Andrzej Grajewski: "Chcę pomóc Widzewowi. Nie wykluczam powrotu"

Jak mogę, to pomagam. Nie dlatego, że chcę od Sylwestra Cacka wziąć 1500 zł prowizji za transfer piłkarza, tylko dlatego, by naprawdę pomóc Widzewowi. Do dziś mnie boli, że przed laty spadliśmy z ekstraklasy - mówi Andrzej Grajewski, były właściciel klubu z al. Piłsudskiego
Bartłomiej Derdzikowski: Pojawiał się pan na zimowych sparingach i teraz też ogląda wszystkie mecze kontrolne Widzewa i to w towarzystwie Sylwestra Cacka. To prowokuje plotki, że może to pan chce przejąć akcje Widzewa i znów działać w klubie.

Andrzej Grajewski: Na razie nie mam takiej propozycji od pana Cacka. Jeżeli taka oferta się pojawi, to na pewno się nad nią zastanowią. Na razie pan Cacek ma inne sprawy na głowie, przede wszystkim musi zbudować drużynę. I musi się zastanowić, czy w nią inwestować, bo zapewniam, że to bolesne wyciągać własne pieniądze z kredensu, wkładać w klub i wiedzieć, że już ich się nie odzyska. Ale uważam, że pan Cacek jest na dobrej drodze, by odbudować zespół. Na pewno musi przewietrzyć szatnię, pozbyć się nieudaczników, którzy doprowadzili do tego, że Widzewa nie ma w ekstraklasie, że Łodzi w niej nie ma.

Ma pan na myśli młodych piłkarzy, którzy zostali w drużynie?

- No, niech pan powie - jeżeli oni byli tak dobrzy, jak uważają, to dlaczego zespół spadł? Dlaczego nie stoi po nich kolejka klubów?

Rozumiem, że ma pan na myśli głównie Rafała Augustyniaka i Patryka Wolańskiego, którzy udzielili ostrych wywiadów, w których domagali się odejścia?

- Oczywiście. Przyczynili się do spadku, a teraz mają czelność mieć jakieś wymagania i oczekiwania. Pan Cacek wykłada własne pieniądze, ale zapewniam, że to nie jest gwarancją sukcesu. Kiedyś owszem, sukces można było kupić, ale ci, którzy kupowali mecze, siedzą w więzieniu, albo mają sprawy. Teraz potrzeba dobrych piłkarzy i to takich z charakterem. A Widzew takich nie ma.

Wrócę jeszcze do pierwszego pytania. Naprawdę nie wyklucza pan powrotu do Widzewa?

- Gdyby to była mądra propozycja... Gdybym dostał propozycję, że w przypadku, jeśli zainwestuję swoje pieniądze, coś później mógłbym z tego dostać, chociaż jakieś trzy procent, to dlaczego nie? Ale jeśli drużyna znów miałaby być zbudowana na nieudacznikach, którzy udają, że są piłkarzami, to na pewno bez Andrzeja Grajewskiego.

Domyślam się, że pan ma lepszych piłkarzy dla Widzewa?

- To młodzi zawodnicy, ale oni gwarantują przyszłość. Gwarantują to, że już w najbliższym czasie będą z powodzeniem grać w pierwszej lidze, że będą mieć prawdziwą wartość. Jak sobie przypomnę piłkarzy Widzewa, nieudaczników, jak oni grali przez cały rok... Ile oni mieli meczów wygranych, których nie wygrali... I jeszcze ten trener... Całe szczęście, że on już odfrunął. Teraz ci piłkarze powinni uderzyć się w pierś i zapytać: co zrobiliśmy dla tego klubu? Odpowiadam - nie zrobili nic, by teraz mieć oczekiwania.

Jaka teraz jest pana rola w Widzewie? Rozmawiał pan z Sylwestrem Cackiem na Widzewie na meczu z Rubinem Kazań, rozmawiał w Gutowie Małym po sparingu z Jagiellonią Białystok. Wygląda, jakby pan mu doradzał.

