Eduards Visnakovs o szansach Widzewa na utrzymanie, pudle w Szczecinie i pochodzeniu

- Chodzi o to, by wygrać po raz pierwszy na wyjeździe. Wtedy pójdzie już łatwiej. Mam nadzieję, że przełamiemy się już w meczu z Koroną Kielce - mówi Eduards Visnakovs, najskuteczniejszy napastnik Widzewa
Jarosław Bińczyk: Cały czas uważasz, że Widzew utrzyma się w ekstraklasie?

Eduards Visnakovs: Oczywiście, choć nie będzie to łatwe. Przed nami jeszcze siedem meczów. Cały czas pracujemy, przygotowujemy się do kolejnej części sezonu. Staramy się poprawić grę obronną i atak, żeby nie było takich sytuacji jak moja w spotkaniu z Pogonią w Szczecinie. Robimy wszystko, by wygrać z Koroną Kielce i każdy następny mecz. Gdy to zrobimy, to na pewno się utrzymamy.

Trudno w to uwierzyć. Na wyjeździe gracie dużo gorzej niż w Łodzi.

- Tak jest z większością drużyn, nie tylko z Widzewem.

Ale nikt w Polsce nie ma tak złych statystyk na boiskach rywali.

- Zgadza się. Z żalem przyznaję, że tak jest. Na naszym stadionie czuję się jak w domu, pomaga mi doping kibiców. Na wyjeździe jest ciężej, trudno podać konkretne przyczyny. Może to efekt młodości, braku doświadczenia.

W dodatkowej fazie sezonu cztery razy zagracie na wyjeździe, a tylko trzykrotnie u siebie.

- To nie jest dobre. Ale chodzi o to, by wygrać po raz pierwszy. Wtedy pójdzie już łatwiej. Mam nadzieję, że przełamiemy się już w meczu z Koroną. W poprzednim spotkaniu byliśmy bliscy zwycięstwa w Kielcach, bo długo prowadziliśmy 1:0. Niestety, przegraliśmy w końcówce.

Podobno nie chcesz rozmawiać o niewykorzystanej sytuacji w meczu z Pogonią, kiedy z bliska nie trafiłeś do pustej bramki.

- Szkoda, że mi się nie udało, bo takie okazje trzeba wykorzystywać. To z pewnością podbudowałoby drużynę. Dużo lepszym piłkarzom zdarzają się takie pudła. Żal, że w tak ważnym meczu nie udało mi się strzelić gola. Byłem nieskoncentrowany, bo nie liczyłem, że piłka do mnie wróci. Myślałem, że bramkarz wybije piłkę poza boisko, a ona spadła koło mnie. Zaskoczony trafiłem w słupek.

Na początku sezonu większość twoich strzałów wpadała do bramki. Teraz nie wykorzystujesz znacznie lepszych okazji. Dlaczego tak się dzieje?

- Trudno powiedzieć, co się dzieje. Na początku gry w Widzewie wszystko, co kopnąłem, wpadało do siatki, a teraz nie chce. No cóż... Trzeba dalej pracować i mieć nadzieję, że w finałowej części sezonu odzyskam skuteczność. Tak jak w życiu: była dobra passa, później gorsza i teraz znów wróci ta lepsza. Mam nadzieję.

Rywale traktują cię inaczej, pilnują uważniej?

- Na pewno. Wcześniej mnie nie znali. Teraz obrońcy bardziej na mnie zwracają uwagę. Gra mi się ciężej. Wiele zależy jednak ode mnie. Powinienem strzelić dziesiątą bramkę, ale się nie udało...

Mam wrażenie, że na początku sezonu szybciej biegałeś.

- Może to tak wygląda, bo testy pokazują, że moja szybkość się nie zmieniła.

Oglądając mecze, mam wrażenie, że dostajesz mniej podań od kolegów niż na początku sezonu.

- Nie wiem. Przyczyną może być inna taktyka. Kiedy Widzew prowadził Radosław Mroczkowski, koledzy częściej grali bezpośrednio do mnie, teraz staramy się więcej podawać. Gdy przychodzi nowy trener, zmienia się styl zespołu. Może to przyczyna mojej słabszej gry. Poza tym mamy bardzo młodą drużynę. Koledzy są bardzo dobrymi piłkarzami, są powoływani do młodzieżowych reprezentacji. Ale brakuje nam czasami doświadczenia. W wielu spotkaniach graliśmy naprawdę nieźle, a nie udało się zdobyć punktu. Tak jak z ostatnio Pogonią czy wcześniej z Koroną Kielce.

