Widzew Łódź. Povilas Leimonas o szansach na utrzymanie i swojej pozycji w drużynie [OBSZERNY WYWIAD]

- Teraz wszyscy widzą, że nie tylko gramy coraz lepiej, ale i zdobywamy coraz więcej punktów. To dodaje nam wiary w to, że naprawdę możemy się utrzymać - mówi w obszernej rozmowie z Łódź.sport.pl i ?Wyborczą? Povilas Leimonas, pomocnik Widzewa Łódź.
Rozmowa z Povilasem Leimonasem*.

Szymon Bujalski: Po wygranej z Cracovią i zmniejszeniu straty do waszych rywali musieliście poczuć chyba wielką ulgę.

Povilas Leimonas: Oczywiście, że tak. To były bardzo ważne trzy punkty, bo w naszej sytuacji w tej decydującej rundzie ważne jest nie zdobywanie jednego punktu, lecz tylko trzech. Jeśli chcemy utrzymać się w lidze, nie możemy tracić więcej punktów. Zwłaszcza u siebie, gdzie musimy wygrywać już wszystko.

Od jakiegoś czasu gracie coraz lepiej, ale wciąż macie problemy z wygrywaniem. Dlaczego na wasze większe zdobycze punktowe trzeba było czekać aż tak długo?

- Szczerze mówiąc, nie wiem. W meczu z Koroną zagraliśmy bardzo, bardzo słabą drugą połowę i nie mam pojęcia, czemu tak się stało. Jeśli spojrzymy na naszą grę, to najbardziej w oczy rzuca się to, że marnujemy zbyt wiele okazji. A gdy nie wykorzystuje się tak wielu klarownych sytuacji, to o zwycięstwa jest bardzo trudno. Zbyt często też przydarzały się nam proste błędy w obronie, chwilowe braki koncentracji... i działo się tak, jak się działo.

Myślę, że ta wygrana z Cracovią i wcześniejsza z Wisłą dały wam wielką pewność siebie. Czyli coś, czego przez długi czas wam brakowało.

- Faktycznie, teraz wszyscy widzą, że nie tylko gramy coraz lepiej, ale i zdobywamy coraz więcej punktów. To dodaje nam wiary we własne możliwości i w to, że naprawdę możemy utrzymać się w tej lidze. Uważam, że gramy na podobnym poziomie co inne zespoły w grupie spadkowej, ale z powodów, o których już mówiłem, do tej pory nie przekładało się to na wyniki. Wierzę, że do końca sezonu będzie już inaczej, bo jak widać, stać nas na regularne zdobywanie punktów.

Dzięki reformie ligi wasze szanse znacząco się zwiększyły, bo do Zagłębia Lubin musicie nadrobić już tylko dwa punkty, a do Piasta Gliwice cztery. Wszystko wciąż jest w waszych nogach.

- Zdajemy sobie sprawę, że stoimy przed dużą szansą. Do końca sezonu zostało pięć spotkań, więc mamy do zdobycia 15 punktów. Do tego zagramy jeszcze i z Zagłębiem, i z Piastem, więc czekają nas mecze o tak zwane sześć punktów. Wszystko wciąż jest możliwe.

Myślisz, że gdyby w lidze utrzymała się drużyna, która była zdecydowanie najsłabsza po rozegraniu 30 spotkań, to można byłoby mówić o sprawiedliwości?

- (uśmiech ) Takie są zasady w polskiej lidze. Zresztą nie tylko w niej, bo chociażby w Rosji też jest podobnie. Zasady są znane od dawna i jednakowe dla wszystkich, więc jeśli mimo słabego sezonu zasadniczego utrzymamy się w lidze, to wszystko będzie sprawiedliwe. Reforma ligi dała nam drugie życie, ale tylko od nas zależy, czy szansę tę wykorzystamy.

Porozmawiajmy o tobie. Jak czujesz się po powrocie do gry w pierwszej drużynie?

- Oczywiście jestem bardzo szczęśliwy. Z powodu kontuzji początek rundy był dla mnie trudny, ale teraz wszystko jest już w porządku. Gdy wróciłem, byłem szczęśliwy, że trener mi zaufał i dał szansę. I wydaje mi się, że dobrze ją wykorzystuję.

