Widzew wciąż wierzy w utrzymanie. Ale szanse są mikroskopijne...

Piłkarze Widzewa rozegrają w czwartek pierwszy z trzech meczów o honor, chociaż trenerzy i piłkarze uparcie przekonują, że cały czas wierzą w utrzymanie w ekstraklasie. Początek meczu z Podbeskidziem w Bielsku-Białej o godz. 20.30
Jeszcze raz przypomnijmy, jak wygląda sytuacja łódzkiej drużyny w tabeli. Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek jest ostatnia. Ma 16 punktów, tyle samo co Zagłębie Lubin.

I gdyby to tylko z zespołem z Lubina widzewiacy mieliby rywalizować o pozostanie w ekstraklasie, to moglibyśmy mieć nadzieję, że dadzą radę, tym bardziej że w ostatniej kolejce zagrają z Zagłębiem.

Szkopuł w tym, że trzeba wyprzedzić dwóch rywali. Kolejne w tabeli jest Podbeskidzie, z którym Widzew zagra dzisiaj. Zespół z Bielska ma 23 punkty, tyle samo co Cracovia i o jeden mniej od Piasta Gliwice i Korony Kielce. Wszystkie te drużyny są jeszcze zagrożone spadkiem. Spokojni są już tylko piłkarze Jagiellonii Białystok i Śląska Wrocław.

Co musi zrobić Widzew, by się utrzymać? Przede wszystkim wygrać wszystkie trzy mecze - z Podbeskidziem, Piastem i Zagłębiem. Ale to nie wystarczy. By wyprzedzić Koronę lub Piasta potrzebne są trzy porażki jednej z tych drużyn. Można też wyprzedzić Cracovię lub Podbeskidzie (albo oba zespoły), ale pod warunkiem że nie zdobędą w trzech spotkaniach więcej niż punktu. Jak na dłoni widać, że sytuacja Widzewa jest fatalna. - Nic nie jest jeszcze przesądzone. Najpierw przed nami mecz, w którym wiele zależy od nas. Musimy wygrać, by być dalej w grze. Zdajemy sobie sprawę, że później muszą nam pomóc zespół z Lubina i Piast, ale na razie skupiamy się tylko na tym, by wreszcie wygrać na wyjeździe i przedłużyć szansę na pozostanie w lidze. Będziemy walczyć do końca - mówi trener Artur Skowronek i wygląda na to, że szkoleniowiec łodzian naprawdę w szczęśliwe zakończenie wciąż wierzy. Podczas wczorajszej konferencji prasowej powtarzał to kilka razy i to nie tylko wtedy, gdy był o to pytany.

Najwyraźniej promieniował, bo Bartłomiejowi Kasprzakowi, który siedział za konferencyjnym stole tuż obok Skowronka, się udzieliło. - Wszyscy zdajemy sobie sprawę, w jakiej jesteśmy sytuacji. Ale mamy trzy mecze i chcemy coś udowodnić sobie i kibicom, którzy w nas wierzyli i nadal wierzą. Jeśli przełamiemy się i wygramy, to wszystko różnie się jeszcze może ułożyć. Nie wszystko zależy od nas, ale my musimy zrobić swoje - mówił pomocnik Widzewa.

Skowronek chyba dlatego nie może pogodzić się ze zbliżającym się spadkiem swojej drużyny, bo z przekonaniem twierdzi, że wcale nie jest najgorsza w lidze. Nawet mimo faktu, że przemawiają za tym statystyki. By już nie torturować kibiców Widzewa, przypomnijmy tylko te najważniejsze: łódzka drużyna zdobyła najmniej punktów w sezonie, wygrała najmniej meczów i najwięcej przegrała. - Patrząc na statystyki, to trudno z tym dyskutować - mówi Skowronek. - Ale naprawdę widać, że nasza gra poszła do przodu. Wykrystalizowała się ekipa, która daje plusy na boisku. Na pewno potrzeba nam czasu... Myślę, że niektóre mecze mogły się dla nas inaczej poukładać, choćby ten z Cracovią, ze Śląskiem, z Pogonią... Mogliśmy mieć więcej punktów, ale chyba zabrakło nam w nich szczęścia, a nie umiejętności. My nie czujemy się najsłabsi i w tych ostatnich meczach postaramy się to udowodnić.

O swojej przyszłości w Widzewie nie chce na razie mówić, chociaż zimą podpisał z klubem z al. Piłsudskiego dwuipółletni kontrakt, więc teoretycznie powinien zostać nawet w przypadku spadku. - Prognozy na przyszłość mam, ale to jest połączenie wielu czynników. Na razie nie czas, żeby o tym rozmawiać - powiedział i dodał - a jakże - o szansie na pozostanie Widzewa w najwyższej klasie rozgrywkowej. - Dalej mamy szansę na to, żeby utrzymać ekstraklasę.

Widzew grał z Podbeskidziem już dwa razy w tym sezonie. W Łodzi zremisował. W Bielsku, w pierwszym tegorocznym meczu, który był debiutem Skowronka w łódzkiej drużynie, przegrał 0:1, tracąc gola w końcówce po problematycznym rzucie karnym. Sam mecz był wyrównany i widzewiacy też mieli swoje bramkowe szanse. Na pewno bielszczanie są w zasięgu łodzian, chociaż na niekorzyść gości cały czas przemawia fatalna seria meczów bez wygranej na wyjeździe. Przełamanie tej fatalnej passy to zresztą chyba jedno z ostatnich zadań piłkarzy z al. Piłsudskiego w tym sezonie. Zostanie jeszcze tylko godne pożegnanie się z kibicami w najbliższy wtorek w meczu z Piastem u siebie.

Chociaż oczywiście trener i piłkarze wiedzą swoje - oni wciąż widzą szanse na utrzymanie. I nie można im wiary w to odbierać, chociaż szanse na happy end są małe, nawet nie jak skowronek, ale jak oko skowronka.