Sport.pl

Radosław Mroczkowski dla Łódź.sport.pl o tym, jak Widzew szuka piłkarzy: "90minut.pl, wygodnictwo, brak rozeznania..."

- Nie wierzę w to, że teraz jest w Widzewie jakaś baza zawodników. A ich poszukiwanie nie polega na wchodzeniu na 90minut.pl i sprawdzanie, kto ma dziś urodziny i gdzie gra. A wiem, że tak postępowano - mówi Radosław Mroczkowski, były trener Widzewa
Rozmowa z Radosławem Mroczkowskim, byłym trenerem Widzewa

Jarosław Bińczyk, Bartłomiej Derdzikowski: Widzew zaprasza na testy po kilkunastu zawodników i jednocześnie wpuszcza ich na boisko. Czy to ma jakiś sens?

Radosław Mroczkowski: Każdy ma swoje sposoby ma szukanie kandydatów do zespołu, więc nie chcę się wymądrzać. Mogę opowiedzieć, jak my robiliśmy. Najpierw oglądaliśmy zawodników, najlepiej na żywo...

Wystarczy w jednym meczu?

- Lepiej w kilku. A jeszcze lepiej, jeśli robi to kilka niezależnych osób. Dla mnie kluczowe są jednak treningi. Wtedy poznaje się zawodnika i określa szereg cech, które są potrzebne.

Jakie to cechy?

- Przede wszystkim osobowość, zachowanie, umiejętność funkcjonowania w grupie, w szatni. Wtedy widzi go cały sztab, a także pozostali piłkarze.

To model idealny. Ale Widzew jest biednym klubem, który nie może pozwolić sobie na długie testy. Czy w ciągu 45 minut można ocenić umiejętności piłkarskie?

- Nie jest to łatwe. Gdy grę obserwuje wiele osób i zadania są podzielone, to jest jakaś szansa. Jest to jednak chaotyczna metoda. Ja nie jestem zwolennikiem takiej pracy. Trener pierwszego zespołu powinien pojechać i przyjrzeć się zawodnikowi wyselekcjonowanemu wcześniej przez innych. W Widzewie wielokrotnie tak robiliśmy. A gdy brakowało ludzi w skautingu, oglądaliśmy materiały. I to nie były filmy z YouTube, jak niektórzy pisali i się z tego śmiali, ale całe mecze. Często od tego bolały oczy, trzeba było poświęcić wiele godzin poza normalną pracą. Jednak coś za coś. Wtedy jest mniejsze prawdopodobieństwo pomyłki.

Teraz przyjeżdżają zawodnicy mający po dwadzieścia parę lat, grający w IV ligach. To znaczy, że nikt wcześniej ich nie odkrył?

- To świadczy o braku rozeznania. Przecież ci piłkarze grają przez cały rok w swoich ligach i nie są anonimowi.

Rok temu sytuacja była podobna, a udało się znaleźć choćby Eduardsa Visnakovsa.

- Skautingiem w Widzewie zajmowali się wszyscy ze sztabu trenerskiego. Oglądali płyty, w miarę możliwości jeździli na mecze. Szukaliśmy kandydatów na daną pozycję i staraliśmy się ich dłużej obserwować. Przy tej okazji ktoś inny mógł nam wpaść w oko.

Widzew mógł mieć piłkarzy dużo lepszych od obecnie sprawdzanych, jak choćby Tomasza Kowalskiego, Michała Płotkę czy Povilasa Leimonasa. Zrezygnował z nich, a bierze anonimowych ludzi z czwartej ligi. Rozumie pan to?

- Może nowy trener nie do końca znał tych, którzy odeszli? Może polityka klubu polega na szukaniu innych? Może budżet jest inny? Nie wiem... Zanosi się jednak, że znów powstanie całkiem nowa kadra. Przerabialiśmy to przez trzy lata i wiem, że tak się nie da pracować. U nas jednak był trzon drużyny, do którego dobieraliśmy kolejnych graczy. Trafiali nam się oczywiście zawodnicy, którzy mimo wcześniejszych obserwacji okazywali się rozczarowaniami, jak Kwiek czy Tomczyk. Ale wtedy mieliśmy drugą drużynę na poziomie seniorskim. Tacy rozwojowi gracze mieli trenować z pierwszym zespołem, choć wiedzieliśmy, że ligi nam nie utrzymają. Ale byli inwestycją.

Teraz rezerw nie będzie.

