Dlaczego Eduards Visnakovs nie strzela goli. Czy winna jest oferta z Lecha Poznań?

- Nie można wygrać, jeśli nie wykorzystuje się dobrych sytuacji - powiedział po spotkaniu ze Śląskiem trener Widzewa. To zarzut wobec nieskutecznego wiosną Eduardsa Visnakovsa
Gdyby Łotysz był skuteczniejszy, Widzew miałby kilka punktów więcej i prawdopodobnie dziś nie zamykałby tabeli. Niestety, Visnakovs pudłuje na potęgę, a jego drużyna traci szanse na utrzymanie. Efektem jest coraz większa krytyka spadająca na młodego napastnika. Czy zasłużona?

Moim zdaniem nie! Gdyby Visnakovs był skuteczniejszy, to przede wszystkim nie trafiłby do Widzewa, jednej z najsłabszych drużyn w ekstraklasie. Przypominam, że wcześniej grał w Kazachstanie, gdzie zawodnikom płaci się więcej niż w Polsce. Jego menedżerem jest Rosjanin, więc zapewne trafiłby do jednego z rosyjskich klubów, niekoniecznie tych najlepszych. Skoro w kadrze Tierieka Grozny był niejaki Zaur Sadajew, obecnie wypożyczony do Lechii Gdańsk, to na jego tle Łotysz jest gwiazdą. Widzewiak wykorzystuje co czwartą okazję, dlatego przyjechał do naszej ekstraklasy, którą co najwyżej można zaliczyć do europejskich średniaków. Mimo to jest bardzo wymagająca, o czym przekonali się piłkarze teoretycznie lepsi od Visnakovsa.

24-letni napastnik w 31 meczach ligowych strzelił 11 goli (jednego z rzutu karnego). To prawie jedna trzecia dorobku drużyny. Gdyby odjąć tylko te bramki, które w konsekwencji zapewniły wygraną lub remis, Widzew miałby dziś 12 punktów mniej. Na początku sezonu trafiał jak na zawołanie. Obojętnie, czy kopnął dobrze, czy nieczysto, piłka wpadała do siatki. Teraz nie chce...

Gdyby Visnakovs grał w lepszym otoczeniu, jego dorobek byłby znacznie okazalszy. Nie ma w Polsce drugiego napastnika, który łączy w sobie taką siłę, dynamikę i szybkość. Poza tym nie stoi w polu karnym, czekając na podanie, ale haruje przez 90 minut. To nie tylko moja opinia, ale także szkoleniowców innych drużyn. Reprezentant Łotwy z wielką łatwością dochodzi do sytuacji, ale pudłuje. Nie zapominajmy jednak, że nie jest już napastnikiem anonimowym i trenerzy rywali to od niego zaczynają analizę gry Widzewa. Tadeusz Pawłowski ze Śląska Wrocław nazwał Łotysza jednym z najlepszych napastników w lidze. To nie jest tylko kurtuazja po zwycięstwie. Marcin Robak, najlepszy snajper ekstraklasy w tym sezonie, wcześniej zdobył najwięcej 10 goli (w 2008 roku). Paweł Brożek w wieku Visnakovsa miał 13 trafień, grając jednak w Wiśle Kraków, czołowym klubie ekstraklasy.

Wspomniałem wcześniej, że Visnakovs przez 90 minut praktycznie się nie zatrzymuje. Także przez to często brakuje mu tylko kilkunastu centymetrów, by precyzyjnie kopnąć piłkę do siatki. Męczy przy tym obrońców, czego niestety nie potrafią wykorzystać jego koledzy, mający więcej miejsca na boisku. Skuteczności nie sprzyja także zamieszanie związane z jego przyszłością. Według moich informacji Lech Poznań już stanął do licytacji, bo szuka następcy Łukasza Teodorczyka. Zainteresowane widzewiakiem są drużyny francuskie i niemieckie. Na młodym zawodniku musi to zrobić wrażenie. Dlatego stara się ze wszystkich sił, a gdy się za bardzo chce, skutek jest odwrotny.

Po meczu ze Śląskiem trener Artur Skowronek powiedział, że nie można wygrać, jeśli nie wykorzystuje się dobrych sytuacji. To prawda, ale stare porzekadło piłkarskie mówi, że jeśli nie da się zwyciężyć, trzeba zremisować. A błąd sędziego Musiała, który podyktował karnego "z kapelusza", poprzedziło fatalne zachowanie obrońcy Widzewa. O nim nikt nie wspomina, podobnie jak o stratach pomocników czy fatalnych dośrodkowaniach skrzydłowych. Dlatego jeszcze raz apeluję: nie zrzucajmy całej winy za niepowodzenia na Visnakovsa, bo to i tak jest najlepszy piłkarz Widzewa w tym sezonie.