Sport.pl

Marek Koniarek: Widzew zaprasza rywali do strzelania mu goli

- Zrozumiałbym nawet, gdyby bramkarzowi czasem zdarzyła się jakaś gafa. Ale nic takiego nie ma miejsca. Rywale strzelają bramki widzewiakom, gdy ci są tuż obok, właściwie zapraszają do strzelania - uważa Marek Koniarek, najlepszy strzelce Widzewa w historii.


ROZMOWA Z

Markiem Koniarkiem,

byłym piłkarzem i trenerem Widzewa

Bartłomiej Derdzikowski: Jak się panu podobał Widzew w pierwszej połowie meczu z Koroną Kielce?

Marek Koniarek: Grał naprawdę dobrą piłkę, ofensywnie, jak to się mówi - miał ciąg na bramkę. Wyprowadzał też dobre kontry. Dobrze grali Mateusz Cetnarski i Eduards Visnakovs. Naprawdę wyglądało to dobrze, chociaż łodzianie mieli też okazje, by prowadzić wyżej i rozstrzygnąć mecz.

Jak się panu podobał Widzew w drugiej połowie meczu z Koroną?

- To już była zupełnie inna drużyna. Widzewiacy zdecydowanie za bardzo cofnęli się do obrony i w ten sposób bardzo pomogli rywalom. Gole były kwestią czasu. Tak naprawdę Widzew miał szczęście, że wywiózł z Kielc jeden punkt. Jest jeszcze coś... Nie można tracić goli po tak głupich błędach i fatalnym ustawieniu. Popatrzmy na pierwszą. Nie można zostawiać na długim słupku nieobstawionego zawodnika, który jeszcze ma czas i miejsce, by piłkę tuż przed bramką sobie przyjąć i dopiero strzelić. Druga bramka. Dośrodkowanie było naprawdę dobre, ale błędy w kryciu też były. W ogóle potrzebne tam było większe zaangażowanie obrońców, chociaż jakiś wyskok w górę, jakaś próba odepchnięcia rywala. A tu nic. Błędy w defensywie są zresztą największą bolączką Widzewa. Praktycznie co mecz traci gole po głupich pomyłkach. Rozumiem, jak przeciwnik strzela z daleka, gdy jest to strzał do obrony. Zrozumiałbym nawet, gdyby bramkarzowi czasem zdarzyła się jakaś gafa. Ale nic takiego nie ma miejsca. Rywale strzelają bramki widzewiakom, gdy ci są tuż obok, właściwie zapraszają do strzelania. Jeszcze raz przypominam tego pierwszego gola dla Korony, gdy Piotr Malarczyk - będąc kilka metrów od bramki niepokojony przez nikogo - przyjął piłkę i dopiero strzelił. No, jak można na to pozwolić?

Pan by pewnie strzelał bez przyjęcia?

- (śmiech) Ode mnie to by się piłka odbiła i wpadła do bramki.

Kto powinien spróbować przesunąć grę i niebezpieczeństwo od swojej bramki - doświadczony stoper, kapitan zespołu, a może to trener powinien reagować?

- W ogóle powiem panu, że nie podoba mi się, gdy trenerzy ustawiają swoje drużyny defensywnie, koncentrując się głównie na tym, by nie stracić bramki. I myślę, że tak było z Widzewem w Kielcach. Trener pewnie pomyślał, że prowadzi na wyjeździe 2:0 i teraz trzeba ten wynik utrzymać. A łodzianie powinni dalej grać swoje. Oczywiście może też być inaczej, że trener wcale nie kazał utrzymywać wyniku, ale piłkarze się cofnęli, bo nie mieli sił. To jednak niedopuszczalne, by po 45 minut nie mieć sił. Błąd popełnić więc musiał trener. Tak mi się wydaje, no bo jak to wytłumaczyć?

Widzew ma pana zdaniem szanse na utrzymanie?

- Gdyby nie reforma ligi, to oczywiście byłoby już po Widzewie. A tak patrzę teraz na tabelę i widzę, że szanse wciąż są. Zagłębie Lubin jest nad nim, ale ta drużyna moim zdaniem nie spadnie. Ale są inne. Teraz jest mecz z Cracovią i jak Widzew zagra w całym meczu tak jak w pierwszej połowie z Koroną, to powinien sobie poradzić. Potem jedzie do Wrocławia. Tam będzie ciężko, ale powalczyć można. Zostaną jeszcze Piast Gliwice, Podbeskidzie Bielsko-Biała. To nie są rywale poza zasięgiem łodzian. Ale - jak powiedziałem - trzeba grać tak dobrze jak do przerwy w Kielcach. No i jeszcze coś - kibice na pewno będą pomagać do końca. Oglądałem mecz z Koroną w telewizji i cały czas słyszałem ich w telewizji. To było świetne. Ich chyba najbardziej byłoby szkoda, gdyby Widzew spadł z ekstraklasy. Tym bardziej że nie wiadomo, co wtedy z klubem dalej. Czytałem gdzieś wypowiedź jego prezesa, że może się skończyć spadkiem jeszcze niżej, tak jak było w przypadku ŁKS. To już byłaby tragedia.

Liczy pan punkty, jakie zostały do zdobycia, i w tym widzi szanse na utrzymanie Widzewa. Niech pan jednak spojrzy na inną statystykę - z 10 ostatnich meczów łodzianie wygrali tylko jeden. Jak wierzyć, że nagle zacznie zwyciężać?

- No, to rzeczywiście jest druga strona medalu. Ale wierzyć trzeba. Byłem podbudowany tym, jak Widzew grał w Kielcach do przerwy, może stąd moja wiara? Potem dostałem jednak jak obuchem w głowę, ale... Trzeba trzymać kciuki i tyle.

Jak się panu podoba pana następca w ataku Widzewa Eduards Visnakovs?

- To przebojowy zawodnik i dobrze, że wraca do formy. Teraz wywalczył karnego, strzelił też gola. Inna sprawa, że z tych sytuacji, które miał, coś jeszcze strzelić powinien. Ale bez niego to już w ogóle byłoby słabo.

Marek Koniarek w formie sprzed lat pewnie by się przydał?

- Nie wiem, czy sam dałbym radę. Potrzebowałbym jeszcze "Citka", Ryśka Czerwca, "Łapę" i innych chłopaków. Zostało mi tylko trzymać kciuki. Bardziej już nie pomogę.

Więcej o:
Komentarze (1)
Marek Koniarek: Widzew zaprasza rywali do strzelania mu goli
Zaloguj się
  • ajzyk1922

    Oceniono 30 razy -12

    No i widzisz derdzikowski...? Jednak można napisać coś pozytywnego. A przecież masz jeszcze w zanadrzu innych wstydzewiaków i tematy awaryjne o których zawsze możesz napisać;jak chociażby : "Boniek i Juve","panie turek kończ pan ten mecz","4 krotny mistrz polski","Legia - Rts"... :)))

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX