Widzew Łódź. Bartłomiej Kasprzak po remisie z Jagiellonią: "Nikt się nie poddał. Walczymy do końca"

- Mamy matematyczne szanse, więc będziemy walczyć do końca. Co innego mogę powiedzieć? - pyta retorycznie podłamany Bartłomiej Kasprzak, pomocnik Widzewa Łódź, który po remisie z Jagiellonią Białystok ma już tylko matematyczne szanse na utrzymanie w ekstraklasie
Szymon Bujalski: Przejmująca cisza na stadionie po końcowym gwizdku była chyba bardzo znamienna. Nie da się ukryć, że Widzew po remisie z Jagiellonią jest już jedną nogą w pierwszej lidze...

Bartłomiej Kasprzak: Mamy do rozegrania trzy mecze. Będzie można tak powiedzieć dopiero, gdy skończy się sezon i stracimy nawet matematyczne szanse na utrzymanie. Wszyscy zdajemy sobie jednak sprawę, że znaleźliśmy się w dużo gorszej sytuacji. Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak zdobyć dziewięć punktów. Nikt z nas nie zmienia zdania, wszyscy dalej walczymy o to samo.

Trudno było myśleć o wygranej z Jagiellonią, jeśli stworzyliście sobie tak mało sytuacji.

- Czy ja wiem, czy mało... Na pewno stworzyliśmy sobie takie sytuacje, po których mogliśmy zdobyć bramki, więc nie można powiedzieć, że nie mieliśmy żadnych okazji. I cóż więcej mogę powiedzieć... Jagiellonia grała po prostu dobrze w defensywie.

Czerwona kartka dla Rafała Augustyniaka w drugiej połowie podcięła wam skrzydła?

- Na pewno tak było. Zawsze w osłabieniu gra się trudniej. Tym bardziej pod koniec, gdy każdy ma w nogach już te kilkadziesiąt przebiegniętych minut. Z tego też powodu Jagiellonia pod koniec przejęła trochę inicjatywę.

To, że nie rzuciliście się od razu na rywala i graliście dość spokojnie, było efektem waszej taktyki czy jednak weszliście w mecz inaczej, niż zakładaliście?

- Myślę, że graliśmy agresywnie. Nie wydaje mi się, że daliśmy Jagiellonii grać w piłkę. Tak było przynajmniej w pierwszej połowie. Wiadomo, że później, gdy graliśmy w osłabieniu, sytuacja nas do tego zmusiła.

Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że koło 60. minuty zaczyna brakować wam sił i przestajecie biegać.

- Takie jest zdanie obserwatorów.

A tobie jak się gra w końcówce meczu?

- Wiadomo, że mecz obciąża i z każdą minutą gra się ciężej, ale myślę, że wytrzymujemy tempo.

Bardzo śliska murawa miała jakieś znaczenie? Wiadomo, że w takich warunkach łatwiej bronić niż atakować.

- Może to prawda, ale wydaje mi się, że nie miało to większego wpływu. Grało się dobrze.

Do końca sezonu zostały trzy mecze i macie już tylko matematyczne szanse na utrzymanie. Jest w was jeszcze wiara w cud?

- Tak, mamy matematyczne szanse, więc będziemy walczyć do końca. Co innego mogę panu powiedzieć?

Po prostu pytam.

- Myśli pan, że ktoś się tutaj poddał? Nikt się nie poddał. Walczymy, ile mamy pary w nogach. Wiemy, o co gramy.