Po pokonaniu bramkarza Cracovii eksplodowałeś z radości i ucałowałeś klubową koszulkę. Widać było, że to dla ciebie wielka chwila...

- Tak było. Grałem tylko 15 minut i już zdobyłem gola, a do tego na 2:0, co praktycznie przesądziło o naszej wygranej. Po mojej bramce wielka radość zapanowała też na trybunach. To wszystko sprawiło więc, że był to niezwykle emocjonalny moment.

Po golu od razu podbiegłeś do ławki rezerwowych i tam celebrowałeś bramkę.

- Na ławce było kilku kolegów, z którymi umówiłem się w trakcie treningu, że jak któryś z nas zdobędzie gola, to zaprezentujemy razem śmieszny taniec. Pobiegłem więc do nich i zatańczyliśmy (uśmiech ).

Było widać, że najbardziej cieszysz się z obcokrajowcami, w tym Princem Okachim i Kevinem Lafrancem. To właśnie z nimi trzymasz się najlepiej?

- Mam również bardzo dobre relacje z kolegami z Polski, ale faktycznie w większości częściej trzymam się z innymi obcokrajowcami. Jest nam po prostu łatwiej, chociażby ze względu na to, że wszyscy jesteśmy poza swoim krajem i dobrze rozumiemy się po angielsku.

Od kiedy czułeś, że po urazie jesteś gotowy do gry przez pełne 90 minut?

- Trudno mi tak dokładnie odpowiedzieć. Po powrocie do treningów najpierw zagrałem jakieś 50 minut w rezerwach, potem już zagrałem pełne 90. Myślę, że wtedy byłem już gotowy. Ale oczywiście trener wszystko widzi i to on o wszystkim decyduje.

Zanim zagrałaś w pierwszym zespole, aż przez półtora miesiąca ogrywałeś się w rezerwach. Nie za długo?

- Tak jak powiedziałem, uważam, że byłem gotowy wcześniej, ale oczywiście trener mógł to widzieć inaczej. To, że ja czułem się w odpowiedniej formie, nie musi oznaczać, że z boku wyglądało to równie dobrze. Trener uznał, żebym zagrał dopiero w meczu z Cracovią, i tak też było.

Czyli nie czujesz się w żaden sposób pokrzywdzony? Pytam, bo można usłyszeć, że ty i paru innych obcokrajowców gracie tak rzadko, gdyż nie należycie do ulubieńców szefa Widzewa Sylwestra Cacka.

- (uśmiech ) Nie chcę tego komentować. Uważam, że wszyscy mamy równe szanse, i wierzę, że o grze nie decydują żadne sympatie, że na boisko wychodzą najlepsi. Nic mi nie wiadomo na temat tego, że ktoś mnie rzekomo nie lubi. Jeśli tak by było, to czemu bym tu dalej był? Nie wydaje mi się więc, że tak jest. W drużynie jest po prostu kilku innych dobrych graczy na mojej pozycji i czasami jest trudno przebić się do składu. Nie czuję się jednak w żaden sposób źle traktowany. Daję z siebie wszystko na treningach, robię co mogę, by przekonać do siebie trenera, i czekam na swoje okazje. I tyle.

Wróćmy na koniec do Widzewa. Teraz gracie ze Śląskiem, który jeszcze niedawno grał kiepsko, ale ostatnio nie przegrał czterech kolejnych spotkań...

- Wiemy, że łatwo nie będzie, bo Śląsk to bardzo dobry zespół, a do tego gramy z nim na wyjeździe. Uważam jednak, że choć w tabeli jesteśmy niżej, to nie jesteśmy słabsi od naszych najbliższych rywali. Długo czekamy na wygraną na boisku rywala i przełamanie tej wyjazdowej niemocy byłoby czymś niesamowitym. Po ostatnich lepszych wynikach wszystko zmieniło się na lepsze, więc na pewno wygrana jest w naszym zasięgu. Wszyscy w to mocno wierzymy.

Povilas Leimonas ma 26 lat. Do Widzewa trafił na początku sezonu z Sudavy Mariampol, z którą w 2009 roku zdobył Puchar i Superpuchar Litwy. W Widzewie rozegrał 13 spotkań, zdobywając trzy gole. Jest drugim strzelcem drużyny, choć ostatnio gra bardzo rzadko