- Staram się pomóc, jak mogę w kilku tematach. A na Widzewie byłem, bo chciałem sobie po latach usiąść na trybunie, która była zbudowana m.in. za moje pieniądze. Rozumie pan, taka nostalgia. Na pewno nie jest tak, że włażę teraz w buciorach na salony i mówię szefom Widzewa, że wszystko zrobili źle, bo ja to kiedyś wszystko robiłem dobrze. Bo gdyby tak było, to ja też kiedyś z ligi bym nie spadł. Ale może dobrze się stało, bo gdybyśmy się utrzymali, to pewnie też bym brał udział w korupcji, bo przecież wszyscy brali.

Sylwester Cacek w końcu po latach mianował się prezesem Widzewa...

- To bardzo dobry ruch. Ale ma trudne zadanie. Jak to popsuje, to tak jakby zniszczył swoje pieniądze. Ale jeśli mu się uda, jeśli znów zacznie wygrywać, to trzeba mu będzie bić brawo. Najważniejsze, że ten facet wie, jaka jest stawka tej gry. Gdyby łódzki biznes chciał mu pomóc...

Nie pomaga od lat, więc dlaczego miałby pomóc nagle teraz?

- Mnie też nikt nie pomagał. Miasto też mi nie pomagało. Za wszystko płacić musiał Grajewski. Gdyby w Łodzi był taki model jak we Wrocławiu, w Kielcach czy w Gdyni, to byłoby o wiele lepiej. To wielki błąd, że miasto nie daje na piłkę.

Chwali pan Sylwestra Cacka, ale przecież to on tak naprawdę rządził Widzewem w ostatnich latach i te wszystkie niepowodzenia idą na jego konto. Pan zresztą też go w przeszłości krytykował.

- Oczywiście, bo nie robił nic, by z ekstraklasy nie spaść. Oddał drużynę nieudacznikom. Przy każdej okazji mu o tym mówię. I on jest współwinny tego, że w Łodzi nie ma ekstraklasy. Ale nie chcę mu już tego wypominać. Chcę pomóc.

To prawda, że pomaga pan znaleźć klub w Niemczech dla Eduardsa Visnakovsa?

- Niech pan posłucha - temu biednemu Visnakovsowi wmówili, że on jest mistrzem świata. A prawdziwi piłkarze to są albo do niedawna byli w Brazylii. Życzę temu chłopakowi, żeby trafił do dobrej drużyny, ale to nie będzie łatwe. Zapewniam, że dla ludzi w St. Pauli on nie jest pępkiem świata. Nie wiem, czy tam pójdzie, bo nie brałem udziału w rozmowach, ale wiem ze strony niemieckiej, że na jego pozycję mają czterech albo pięciu kandydatów. A jeszcze prawda jest taka, że właściciel Widzewa powiedział, że za pół miliona euro go nie sprzeda.

A kto przyjdzie do Widzewa. Teraz na testy przyjechał Holender i trzech Brazylijczyków. To pana piłkarze?

- Tak, bo przecież szlag mnie trafiał, jak oglądałem sparing z Jagiellonią i widziałem te mankamenty w grze. Nie wiem, czy ten trener tego nie widział? Jak mogę, to pomagam. Nie dlatego, że potem chcę od Cacka wziąć 1500 zł prowizji za transfer, tylko dlatego, by naprawdę pomóc Widzewowi. Do dziś mnie boli, że przed laty spadliśmy z ekstraklasy. I boli mnie, że Łódź, która była kolebką piłki nożnej w Polsce, nie ma drużyny w najwyższej lidze. Kiedyś to było niedopuszczalne.

Może pan jeszcze namówi do powrotu do Widzewa pana byłego wspólnika Andrzeja Pawelca?

- Może do łapania ryb albo do gimnastyki podwodnej. Do piłki nożnej już na pewno nie.