Jak czujesz się w Widzewie?

- Dobrze, tak samo jak w Polsce. Liga jest silniejsza od łotewskiej czy kazachskiej. Bardzo chciałem tutaj przyjechać. Jestem naprawdę zadowolony. Jestem tutaj z bratem, więc jest mi łatwiej. On ostatnio nie mógł grać z powodu kontuzji, ale już jest zdrowy i mam nadzieję, że pomoże drużynie.

Ale to drużyny z Kazachstanu odnoszą ostatnio więcej zwycięstw w europejskich pucharach niż polskie.

- Ale tutaj jest Europa. Więcej kibiców przychodzi na mecze, atmosfera jest lepsza, łatwiej się gra. Na wszystkich stadionach jest świetny doping. Chciałbym pokazać się przed nimi z jak najlepszej strony, ale nie zawsze się udaje. Mam nadzieję, że w końcówce sezonu będzie lepiej. Obiecuję, że postaram się grać najlepiej, jak potrafię. Chciałbym, żeby nasi fani pojechali na mecz z Koroną i nas wsparli.

Po meczu z Zagłębiem Lubin zostaliście jednak wygwizdani przez swoich kibiców.

- We wszystkich meczach gramy, jak potrafimy. Wtedy zaprezentowaliśmy się źle, a kibice zawsze chcą zwycięstwa. Byli rozczarowani, rozumiem to. Jednak nie odwrócili się od nas i przyszli na spotkanie z Wisłą Kraków. To ważne.

Na Łotwie zetknąłeś się z takim zachowaniem?

- Tam na trybunach było po 100 osób, które zachowywały się jak w teatrze. Tam najpopularniejszym sportem jest koszykówka, później hokej i dopiero piłka nożna. Kilka lat wcześniej poziom rozgrywek był wyższy, więc więcej ludzi chodziło na mecze, zwłaszcza w Rydze. Ale z roku na rok jest gorzej. Skonto Ryga wykluczyli za długi wobec piłkarzy z europejskich pucharów.

Jest w Polsce jakiś piłkarz, który ci imponuje, na którym chciałbyś się wzorować?

- Jeśli chodzi o napastników, to nie ma żadnego, od którego czułbym się słabszy. Może brakuje mi jeszcze takiego doświadczenia, jakie oni zdobywali przez lata. Wyróżniają się Robak, Paixao, Brożek, Teodorczyk. Wszyscy są ode mnie starsi. Robak ma już 32 lata, a ja dopiero 23.

Jaka jest twoja sytuacja w reprezentacji? Czy to, że nie strzelasz goli, wpływa na decyzje o powołaniach?

- Jestem w kontakcie z trenerem, który widzi, że gram w polskiej lidze. Chce mnie powołać na mecz z Emiratami Arabskimi w Austrii, ale nie wiem, czy Widzew mnie puści.

Dlaczego?

- Bo mamy grać w maju, a wtedy czekają nas bardzo ważne spotkania w lidze. Z tego co wiem, ktoś z łotewskiego związku ma dzwonić do Widzewa. Szanse, że pojadę, są jednak niewielkie. Gdy nam szło dobrze, to może dostałbym zgodę...

Interesujesz się tym, co dzieje się na wschodzie Europy? Podobno Rosja próbuje zdestabilizować sytuację także na Łotwie.

- Oczywiście, że śledzę wydarzenia na Ukrainie. I żałuję, że tak się dzieje. Trudno stwierdzić, kto jest winien, czy to Rosja zabrała Krym, czy Krym chciał do niej dołączyć.

Cała twoja rodzina to Łotysze?

- Nie, w połowie. Mój tata jest z Łotwy, a mama jest Rosjanką. Ja jestem obywatelem łotewskim, ale babcia i dziadek mieszkają w Saratowie.

Podobno są kluby zainteresowane wykupieniem cię z Widzewa.

- Ja nic o tym nie wiem. Mam jeszcze kontrakt i staram się grać najlepiej, jak mogę, żeby pomóc drużynie. Oczywiście chciałbym kiedyś wyjechać do lepszej ligi: niemieckiej czy angielskiej. Teraz jednak nie myślę o transferze. Chcę strzelać gole dla Widzewa i nie pudłować tak jak z Pogonią.

Więcej o: