Widzew: Artur Skowronek coraz bliżej Rafała Pawlaka [BLOG]

Po co były dwa miesiące przygotowań Widzewa, gdy na boisko wychodzi całkiem inna drużyna od grającej w sparingach? To obciąża przede wszystkim trenera Artura Skowronka
Starzy widzewiacy, którzy w europejskich pucharach radzili sobie z Manchesterami City i United, Liverpoolem czy Juventusem, a także ci, którzy w Lidze Mistrzów grali jak równy z równym z Borussią Dortmund i Atletico Madryt, patrząc na to, co zrobiono z ich klubem, zapewne płoną ze wstydu. Bo jedna z największych sportowych marek w Polsce co tydzień jest profanowana. Obojętnie, gdzie jedzie drużyna, dostaje lanie.

Nie mam zamiaru obwiniać o to Wolańskiego, Stępińskiego, Nowaka, Kasprzaka, Mrozińskiego czy Rybickiego. Oni lepiej grać nie potrafią. To nie ich wina, że zostali rzuceni nawet nie na głęboką wodę, ale wręcz na środek oceanu. Pływać dopiero się uczą, dlatego toną w błyskawicznym tempie.

Winni tego siedzą na pierwszym piętrze klubowego budynku, wypełniając polecenia wydawane z Piaseczna czy Szwajcarii. Zresztą nie tylko, bo chcąc podlizać się właścicielom, wychodzą przed szereg. Początkiem końca Widzewa było zwolnienie Radosława Mroczkowskiego, który z tworzoną naprędce ekipą zdobył w dziesięciu meczach dziewięć punktów. Zastąpił go nietrener Pawlak, którego jedyną zaletą była dyspozycyjność wobec szefów.

Ale nigdy nie myślałem, że może być jeszcze gorzej. (...) Na razie obecny szkoleniowiec Widzewa niczym nie różni się od nietrenera Pawlaka. Może tylko tym, że biega przy linii i głośno krzyczy. Bo drużyna - z wyjątkiem fragmentu z Lechem - gra fatalnie. Skowronka i ludzi odpowiadający za sport w zarządzie kompromitują zimowe transfery. Za wzmocnienie można uznać tylko Yaniego Urdinowa. To po co było wydawać pieniądze na Wasiluka, Kikuta, Gelę i Cetnarskiego, skoro są słabsi od tych, którzy byli w Widzewie od dawna? Po co były dwa miesiące przygotowań, gdy na boisko wychodzi całkiem inna drużyna od grającej w sparingach? To obciąża przede wszystkim trenera. Nie wystarczy wprowadzić surowy regulamin, by poprawiły się wyniki.

Szkoleniowiec bezradnie tłumaczy po meczu w Gdańsku, że ma młodą drużynę. Ale przecież to on ją budował razem z dyrektorem sportowym Wlaźlikiem i prezesem Młynarczykiem. Może być jednak pewny, że go nie zwolnią, bo przecież jest lojalny. Nawet jeśli Widzew będzie się kompromitował jak w Gdańsku czy Bielsku-Białej.

Całość na blogu Jarosława Bińczyka