Widzew rozpoczyna przygotowania do pierwszej ligi

Widzew ma już licencję i trenera. Teraz będzie budować drużynę. W poniedziałek piłkarze z al. Piłsudskiego rozpoczynają przygotowania do rozgrywek pierwszej ligi
W ubiegłym tygodniu Widzew dostał licencję na te rozgrywki. Co prawda znów z pewnymi ograniczeniami finansowymi m.in. przy zatrudnianiu nowych graczy (klub będzie się zresztą odwoływał), ale jednak dostał.

Ta wiadomość dała działaczom zielone światło do rozpoczęcia budowy drużyny na nowy sezon. Od piątku Widzew ma już trenera, a właściwie sztab szkoleniowy. Oficjalnie jego szefem ma być 64-letni Włodzimierz Tylak, a jego asystentem Rafał Pawlak, który w ubiegłym sezonie prowadził zespół w dwunastu meczach w ekstraklasie. Dziś pewnie poznamy pozostałych członków sztabu. Raczej nie będą w nim Łukasz Bortnik i Andrzej Woźniak, który pracowali z drużyną w ekstraklasie.

Wybór Tylaka i Pawlaka wzbudził sporo kontrowersji. Ten pierwszy od ponad pięciu lat nie pracował z seniorami, a ostatnio uczył grać w piłkę 13-latków. Z kolei Pawlak w dużym stopniu przyczynił się spadku drużyny. W Widzewie bronią jednak swoich decyzji. - Bardzo liczymy na doświadczenie trenera Tylaka, a także na fakt, że trener jest znany z dobrej pracy z zawodnikami młodego pokolenia, z którymi odnosił już sukcesy. Tacy piłkarze są w Widzewie, a mamy nadzieję, że kolejni będą do nas trafiać - tłumaczy prezes Paweł Młynarczyk. Pawlak takich piłkarzy miał w ostatnim czasie obserwować i teraz zapewne zaprosi ich na treningi. Kilku nowych już dziś ma przyjechać na testy.

Na pierwszych zajęciach (o godz. 17) zjawi się też stara gwardia, czyli piłkarze związani kontraktami. Na al. Piłsudskiego zameldować mają się również gracze wypożyczeni do innych drużyn. Nie będzie wśród nich Bartłomieja Pawłowskiego, który ostatni rok spędził w Maladze. Hiszpanie nie skorzystali z prawa pierwokupu napastnika, ale są inni chętni na tego piłkarza. Pawłowski dziś powinien zostać zawodnikiem Lechii Gdańsk, która ma mocarstwowe plany i szeroko otworzyła drzwiczki klubowej kasy. Na widzewiaka klub z Trójmiasta ma wydać ponad 400 tys. euro, a w umowie znajdzie się też zapis o zysku dla łódzkiego klubu przy następnym transferze piłkarza. Pawłowski ma podpisać pięcioletnią umowę z Lechią.

Widzew liczy na podobne pieniądze za transfer Eduardsa Visnakovsa. Najlepszy strzelec drużyny w ostatnim sezonie ma być dziś na treningu. Jego odejście to jednak kwestia czasu. Jego przyjaciel i sponsor Grzegorz Waranecki twierdzi, że Łotysz ma kilka zagranicznych ofert. Z Lecha Poznań jest już nieaktualna, bo w tym klubie zostaje jednak Łukasz Teodorczyk. Visnakovsem wciąż zainteresowany jest za to niemiecki Freiburg, a teraz dołączyło włoskie Udinese. - Okres transferowy jest długi. Zobaczymy, co się wydarzy. Niewykluczone, że ta sprawa wyjaśni się dopiero po mistrzostwach świata - mówi Waranecki.

Do Łodzi razem z bratem przyjechał także Aleksejs Visnakovs. Jego w Widzewie nie chcą. Kontrakt, tak jak większości obcokrajowcom, kończy mu się w czerwcu. Łotysz, w przeciwieństwie do zagranicznych kolegów, stawi się jednak na treningu, bo nie dostał oficjalnego zwolnienia ze świadczenia pracy. Starszy Visnakovs boi się kary finansowej, a raczej straty pieniędzy, jakie klub jest mu winny, dlatego przyjechał do Łodzi.

Widzewiacy będą przygotowywać się do ligi na własnych obiektach. W planach jest kilka sparingów. Pierwszy z nich z Koroną Kielce, zaplanowany na sobotę, został jednak odwołany. Trener Tylak zarządził na ten dzień grę wewnętrzną. 5 lipca łodzianie zmierzą się za to w Gutowie Małym z Jagiellonią Białystok.