- To błąd, bo w Widzewie juniorzy są słabi albo bardzo słabi. Kiedyś ze szkolenia co roku wychodziło kilku zawodników przynajmniej na poziomie drugiej drużyny. Pamiętam, że jak kończył się jakiś rocznik juniorów, to pod klubem ustawiali się ludzie z trzeciej ligi i zawodnicy od razu znajdowali sobie zatrudnienie. Dziś jest tylko Bartosz Narożnik, który sam szuka sobie drużyny.

A przecież działa Akademia Widzewa?

- No niby jest, choć dla mnie to... jej nie ma.

Za to przyjeżdżają zawodnicy, których nikt wcześniej nie oglądał poza menedżerami. Wam też próbowali wciskać anonimowych graczy?

- Pewnie, że tak. Często zgadzaliśmy się, żeby nam kogoś pokazali, przywieźli na trening. Nawet jeśli go nie obserwowaliśmy, to pytaliśmy znajomych trenerów.

Opowiadał pan, że to były piłkarz Widzewa Piotr Polak polecił wam kiedyś Patryka Wolańskiego.

- Kiedyś mieliśmy w Widzewie bardzo fajny model skautingowy. Robiliśmy castingi. Zapraszaliśmy 30, 40 zawodników na krótkie, trzydniowe zgrupowania. Najpierw były testy, później gra wewnętrzna, treningi i na końcu porównanie z dotychczasowymi zawodnikami. Wyszło z tego kilka niezłych transferów. Koszty były dużo mniejsze niż jeżdżenie po Polsce. Szukaliśmy piłkarzy do Młodej Ekstraklasy, z opcją, że wkrótce zaczną rywalizować w pierwszym zespołem. Wtedy pojawili się Radowicz, Radzio, Nowak, Rybicki, Kasprzak, Augustyniak czy Wolański. Tego ostatniego nie przyprowadził pan Wlaźlik, jak opowiada, bo już dużo wcześniej go znaliśmy. Mieliśmy wówczas do wyboru Wolańskiego i Krzyśka Barana, który dziś broni w Jagiellonii Białystok. Postawiliśmy na Wolańskiego, bo miał większy potencjał, choć z różnych przyczyn wolniej się rozwijał. Taki casting kończył się grą na głównym boisku i dokładną obserwacją i selekcją. Nazwiska wciąż się pojawiały, bo mieliśmy rozeznanie, kontakty. Staraliśmy się także określić potencjał motoryczny takiego chłopaka. Trener Łukasz Bortnik robił testy, żeby maksymalnie zmniejszyć prawdopodobieństwo popełnienia błędu.

Teraz przyjeżdżają autokary z anonimowymi ludźmi. To ma szansę się udać?

- Nie chcę krytykować, ale to jest wygodnictwo. Mnie by nie przeszkadzało, gdyby ci ludzie przyjechali nie na godzinę 10, ale na 16, mieli jedne, drugie czy trzecie zajęcia, a w sobotę grę. Problem jest inny, bo trzeba ich zakwaterować i wyżywić, a klub nie ma pieniędzy. A zawodnicy z drugiej ligi na takie testy się nie zgodzą, dlatego dziś trzeba mówić o sprawdzaniu kandydatów na piłkarzy.

Właściciel mówi, że wkrótce piłkarze sami będą się zgłaszać.

- Paru zagubionych chłopców gdzieś oczywiście jest, ale po 45-minutowych testach trudno ich znaleźć.

Podobno Rafał Pawlak jeździł na mecze w niższych ligach.

- Ja też bywałem często w Bełchatowie czy Łowiczu. Słyszałem, że miał tam być, ale ani razu go nie spotkałem.

Rok temu był pan w podobnej sytuacji jak teraz trener Włodzimierz Tylak.

- Pamiętam, że przed wyjazdem na obóz do Uniejowa mieliśmy 12 czy 13 zawodników. Nikt nie chciał do nas dojechać, bo było ograniczenie zarobków. Zgłaszali się ludzie, którzy mieli problemy, jak Airapetian, ale on miał jakąś przeszłość. Przed pierwszym sparingiem kilku piłkarzy wyjechało z hotelu, nawet się nie żegnając. Bałem się wtedy, że na inaugurację sezonu nie zdołamy zebrać 18 zawodników. Musieliśmy eksperymentować, a ja złamałem się, wystawiając Phibela czy Abbesa, którzy nie trenowali. Ale innego wyjścia nie miałem.

Potrafi pan wynaleźć dobrych zawodników, na których Widzew sporo zarobił lub zarobi. Wystarczy wymienić Pawłowskiego, Phibela, Visnakovsa.

