widzew: Wolański - Stępiński, Nowak, Mroziński, Urdinov Ż - Lafrance, Cetnarski (46. Alex) - Kaczmarek, Batrović (76. Gela), Mikita - E. Visnakovs.

Lech: Gostomski - Możdżeń, Arboleda, Wołąkiewicz Ż, Douglas Ż - Pawłowski (21. Claasen), Linetty, Trałka Ż, Hamalainen, Lovrencsics - Teodorczyk (79. Kownacki).

Sędziował: Marcin Borski z Warszawy