Czy wypożyczony z Legii Warszawa Patryk Mikita musi grać w Widzewie?

Przy al. Piłsudskiego zapewniają, że młody napastnik wypożyczony z Legii Warszawa nie ma abonamentu na granie, bo klub obliguje do tego umowa z klubem ze stolicy. Spekulacje jednak nie ustają.
Mikita trafił do Widzewa w lutym. Szefowie łódzkiego klubu wypożyczyli go z Legii, bo w kadrze został tylko jeden zdrowy napastnik Eduards Visnakovs.

20-latek od razu wskoczył do pierwszego składu. Mikita rozegrał cały mecz przeciwko Piastowi Gliwice i grał nieźle. Później z powodu choroby opuścił spotkanie z Ruchem Chorzów, ale kiedy wydobrzał, wrócił do podstawowej jedenastki. Wystąpił od pierwszej do ostatniej minuty w spotkaniach z Lechem Poznań i Lechią Gdańsk. W obu wypadł źle i stracił miejsce w składzie. W ostatniej kolejce w meczu z Zagłębiem Lubin Mikita wszedł na boisko w 67. minucie. Znów się nie popisał.

Od dawna plotkuje się jednak, że 20-latek z Legii dalej będzie dostawał szanse, bo trenerów Widzewa zobowiązuje do tego umowa z Legią. Portal widzewtomy.net napisał wprost, że to pewnik. "Umowa z Widzewem została (...) tak skonstruowana, że napastnik ma niemal pewne miejsce na boisku. W przeciwnym razie, gdyby (...) nie rozegrał w Łodzi odpowiedniej liczby minut, z prawie darmowego wypożyczenia zrobiłby się całkiem kosztowny transfer. Z naszej wiedzy wynika, że chodzi dokładnie o 50 proc. średniego czasu gry" - napisano.

Co na to Widzew? Przy al. Piłsudskiego wszyscy - oficjalnie i nieoficjalnie - kategorycznie zaprzeczają. - O grze Patryka Mikity decydują tylko i wyłącznie względy sportowe - zapewnia prezes Paweł Młynarczyk. - O jego przydatności do osiemnastki meczowej na spotkania ligowe decyduje sztab szkoleniowy. Nie możemy ujawniać zapisów umowy, ale mogę powiedzieć, że nie ma w niej żadnej klauzuli, która mówi, że Patryk ma wyłączność na grę w pierwszym składzie, co zresztą pokazał ostatni mecz.

Portal kibiców Widzewa wspomina jednak o 50 proc. średniego czasu gry Mikity, a Młynarczyk mówi o podstawowej jedenastce. Obie wersje się nie wykluczają, więc wątpliwości pozostają. - Nie wolno mi mówić o szczegółach umowy, ale zapewniam, że nie ma w niej zapisów tego typu. Nie ma zależności między liczbą minut Mikity na boisku a tym, ile mielibyśmy zapłacić Legii - zapewnia jeden z działaczy i dodaje, że wersję klubu może potwierdzać sytuacja z Łukaszem Bogusławskim, innym młodym piłkarzem, którego Widzew wypożyczył z Legii. 21-letni obrońca jeszcze nie doczekał się debiutu w łódzkim zespole w ekstraklasie. Póki co zaliczył tylko dwa występy w trzecioligowych rezerwach Widzewa.