Widzew przegrał ze Śląskiem Wrocław po kontrowersyjnym rzucie karnym

Widzew był bliski wywiezienia z Wrocławia bardzo cennego w jego sytuacji punktu. Niestety, zabrał mu go sędzia Tomasz Musiał, dyktując kontrowersyjny rzut karny
Pech prześladuje drużynę Widzewa. Nie dość, że zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, to jeszcze ma problemy kadrowe, a na dodatek trafia na słabych sędziów. Tomasz Musiał z Krakowa popełnił we Wrocławiu kilka poważnych błędów, a najpoważniejszy w końcówce, dyktując wątpliwy rzut karny. - Nie powinien tego odgwizdać - podsumował Zbigniew Przesmycki, szef polskich arbitrów.

Przed spotkaniem we Wrocławiu z kadry Widzewa wypadł Marcin Kikut, który doznał kontuzji. Wszystko wskazuje, że w tym sezonie już nie zagra. Jego miejsce na prawej obronie zajął Povilas Leimonas. Litwin chyba wreszcie przekonał trenerów, a zwłaszcza szefów klubu, że jest naprawdę niezłym piłkarzem. Zresztą grając rzadko i raczej w defensywie, strzelił trzy gole. Na prawej obronie nie spisywał się rewelacyjnie, trzeba jednak pamiętać, że to nie jest jego ulubione miejsce na boisku, lecz spisał się co najmniej poprawnie.

Widzewiacy zaczęli mecz nieźle. Nie pozwalali gospodarzom na rozgrywanie piłki, byli agresywni w środku boiska. Po kilkunastu minutach trener Artur Skowronek zamienił skrajnych pomocników: Alex Bruno przeszedł na lewą stronę, zaś Marcin Kaczmarek na prawą. Efektem było kilka dobrych sytuacji. Najlepsza padła po świetnym prostopadłym podaniu Brazylijczyka do Eduardsa Visnakovsa, który strzelił obok bramki. Gdyby podał do nieobstawionego Mateusza Cetnarskiego...

Ciekawe było to, że łodzianie nie ograniczali się do przeszkadzania, lecz starali się wymieniać dużo podań, utrzymywać się przy piłce. Brakowało im jednak celnych kluczowych zagrań. Niestety, większość dośrodkowań aktywnego i walecznego Kaczmarka kończyła się na najbliższym rywalu. Ale tego chyba nikt nie jest w stanie zmienić. Tuż przed szansą Łotysza bramkarz Śląska z trudem wybił piłkę po strzale Aleksa Bruno. Bliski szczęścia był też Rafał Augustyniak, jednak uprzedził go Rafał Grodzicki.

Wrocławianie też mieli okazje, jednak świetnie spisywał się Patryk Wolański. Swoje ogromne możliwości pokazał przed przerwą dwukrotnie: najpierw na raty wybijając piłkę po główce Flavio Paixao, a w końcówce po sprytnym dośrodkowaniu Sebastiana Mili z rzutu rożnego.

Po przerwie nieźle było przez kwadrans. Wtedy dwa razy celnie kopnął na bramkę Cetnarski, nieźle strzelił też Alex Bruno. Śląsk atakował, miał przewagę, ale sytuacji podbramkowych stwarzał naprawdę niewiele. Najgroźniejsze były wynikiem prostych błędów łodzian, na przykład Princewilla Okachiego. Na szczęście w kapitalnej formie jest Wolański, naprawiający pomyłki kolegów.

Słabsza gra Widzewa wynikała chyba z braku sił, tak jak podczas spotkania z Koroną Kielce. Widać było, że łodzianie coraz wolniej poruszali się na boisku, przez co trudno im było zagrozić bramce Marianowi Kelemenowi. Zanosiło się jednak, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem. W 85. minucie Sylwester Patejuk ograł zmęczonego i mało zwrotnego Piotra Mrozińskiego, kopnął w stronę bramki, jednak trafił w nogi obrońców. Piłka, wracając, uderzyła w rękę podnoszącego się z boiska Jonathana de Amo Pereza. Hiszpan nie zrobił ruchu do piłki, a Widzew nie odniósł z tego korzyści, bo gdyby nie było tam ręki, widzewiak odbiłby piłkę nogą. Mimo to Musiał gwizdnął.

Goście mogli jeszcze wyrównać, lecz po dośrodkowaniu Kaczmarka młodszy z braci Visnakovsów nie zdołał wepchnąć piłki do pustej bramki. I utrzymanie w ekstraklasie oddaliło się. Szansa jest coraz mniejsza.

Śląsk Wrocław - Widzew 1:0 (0:0)

Gol: M. Paixao (86., karny)

Śląsk: Kelemen - Zieliński, Grodzicki Ż, Pawelec, Dudu - Hateley, Stevanović (83. Droppa) - Machaj (64. Pich), Mila, F. Paixao (77. Patejuk) - M. Paixao

Widzew: Wolański - Leimonas, Nowak, Augustyniak Ż (69. Perez), Mroziński - Okachi Ż, Kasprzak - Alex Bruno (65. A. Visnakovs), Cetnarski, Kaczmarek - E. Visnakovs Ż