Po zwycięstwie z Cracovią Widzew wciąż żyje. "Ale wciąż też jesteśmy pod respiratorem"

Wykonaliśmy plan minimum, jakim było zwycięstwo z Cracovią. Wciąż żyjemy, ale wciąż też jesteśmy pod respiratorem - mówi Marcin Kikut, obrońca Widzewa
W dwóch meczach rundy finałowej widzewiacy zdobyli cztery punkty. To dobry wynik, chociaż oczywiście trudno zapomnieć mecz w Kielcach. Łodzianie prowadzili z Koroną do przerwy 2:0 i mieli kolejne świetne okazje, a tylko zremisowali.

Łatwiej jednak przełknąć stratę dwóch punktów, przypominając sobie, że we wcześniejszych 15 meczach na wyjazdach Widzew zdobył ledwie punkcik. A najlepiej po prostu zapomnieć o tym, co wydarzyło się po przerwie w meczu z Koroną. Tym bardziej że od ostatniej niedzieli można wspominać miłe rzeczy, czyli zwycięstwo z Cracovią.

Dzięki wygranej Widzew zbliżył się do bezpiecznego miejsca w tabeli na trzy punkty, chociaż trzeba liczyć o jeden więcej, pamiętając, że po rundzie zasadniczej był ostatni w tabeli, a to oznacza gorszy bilans z każdą z pozostałych drużyn. - Ta wygrana nic nie zmieni w tabeli, dopiero dobijamy do peletonu, ale na pewno wlewa optymizm w serca kibiców i może nas pociągnąć do przodu. Wierzę, że zrobimy swoje do czerwca - mówił Artur Skowronek, trener Widzewa.

Piłkarze bardzo cieszyli się z trzech punktów, ale też tonowali nastroje. - Trzeba to robić, bo zwycięstwo z Cracovią było planem minimum. Wciąż żyjemy, ale cały czas jesteśmy pod respiratorem. Przed nami bardzo trudne mecze i na nich trzeba się skupić - bardzo obrazowo opisał sytuację swojej drużyny Marcin Kikut.

- Zostało jeszcze pięć meczów, więc spokojnie. Dziś stanęliśmy na wysokości zadania, ale droga do celu jest jeszcze długa - to z kolei słowa Marcina Kaczmarka.

Piłkarze podkreślali też fakt, że już od dłuższego czasu grają lepiej i to rzeczywiście jest prawdą. Oczywiście wciąż zdarzają się widzewiakom gorsze okresy gry, wciąż też przytrafiają im się proste błędy w obronie, ale z pewnością nie są już drużyną, którą łatwo ograć. W sześciu ostatnich meczach zespół trenera Skowronka przegrał tylko z Pogonią w Szczecinie, ale nie był to jednostronny mecz i nie była to pewna wygrana gospodarzy. Zresztą wystarczy przypomnieć sobie kilka bramkowych okazji widzewiaków, zwłaszcza pudło Eduardsa Visnakovsa. Teraz Łotysz też pudłował, ale napracował się strasznie, harował od pierwszej do ostatniej minuty, absorbując czasem po kilku obrońców. No i przede wszystkim zdobył gola i zaliczył asystę już drugi raz z rzędu. - Trochę denerwowałem się tymi niewykorzystanymi sytuacjami, ale na pewno się nie załamałem - mówił po spotkaniu z Cracovią. - Wiedziałem, że trzeba próbować dalej i czekać na kolejne szanse. No i się doczekałem. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy. Tylko to się liczy.

Przewaga Widzewa w niedzielnym pojedynku nie podlegała dyskusji, w czym na pewno pomogła czerwona kartka dla Krzysztofa Pilarza już w 14. min. Kibice długo jednak drżeli o wynik, bo raz, że widzewiacy razili nieskutecznością, a dwa, że pozwolili rywalom stwarzać okazje pod swoją bramką. To wynika zapewne z braku doświadczenia defensywy Widzewa - tak jak cały zespół, jest najmłodsza w całej ekstraklasie, ale na pewno wciąż trzeba nad tym pracować, bo rywale mogą to wykorzystać, tak jak choćby Korona.

I nie zawsze pomoże świetny Patryk Wolański między słupkami, chociaż po tym, jak broni w tym roku, widać jak na dłoni, jak ważny jest dobry bramkarz w drużynie. Wolański to żywe srebro i pewny punkt Widzewa. W niedzielę znów kilka razy ratował zespół z kłopotów. - Bohaterem na pewno nie jestem ja, tylko cała drużyna. Bo to cała drużyna zapracowała na tą wygraną. Ja zrobiłem swoją robotę, po to jestem - mówił Wolański. O niewykorzystanych sytuacjach swoich kolegów po drugiej stronie boiska nie chciał rozmawiać. - Nie skupiam się na pudłach. Nie ma sensu szukać minusów, tylko trzeba mówić o plusach. Wygraliśmy i wciąż jest szansa na utrzymanie. Nasza motywacja rośnie. Niech teraz inni obawiają się Widzewa - mówi Wolański.

Teraz przed drużyną z al. Piłsudskiego trzeci z siedmiu kroków. W poniedziałek zagrają na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław. - Na pewno w ostatnich meczach musimy być bardzo skoncentrowani, bo nie zawsze będziemy mieli tyle bramkowych szans, ile było w spotkaniu z Cracovią. A we Wrocławiu na pewno będzie ogień, będzie gorąco i będzie się działo. Od jakiegoś czasu gramy lepiej i wiemy też, że stać nas na zwycięstwa - kończy Kikut.