Sorry, takiego mamy w Widzewie trenera. Artur Skowronek się pomylił, pogubił i... nas oszukał

Działacze Widzewa mieli rozklekotanego grata, do którego wmontowali kilka części z lepszych modeli, ale jednak wysłużonych i nieużywanych od dawna, a za kierownicą posadzili człowieka, który dopiero co zrobił prawo jazdy. Widzew nie mógł wygrać rywalizacji z doświadczonymi kierowcami w lepszych samochodach
O samym meczu widzewiaków z Lechią Gdańsk nie ma sensu wiele pisać. To był mecz, jakich wiele w tym sezonie w wykonaniu piłkarzy z al. Piłsudskiego. Zmieniają się trenerzy, zawodnicy, pory roku, ale jedno jest niezmienne od lipca ubiegłego roku. W trzynastu kolejnych meczach na wyjazdach Widzew poniósł trzynaście porażek. I na PGE Arenie wszystko odbyło się według podobnego scenariusza. Widzewiacy podawali niecelnie, notowali stratę za stratą, nie potrafili celnie dośrodkować nawet ze stałego fragmentu gry, nie oddali strzału w światło bramki, a w obronie popełniali juniorskie błędy. Skończyło się tylko 0:2. Jeśli ktoś dostrzegł w grze drużyny trenera Artura Skowronka jakikolwiek pomysł, to naprawdę wielkie i szczere gratulacje.

Widzew gra źle i przegrywa mecz za meczem seryjnie, więc teoretycznie powinniśmy się do tego przyzwyczaić i z tym pogodzić. Szukać odpowiedzi, dlaczego wciąż jest tak źle, skoro przecież miało być lepiej, jednak trzeba. I trzeba szukać winnych, bo Widzew przesuwa się coraz bliżej przepaści i wciąż nie ma żadnych przesłanek ku temu, że jednak w nią nie spadnie. A mieliśmy je dostać. Przekonywał nas o tym jego trener. Oszukał nas.

Zimą Artur Skowronek na nic nie narzekał. Choćby na to, że jego drużyna, jako jedyna w ekstraklasie, nie wyjechała na zagraniczne zgrupowanie. Nowi piłkarze? "Oni byli tutaj niezbędni", "Potrzebowaliśmy doświadczenia w połączeniu z jakością", "To na pewno nie są przypadkowi gracze", "Kikut i Wasiluk dawno nie grali? Ale w nich wierzymy i bez wahania wziąłem ich do kadry", "Cetnarski? Był wkomponowany w wizję mojego zespołu już wcześniej. To na tyle doświadczony piłkarz, że na pewno sobie poradzi" - to wszystko cytaty z nowego trenera Widzewa, który wręcz promieniował pewnością siebie, a animuszu dodawał mu fakt, że jego zespół nie przegrał zimą żadnego sparingu. Choć jedno ziarnko niepokoju? Żadnego. "Nie dopuszczam do siebie myśli, że może się nam nie udać" - przekonywał. I nawet wtedy, gdy liga już ruszyła, a Widzew zawodził, nie zmieniał tonu swoich wypowiedzi. Wciąż zresztą mówi, że jego drużyna ma duży potencjał, a wszystko tkwi w głowach piłkarzy. Jest jeszcze ktoś, kto w to wierzy?

Trener Widzewa oszukał nie tylko nas. Także swoich szefów, którzy - jak wiemy od dawna - wielkimi piłkarskimi ekspertami nie są. Sprowadzili jednak zawodników do wszystkich formacji i osobiście sprawdzał ich trener (niektórych jak Marcina Kikuta i Xhevdeta Gelę wyjątkowo długo i dokładnie), który wystawiał im pozytywną ocenę. Włodarze Widzewa tym bardziej mogli mieć nadzieję na lepszą grę drużyny (nie tylko dlatego, że gorzej już grać nie można), skoro dołączyło do niej trzech byłych mistrzów Polski, z których przynajmniej dwóch naprawdę nieźle grało kiedyś w piłkę. Powiedzmy sobie szczerze, że na lepszych zawodników nie było klubu stać. Ja sam wierzyłem, że w charakterze zawodowego sportowca jest wciąż coś takiego, jak zwykła ambicja i nowi udowodnią, że jednak coś potrafią. Tym bardziej że pokazywali to w przeszłości. I takie nadzieje mogli mieć też kibice. Mieli prawo wierzyć. Ale trener nie miał prawa tak bardzo pomylić się w ocenie piłkarzy. Niektórych widział przecież przez pięć tygodni przygotowań, codziennie na treningach i w sparingach. Nie dostrzegł, że są aż tak słabi? A może udało im się go oszukać, by dostać kontrakt i spokój do lata?

Jak dziś wyglądają te "wzmocnienia"? Jedynie Yani Urdinov radzi sobie nieźle, ale prawda jest też taka, że konkurencji po lewej stronie obrony nie ma żadnej. W pierwszym składzie gra też Patryk Mikita, ale do pierwszego składu się jednak nie nadaje. Drugi nowy obcokrajowiec Xhevdet Gela siedzi na ławce i chyba lepiej dla wszystkich, bo gdy grał, zawodził na całej linii. Marcin Kikut też w sobotę był na ławce, ale w poprzednim meczu nawet nie zmieścił się w kadrze. Marek Wasiluk zamiast w meczu z Lechią Gdańsk grał przeciwko Lechii Tomaszów w trzecioligowych rezerwach. Czerwoną kartkę w tym meczu zobaczył za to Łukasz Bogusławski wypożyczony z Legii nie wiadomo po co. No i jest jeszcze Mateusz Cetnarski, który miał kierować grą Widzewa i którego Skowronek zrobił kapitanem, rozbijając przy okazji hierarchię w drużynie. Cetnarski to symbol błędów Skowronka.

Jest jeszcze coś. W Gdańsku trener Widzewa mógł wystawić do gry czwórkę obrońców, na których stawiał w sparingach. Żaden nie musiał pauzować za kartki i żaden nie był kontuzjowany. Skowronek wystawił jednak zupełnie nowy blok defensywny, zresztą już piąty w piątym meczu w tym roku. Niestety, się pogubił. Najpewniej rozbił też drużynę. Ciekawy jestem, czy Kikut albo Wasiluk wskoczyliby dziś za swoim szefem w ogień.

Trener Widzewa prosił po porażce z Lechią o wyrozumiałość, tłumacząc, że ma młody zespół. Owszem, Widzew ma młody zespół, ale miał go już wtedy, gdy Skowronek zaczynał w nim pracę. Wtedy o tym nie mówił. Zresztą w Gdańsku pięciu młodych zawodników mógł zastąpić pięcioma doświadczonymi, m.in. Cetnarskim, Wasilukiem, Kikutem i Aleksjejsem Vianskovsem. Tak jak w zimowych sparingach. Tłumaczenie się młodym zespołem jest dziś szukaniem alibi.

Wspomniałem o szefach Widzewa, o tym, że mogli dać się nabrać Skowronkowi, ale oczywiście ten podstawowy błąd popełnili oni, Skowronka zatrudniając. Na ściągnięcie kogoś lepszego i bardziej doświadczonego nie było ich stać i nie chodzi tylko o pieniądze. Działacze z al. Piłsudskiego mieli rozklekotanego grata (fatalną drużynę), do którego wmontowali kilka części z lepszych modeli, ale jednak wysłużonych i nieużywanych od dawna (Cetnarskiego, Kikuta, Wasiluka), a za kierownicą posadzili człowieka (Skowronka), który dopiero co zrobił prawo jazdy i który jeszcze do baku samochodu z silnikiem Diesla wlał benzynę. Rywalizacja z doświadczonymi kierowcami w lepszych samochodach musiała się tak skończyć - Widzew zjeżdża do pierwszej ligi.

Obserwuj autora na Twitterze i na derdzik.blox.pl

Więcej o: