"Jedna noga Widzewa w ekstraklasie". Teraz czas na piłkarzy

Po dwóch nerwowych latach Widzew spokojnie czekał na licencję na następny sezon. Teraz wszystko zależy już tylko od piłkarzy, czy będą mogli z niej skorzystać
Odkąd w PZPN licencjami zajmują się niezależni fachowcy, w maju wiele klubów czeka na wynik ich pracy. Przez dwa lata w gronie tych niepewnych był Widzew, płacący wysoką cenę za wcześniejszą kilkuletnią rozrzutność.

W tym roku przy al. Piłsudskiego było wiele spokojniej. - Nie powinno być problemów - zapowiadał Michał Kulesza, rzecznik prasowy Widzewa. W środę w PZPN Komisja Licencyjna ogłosiła, że wszystkie kluby mogą w przyszłym sezonie grać w ekstraklasie. Prysły więc marzenia o utrzymaniu kosztem innych zespołów, które mogłyby nie dostać licencji.

Przy weryfikacji wniosku łódzkiego klubu nie obyło się bez problemów. Większości można było się spodziewać, bo stadion jest przestarzały i z trudem spełnia wymogi.

W komunikacie czytamy, że "postanowiono nałożyć nadzór infrastrukturalny na Ruch Chorzów, Koronę Kielce oraz Widzew Łódź w związku z koniecznością uzupełnienia do dnia 17 lipca 2014 niektórych wymogów kategorii A, dotyczących oświetlenia stadionu lub technicznych wymogów związanych z realizacja transmisji TV". Co to oznacza? - Wiedzieliśmy, że mamy problem z internetowym łączem szerokopasmowym. Ale nie tylko my mamy z tym kłopot. Pozostałe zastrzeżenia to drobne rzeczy - wyjaśnia Paweł Młynarczyk, prezes Widzewa. Według niego władze Ekstraklasy SA starają się pomóc klubom, negocjując z firmą, która zakłada łącza. Poza tym MOSiR, którzy zarządza stadionem, musi zachowywać procedury, dlatego nie może usuwać niewielkich uchybień w tempie, jakiego żąda Ekstraklasa.

Prezes Młynarczyk podkreśla, że spodziewał się nałożenia nadzoru infrastrukturalnego i finansowego. Ten drugi wiąże się z upadłością układową w jakiej jest Widzew. W poprzednim procesie licencyjnym to był największy problem. Przypomnijmy, że łódzkiemu klubowi zabroniono dokonywania transferów i wypożyczeń, a maksymalne zarobki nowych zawodników nie mogły przekraczać 5 tys. zł brutto. Rygory zostały złagodzone dopiero zimą, po wejściu w życie układu.

Taka procedura jest nowością w polskiej piłce, dlatego Komisja Licencyjna wciąż bacznie przygląda się Widzewowi.

"Postanowiono nałożyć nadzór finansowy na Widzew Łódź w związku ze stanem upadłości układowej nałożonym na klub, jednocześnie ograniczając możliwość rejestracji nowych zawodników do wysokości wynikającej z łącznej puli kosztów wynagrodzeń w Klubie zgodnej ze złożoną prognozą finansową" - czytamy o komunikacie.

Młynarczyk wyjaśnia, że podpisując kontrakty nie wolno przekroczyć prognozowanego budżetu. Nie ma jednak ograniczeń w wysokości zarobków, jak mają Ruch Chorzów czy Górnik Zabrze (do 15 tys. zł). W Widzewie żałują, że podobnie nie postąpiono rok temu, bo wtedy łatwiej byłoby stworzyć silniejszą drużynę.

- Jesteśmy jedną nogą w Ekstraklasie, teraz trzeba dostawić drugą na boisku - skomentował prezes Młynarczyk. Najbliższa szansa na przybliżenie się do utrzymania już w piątek o godz. 18, kiedy Widzew podejmie na swoim boisku Jagiellonię Białystok.