Widzew tylko zremisował z Jagiellonią Białystok. To wielki krok w stronę spadku [ZDJĘCIA]

Strata dwóch punktów w meczu na własnym boisku stawia Widzew w beznadziejnej sytuacji na trzy kolejki przed końcem sezonu. Jeśli w weekend swoje mecze wygrają Cracovia lub Piast Gliwice, to łódzka drużyna będzie już niemal pewnym spadkowiczem
"Tylko zwycięstwo, RTS, tylko zwycięstwo" - takie okrzyki przywitały piłkarzy łódzkiej drużyny, gdy wychodzili na murawę boiska przy al. Piłsudskiego. Bo naprawdę liczyła się tylko wygrana. Strata punktów znacznie ograniczała szanse widzewiaków na utrzymanie.

W o wiele lepszej sytuacji była Jagiellonia, która prowadziła w grupie spadkowej. Ale i jej opłacało się zwyciężyć w Łodzi, bo trzy punkty dawały jej pozostanie w ekstraklasie. Do celu zbliżyła się już po kwadransie, kiedy szybką kontrę ze swojej połowy (po aucie Widzewa) wyprowadził Maciej Gajos. Już w polu karnym pomocnik gości jak juniora minął Bartłomieja Kasprzaka i podcinką a la Tomasz Frankowski przerzucił piłkę nad wychodzącym z bramki Patrykiem Wolańskim. To było jak cios w widzewską twarz, ale piłkarzy łódzkiej drużyny to jednak nie przebudziło. Tak jak przed stratą gola, tak i później grali wyjątkowo niemrawo, wolno, przewidywalnie i w dodatku niedokładnie. Aż do 40. min bramce rywali nie zagrozili właściwie ani razu. Na siłę można policzyć lekki strzał głową Aleksa Bruno w końcówce pierwszej połowy. Chwilę wcześniej okazję miał też Marcin Kaczmarek, ale z rzutu wolnego z kilkunastu metrów w swoim stylu trafił w mur. Tak na marginesie, to naprawdę brak słów na to, jak Widzew w tym sezonie marnuje takie szanse.

Na szczęście widzewiacy przebudzili się tuż przed końcem pierwszej części gry. Z lewej strony Kaczmarek świetnie dośrodkował do Eduardsa Visnakovsa, który był sam przed bramkarzem Jagiellonii. Łotysz jednak źle przyjął piłkę i wydawało się, że znów - co ostatnio zdarza mu się często - zmarnuje świetną szansę. Ale Visnakovs powalczył jeszcze o piłkę i udało mu się oddać strzał z ostrego kąta. Na jego nieszczęście przed bramką był Giorgi Popchadze, który zablokował to uderzenie. Obrońcy gości byli za to bezradni, gdy strzał kolegi dobijał Kasprzak, a tuż przed bramką wpakował ją do niej Alex. Widzew znów był w grze.

Warto jeszcze wspomnieć o sytuacji z 30. min, kiedy po stracie piłki przez Princewilla Okachiego przed polem karnym, oko w oko z Wolańskim stanął Dani Quintana. Bramkarz Widzewa w swoim stylu odważnie rzucił się pod nogi Hiszpana i uratował swoją drużynę, ale przy okazji oberwał w głowę i rękę, którą później lekarze musieli traktować środkiem zamrażającym.

Po przerwie widzewiacy chcieli iść za ciosem. Na pewno nie można odmówić im ambicji i woli zwycięstwa, ale niestety, nie szły za tym czyny, bo piłkarsko łodzianie wyglądali słabiutko. Tak jak w pierwszej połowie mieli ogromne kłopoty, by zbliżyć się do bramki rywali, nie mówiąc o stwarzaniu bramkowych okazji. Bramkarz Jagiellonii do końca meczu właściwie nie miał nic do roboty.

Goście nie forsowali tempa, remis to nie był dla nich zły wynik. Widzew się jednak odsłaniał i dlatego w końcówce piłkarze Jagiellonii coraz częściej zagrażali jego bramce. W 79. min po jednej z kontr gości z boiska wyleciał Rafał Augustyniak, który faulem zatrzymał szarżującego Mateusza Piątkowskiego. W końcówce gospodarze musieli więc grać w osłabieniu, co oczywiście nie zwiastowało niczego dobrego. Szansę na wygraną jednak mieli, ale sędzia Jarosław Przybył nie podyktował rzutu karnego za faul Jakuba Tosika na Kaczmarku, co chyba powinien zrobić. Więcej okazji na gola już nie było i skończyło się stratą dwóch punktów.

Remis to dla Widzewa dramat, to wielki krok w stronę pierwszej ligi. Jeśli w tej kolejce w swoim meczu zwycięży Cracovia albo Piast Gliwice, to sytuacja łódzkiego zespołu będzie już dramatyczna. W tej chwili łódzka drużyna ma 16 punktów i trzy mecze przed sobą. Zespół z Krakowa ma 20 "oczek", a ten z Gliwic o jedno więcej. I obie drużyny grają jeszcze w ten weekend - Cracovia z Zagłębiem Lubin, a Piast z Koroną Kielce. A przypomnijmy, że Widzew musi rywali wyprzedzić, a nie tylko się z nimi zrównać. To już chyba koniec...

Widzew Łódź - Jagiellonia Białystok 1:1 (1:1)

Gole: Alex (43.) - Gajos (16.)

Widzew: Wolański Ż - Leimonas, Nowak, Augustyniak CZ 79., Mroziński (72. Urdinov) - Okachi, Kasprzak (85. Mikita) - Alex (61. Rybicki), Cetnarski, Kaczmarek - E. Visnakovs.

Jagiellonia: Słowik - Modelski Ż, Ukah Ż (56. Tosik), Baran, Popchadze Ż - Pazdan, Dźwigała (62. Savalnieks), Grzyb - Gajos, Quintana Ż - Piątkowski.

Sędziował: Jarosław Przybył z Kluczborka