Andrzej Grajewski o testowanych Brazylijczykach i Holendrze: "Nie znam. Proszę mnie z nimi nie łączyć"

W Widzewie zapewniali, że testów anonimowych piłkarzy już nie będzie. Tymczasem w środę przetestowano kilkunastu takich graczy. Kilku z nich w ogóle nie umiało grać w piłkę. Jeden z nich przyznał, że jest na wakacjach i od trzech tygodni nie kopał piłki
PIŁKA NOŻNA. - Wolałbym, by od tej pory przyjeżdżały do nas już tylko samochody, a nie całe autokary piłkarzy - mówił kilka dni temu Sylwester Cacek. Wcześniej nowy prezes Widzewa zapowiadał budowę drużyny, która będzie walczyć o wejście do ekstraklasy. Nie minęły cztery dni, a na al. Piłsudskiego przyjechał autobus z piłkarzami, chociaż o niektórych z nich z pewnością nie można tak powiedzieć. Trzej Brazylijczycy, mniejsza o ich nazwiska, i Holender Abdul Abdallah w ogóle nie powinni założyć strojów Widzewa i reprezentować klubu w sparingu z obcym rywalem.

Holender, podobno reprezentant swojego kraju do lat 18, po meczu zgodził się, że wypadł słabo. Nie był zadowolony. Dodał, że od trzech tygodni ma wakacje i w tym czasie nawet nie kopnął piłki. Wszystkich czterech polecił Widzewowi Andrzej Grajewski, były właściciel klubu, który twierdzi, że chce pomóc klubowi. Tak przynajmniej sam mówił przed meczem.

Po sparingu z Wisłą, który łódzka drużyna przegrała aż 0:5, Grajewski już się do Brazylijczyków i Holendra nie przyznawał. - Już po 10 minutach wiedziałem, że oni się do niczego nie nadają. Dzwoniłem do menedżerów, którzy ich polecili, by ich zabrali i nie łączyli z nimi mojego nazwiska. Naprawdę proszę mnie z nimi nie łączyć. To byłoby nieeleganckie - mówił Grajewski.

- Czy takie testy mają sens? No teraz, po meczu, można powiedzieć, że nie mają, ale przecież bez takiego sprawdzianu nie będziemy wiedzieć, kto się nadaje, a kto nie - tłumaczył trener Włodzimierz Tylak. - Trochę na obronę tych obcokrajowców mogę powiedzieć, że wczoraj mieliśmy ciężkie zajęcia, a jeszcze przed wejściem na boisko ci piłkarze mieli dodatkowo trening biegowy i to odbiło się na ich postawie. Widać, że oni nie są przyzwyczajeni do takiej gry. Oni grają tylko do przodu, nie wracają i nie asekurują. Technicznie są nieźli, na zajęciach wyglądali dobrze. Przed meczem mówiliśmy im o taktyce, o tym, jak grać, ale oni ani po polsku, ani po angielsku, ani w innym języku nie mówią. No to nie ma sensu rzeczywiście...

Tylak, a także działacze Widzewa zapowiedzieli, że to koniec takich testów, ale nie wiadomo, czy brać te obietnice poważnie, bo o zakończeniu castingów dla piłkarzy z łapanki wspominali już wcześniej. A jest gorzej. Trener łódzkiej drużyny wspominał też o tym, że będzie ją budował na utalentowanych piłkarzach z naszego regionu. I to się nie zgadza.

Przy al. Piłsudskiego są za to zgodni co do opinii, że Widzew wciąż nie ma drużyny na pierwszą ligę, a ta startuje już za niewiele ponad trzy tygodnie. - W pierwszej lidze króluje przede wszystkim walka i musimy poszukać piłkarzy, którzy fizycznie jej sprostają - mówi Tylak. - Czy mamy takich graczy na oku? Mamy kilku. Przeprowadziliśmy już z nimi wstępne rozmowy.

Na Widzewie już wczoraj był jeden z takich graczy. 26-letni defensywny pomocnik Piotr Kasperkiewicz ma jeszcze ważny kontrakt z pierwszoligową Miedzią Legnica, ale twierdzi, że nie będzie problemu z jego rozwiązaniem. W Widzewie, w którym jest już jego młodszy brat Arkadiusz, chce grać, tak jak przed laty ich ojciec Mieczysław. Piotr Kasperkiewicz ma 194 cm wzrostu. W przeszłości występował m.in. w Lechii Gdańsk i Arce Gdynia. W sparingu nie zagrał, ale zapewnia, że nic mu nie dolega. - Trenerzy powiedzieli mi, bym na razie trenował indywidualnie - stwierdził.

Oczywiście większość piłkarzy, którzy zagrali w drugiej połowie sparingu z Wisłą, w Widzewie nie zagra. W sobotnim meczu z Pogonią Siedlce kolejną szansę dostać mają Łukasz Kosakiewicz (Błękitni Stargard Szczeciński) i Konrad Wrzesiński (Motor Lublin). Zostaje też środkowy obrońca Michał Sołtysik, który jednak przeciwko Wiśle zagrał bardzo słabo, miał udział przy traconych bramkach. Wygląda jednak na to, że ma obrotnego menedżera.

Eduards Visnakovs, Veljko Batrović i Princewill Okachi wciąż nie uczestniczą w sparingach. Wszyscy chcą odejść. - Nie gram, bo w klubie boją się, że doznam kontuzji - mówi Łotysz.