Widzew potrzebuje nowego Radosława Mroczkowskiego [KOMENTARZ]

Kiedyś Widzew był jedną z najważniejszych marek w polskiej piłce, a praca w nim była spełnieniem marzeń. Dziś jest symbolem obciachu, a nawet przeciętni trenerzy i zawodnicy omijają go z daleka
Klub może być biedny, ale uczciwy. Niestety, Widzew wizerunkowo wrócił do czasów z początku XXI wieku, kiedy głośno było o nim z powodu długów, kłótni właścicieli i z roku na rok gorszego poziomu sportowego. Eksperymenty z piłkarzami zakończyły się degradacją, a półtora tygodnia przed rozpoczęciem treningów los klubu jest niepewny.

We wtorek ma zapaść decyzja o licencji na I ligę. Szefowie Widzewa są umiarkowanymi optymistami, podkreślając, że budżet nawet bez transferów nie będzie mniejszy niż u połowy rywali. A jeśli uda się sprzedać Bartłomieja Pawłowskiego czy Eduardsa Visnakovsa, powinno zostać na spłatę kolejnych rat w ramach postępowania układowego. Sytuacja jest jednak bardzo trudna, o czym świadczą radykalne cięcia w spółce.

Wymówienia dostali praktycznie wszyscy trenerzy: bracia Bortnikowie, Grzegorz Mokry, Rafał Pawlak i Tomasz Kmiecik. Sam odszedł Artur Skowronek, bo - jak twierdzi - nie godził się na pracę w tak złych warunkach. Kontrakt rozwiązał Radosław Mroczkowski. Zwolniono też kilku pracowników, a to ponoć jeszcze nie koniec oszczędności. Już wiadomo, że piłkarze latem nie pojadą na obóz.

Najpilniejszym zadaniem jest teraz znalezienie nowego szkoleniowca. Nie będzie to łatwe, bo praca w Widzewie to dziś niestety akt desperacji. Owszem, znajdą się ludzie skłonni przyjść, ale szansa, że będą to prawdziwi trenerzy, jest minimalna. Bo przy obecnych problemach potrzeba człowieka, który jest prawdziwym widzewiakiem. Takiego jak Mroczkowski, który wiosną odrzucił ofertę z Piasta Gliwice, by nie musieć walczyć o utrzymanie z Widzewem.

Problem w tym, że ostatnie wybory były pomyłkami, a postawienie na Pawlaka i Skowronka zakończyły się spadkiem, choć Widzew wcale nie miał najgorszej drużyny w ekstraklasie. Chciałbym się mylić, lecz pomyłką byłoby powierzenie drużyny Włodzimierzowi Tylakowi, bo to jest obecnie jeden z najpoważniejszych kandydatów. To sympatyczny człowiek, jednak niespełniający żadnego z wymienionych wyżej warunków. Na dodatek przez ostatnie kilka lat nie miał do czynienia z zawodową piłką.

Ratunkiem dla klubu może być jakiś nowy Mroczkowski, szkoleniowiec nawet bez znanego nazwiska, lecz pracowity, niebojący się wyzwań. Ale przy tym nowoczesny, odważny i potrafiący pracować z młodzieżą - bo w kadrze będą tylko piłkarze małoletni i niedoświadczeni - i jeszcze potrafiący znaleźć zawodników, na których w przyszłości będzie można zarobić, bo na błędy transferowe Widzewa po prostu nie stać. Szczególnie teraz!