Widzew długo leżał na dnie. W poniedziałek może się od niego oderwać. Ale jest warunek...

Czekamy na to już piętnaście kolejek... Dziś w końcu Widzew może odbić się od dna ligowej tabeli. Warunek to wyjazdowa wygrana ze Śląskiem Wrocław (godz. 18). Teoretycznie to mało prawdopodobne, ale po minionej sobocie wiemy, że niemożliwe nie istnieje
Dwie kolejki temu, czyli przed rozpoczęciem rundy finałowej w ekstraklasie, szanse na utrzymanie w niej Widzewa określano mianem cudu.

Teraz, po dwóch meczach, w których piłkarze z al. Piłsudskiego zdobyli cztery punkty, pozostanie łódzkiej drużyny w lidze to już jeden z możliwych scenariuszy. Widzewiacy pokazali, że jeszcze są w grze i nie zamierzają się poddać.

Cenne było zwłaszcza zwycięstwo z Cracovią w ostatniej kolejce. Nie tylko dlatego, że łodzianie mogli sobie dopisać trzy punkty, ale także z tego powodu, że punkty tracili rywale Widzewa, ci, którzy w tabeli są go najbliżej. Komplet "oczek" straciło i Zagłębie Lubin, i Piast Gliwice. Oczywiście również Cracovia, która w sezonie zasadniczym do końca biła się o miejsce w górnej części tabeli, a teraz stała się jednym z kandydatów do spadku.

W trzeciej kolejce rundy finałowej przed nami już tylko jeden mecz. To właśnie spotkanie Widzewa ze Śląskiem Wrocław. Łodzianie wiedzą już więc, że komplet znów straciły Cracovia i Zagłębie, a po zmianie trenera przebudził się Piast Gliwice i zgarnął trzy punkty. Do bezpiecznego miejsca Widzew traci sześć punktów. By zmniejszyć tę stratę o połowę, musi dziś wygrać. To wydaje się konieczne, by wciąż wierzyć w utrzymanie. - Nie patrzymy w tabelę. Ona będzie ważna dopiero w ostatni dzień maja - przekonuje Artur Skowronek, trener łódzkiej drużyny. - Skupiamy się na kolejnych meczach. Cieszę się, że wciągamy kolejne drużyny do walki o utrzymanie [Skowronek miał zapewne na myśli Cracovię - przyp. red.] i może uda się wciągnąć także Śląsk.

I dodaje: - Rzeczywiście znamy już wyniki rywali. Czy z tego powodu presja jest większa? Presja jest od dawna. Ale piłkarze pokazują, że wytrzymują ciśnienie. Zresztą to nie wiąże nam nóg, ale motywuje do jeszcze lepszej pracy. Chcemy wykorzystać szansę, jaką mamy.

Dzisiejszy rywal widzewiaków to chyba największe rozczarowanie tego sezonu. Dwa lata temu Śląsk cieszył się z mistrzostwa Polski i chociaż w drużynie nie było kadrowej rewolucji, to teraz dołuje i wcale nie może być jeszcze pewny pozostania w piłkarskiej elicie. W obecnych rozgrywkach zespół z Wrocławia przegrał aż dziesięciokrotnie, a tylko osiem razy zwyciężył. Jak dla takiej drużyny to wynik ocierający się o kompromitację. Ostatnio jednak jest trochę lepiej, bo Śląsk prowadzony przez Tadeusza Pawłowskiego nie przegrał od czterech spotkań, zwyciężając w nich dwukrotnie. I dziś z pewnością jest faworytem.

Sporo o Śląsku wie Mateusz Cetnarski. Kapitan Widzewa właśnie z tego klubu trafił zimą na al. Piłsudskiego. Przegrał tam walkę o miejsce w składzie z Sebastianem Milą. Dziś stanie z nim oko w oko. I od niego w dużej mierze może zależeć powodzenie misji Widzewa, którą jest wygrana na śląskim stadionie. - Nikomu nie muszę nic udowadniać. Jedyny cel, jaki mi i drużynie przyświeca, to podtrzymać formę swoją i zespołu - mówi Cetnarski. - Na pewno do Śląska mam duży sentyment. Spędziłem tam 2,5 roku i przeżyłem wspaniałe chwile, m.in. zdobyłem mistrzostwo Polski. To pozostanie w pamięci na zawsze. Taka jest jednak kolej rzeczy, że idzie się dalej, przechodzi do następnego klubu. Teraz liczy się dla mnie dobro Widzewa i jego utrzymanie.

Oprócz Cetnarskiego w łódzkiej drużynie jest jeszcze jeden piłkarz, który zdobył ze Śląskiem mistrzostwo. To Marek Wasiluk. - Ja i Marek znamy piłkarzy Śląska bardzo dobrze i przekazaliśmy swoje wskazówki trenerom. Ale pamiętajmy, że wszystko weryfikuje boisko. Wszyscy wiedzą, jakie atuty mają poszczególni gracze Śląska i jaką siłą dysponuje ta drużyna. My jednak musimy patrzeć na siebie i podtrzymać dobrą dyspozycję - mówi Cetnarski.

On o miejsce w składzie nie musi się martwić, Wasilukowi będzie zdecydowanie trudniej. Ostatnio nie było go nawet w meczowej kadrze, chociaż Cracovia to też jego były zespół. Skowronek pewnie w ogóle nie zrobi rewolucji w składzie, bo od dawna ma swoich faworytów i na nich stawia. Wybór ma jednak spory, bo żaden z piłkarzy nie pauzuje za kartki, poważne kontuzje też - odpukać - omijają widzewiaków. Oczywiście gotowi do gry nie są jeszcze Veljko Batrović i Alen Melunović. Inni palą się do gry.

Aby marzyć o pozostaniu w ekstraklasie, łódzki zespół powinien dziś wygrać. Jeśli mu się to uda, to wyprzedzi w tabeli Zagłębie. Oderwie się więc od dna, na którym osiadł w 18. kolejce. To już byłoby coś. Ale najpierw trzeba zwyciężyć, a to - przypomnijmy z bólem - nie udało się piłkarzom z al. Piłsudskiego na wyjeździe od 28 kolejek. Ale przecież w końcu przełom musi nadejść. Trzeba wierzyć. Skoro kobieta z brodą wygrała Eurowizję, to znaczy, że naprawdę wszystko jest możliwe...