Princewill Okachi z Widzewa: "Muszę pokazać, że potrafię być liderem zespołu"

- Dużo osób myśli, że nie jesteśmy dobrze przygotowani do rundy, że nie mamy ducha walki. To nieprawda, bo robimy wszystko, co w naszej mocy, by się utrzymać - mówi Princewill Okachi, piłkarz Widzewa, który wrócił do gry po długiej kontuzji
Maciej Nowocień: W sobotę zagrał pan dopiero po raz pierwszy w tym roku w ligowym meczu. Mecze Widzewa oglądał więc pan tylko z trybun. Jakie odczucia?

Princewill Okachi: Na pewno odczuwałem duży głód gry i bardzo chciałem pomóc chłopakom na boisku. Ale co oczywiste, z powodu kontuzji nie mogłem. Były momenty, że byłem zawiedziony postawą naszego zespołu, ale na pewno chłopaki walczyły na boisku. Tego nie można było im odmówić. Cieszę się, że teraz wróciłem już do zespołu i gramy razem.

Nie ma co ukrywać: Widzew gra słabo, a co gorsza, nie wygrywa meczów.

- Dużo osób na każdym kroku podkreśla, że nie gramy dobrze. Znam jednak moich kolegów i wiem, że robili wszystko, co w ich mocy, by zwyciężać w tych meczach. Z różnych powodów niestety nie wygrywaliśmy. Można mówić, że gramy źle, ale jesteśmy tutaj po to, żeby walczyć, przeciwstawić się rywalom i ich pokonać. Tylko to się liczy.

Jak więc reaguje pan na krytykę ze strony kibiców i dziennikarzy?

- W mojej opinii większość tych słów jest niesprawiedliwa. Dużo osób myśli, że nie jesteśmy dobrze przygotowani do rundy, że nie mamy ducha walki. To nieprawda, bo robimy wszystko, co w naszej mocy, by się utrzymać. Krytyka jest jednak normalną rzeczą i musimy ją przyjąć z pokorą.

Skoro wraca pan już do pierwszego zespołu, jak może pomóc pan w utrzymaniu Widzewa w ekstraklasie?

- Mogę po prostu wyjść na boisko i zagrać najlepiej, jak potrafię. Muszę pokazać wolę walki, wolę zwycięstwa i to, że potrafię być liderem tego zespołu. Chcę to udowodnić już w najbliższym meczu, jeśli tylko dostanę szansę od trenera.

Kibice na pewno będą wymagać od pana tak dobrej gry, jaką zaprezentował pan w meczach z Legią czy Pogonią Szczecin.

- Po kontuzji jestem gotowy, by wyjść na boisko. Co prawda, czuję jeszcze mały dyskomfort związany z urazem, ale podczas gry nie skupiam się na tym. Na boisku mamy do wygrania mecz, i to jest teraz najważniejsze. Nie można myśleć o tym, co przeszkadza, ale robić wszystko, by zwyciężyć w spotkaniu.

Na pewno pański powrót nada agresywności w grze Widzewa. Był pan liderem po rundzie jesiennej, jeśli chodzi o faule.

- Czasem trzeba grać ostro, a czasem poluzować (śmiech ). W sytuacji, w jakiej jest teraz Widzew, musimy grać agresywnie. Dzięki takiemu stylowi możemy prezentować się lepiej i wygrywać.

Jak współpracuje się panu z nowym trenerem Arturem Skowronkiem? Po przyjściu Rafała Pawlaka do Widzewa usiadł pan na ławce.

- Jeśli chodzi o sprawy komunikacyjne, to wszystko jest w najlepszym porządku. Pracuje nam się dobrze. Jak pan powiedział, za kadencji trenera Pawlaka musiałem pogodzić się z rolą rezerwowego, ale była to wyłącznie jego decyzja. Podobnie jest teraz. Jeśli trener Skowronek będzie widział mnie w pierwszym składzie, pomogę Widzewowi.

Dla Widzewa liczą się teraz tylko zwycięstwa. Stać was na wygraną z Wisłą?

- Dla Wisły na pewno będzie to bardzo trudne spotkanie, bo wszyscy wiedzą, w jakiej sytuacji się znajdujemy. Potrzebujemy zwycięstw i walczymy o nie w każdym meczu. Niemniej rywal też chce zdobywać kolejne punkty. Gramy jednak u siebie i to na pewno będzie dla nas korzystne.

Przydałaby się taka pomoc ze strony krakowian, jaką zaoferowali Zagłębiu Lubin, strzelając dwa gole samobójcze i tym samym przegrywając mecz...

- Będę trzymał kciuki, by nam też tak pomogli (śmiech ). Oczywiście oglądałem to spotkanie. Wisła przegrała 1:3 i na pewno w kolejnym meczu będzie chciała zaprezentować się lepiej i zmieni coś w swojej grze. Do Łodzi wiślacy przyjadą zdeterminowani i żądni zwycięstwa. Nie oznacza to jednak, że wygrają na naszym stadionie, bo tak łatwo im na to nie pozwolimy.