- Nie mogę zgodzić się z tym, co nam kiedyś zarzucano, że sprawdzamy zawodników na kilogramy. Dzięki naszym testom pojawiło się w Widzewie paru niezłych piłkarzy, budżet powiększył się o parę złotych. Gdyby z tego przeznaczono kilka procent na skauting, to dziś byłoby dużo lepiej. Nie wierzę w to, że teraz jest w klubie jakaś baza zawodników. Ich poszukiwanie nie polega na wchodzeniu na 90minut.pl [piłkarski portal ze świetną bazą polskich piłkarzy - przyp. red.] i sprawdzaniu, kto ma dziś urodziny i gdzie gra. A wiem, że tak postępowano.

Dlaczego po odsunięciu od prowadzenia drużyny nie zgodził się pan pracować w Widzewie jako skaut?

- Miałem taką propozycję. Nie byłem nawet przeciwny, ale zapytałem prezesa Młynarczyka, jaki ma na to budżet. Nie miał nic. Raz wysłał mnie do Gdyni na mecz Arki z rezerwami Olimpii Elbląg i dwukrotnie pojechałem do Tychów. Nie wiem jednak, po co, bo tego już mi nie powiedziano. Chyba tylko po to, żebym się przejechał. Sensu w tym nie widziałem.

Co pan teraz będzie robić? Słyszeliśmy, że ma pan propozycje pracy jako skaut, bo w Polsce ludzie wiedzą o pańskiej umiejętności znajdowania dobrych zawodników.

- Zobaczymy, bo w różnych momentach można różnie się realizować. Na pewno brakuje mi pracy jako trener. Może przyjmę ofertę jako skaut. To przydaje się każdemu szkoleniowcowi, żeby być zorientowany na piłkarskim rynku. Poza tym będę mógł się pozytywnie naładować.

Nie boli pana serce, patrząc na to, co teraz dzieje się w Widzewie?

- Pewnie, że boli. Przecież spędziłem w Widzewie trochę czasu. Najpierw jako trener juniorów, później kolejne cztery lata w Młodej Ekstraklasie i pierwszej drużynie. Dla mnie największym złem, jakie zrobiono, jest szukanie oszczędności na sztabie szkoleniowym. Zamiast trenerów, którzy pracowali z seniorami, przychodzą ludzie bez żadnego doświadczenia. To pozorne oszczędności. Jestem przekonany, że więcej od zwolnionych trenerów wydawano na zarząd.

Czy z takim składem Widzew jest w stanie się utrzymać?

- Będzie trudno, także dlatego, że czas ucieka. Oczywiście, że ci, którzy są, pracują solidnie. Ale później przyjdą kartki, kontuzje i powtórzy się sytuacja sprzed roku, kiedy jedni byli na wyższym poziomie, inni w połowie i mieli spadek formy. Szkoda, bo gdyby do chłopaków, którzy zostali po spadku, dołożyć kilku innych, to taki zespół spokojnie dałby sobie radę. A tak...

Więcej o:
Komentarze (16)
Radosław Mroczkowski dla Łódź.sport.pl o tym, jak Widzew szuka piłkarzy: "90minut.pl, wygodnictwo, brak rozeznania..."
Zaloguj się
  • mihal501

    Oceniono 83 razy 33

    Trenerze, pamiętamy, szanujemy, życzymy wszystkiego dobrego. Może jeszcze kiedyś wrócisz do naszego Widzewa, w lepszych czasach ... Powodzenia !

  • mondocane9

    Oceniono 43 razy 31

    W skrócie Mroczkowski przedstawił całą prawdę o obecnym "stawianiu na młodych zawodników" przez Cacka i jego ekipę.
    Prowizorka, bałagan, finansowa zapaść i robienie "dobrego wrażenia" to codzienność w Widzewie.
    Czym Cacek chce przyciągnąć "łódzki biznes" do klubu, co oferuje w zamian?
    Drużynę która, wszystko na to wskazuje, będzie rozpaczliwie walczyć o utrzymanie w I lidze?
    Obecny "sztab szkoleniowy", prawdopodobne "wzmocnienia" oraz pozbywanie się zawodników którzy mają dowświadczenie na conajmniej pierwszoligowym poziomie na rzecz ludzi którzy błąkają sie po 4 lidze nie dają nadziei na nic więcej ...

  • dakars1

    Oceniono 25 razy 11

    Akademia widzewa no niby jest ale dla mnie to.... jej nie ma, szkolenie to jest to czego wielki klubik nie ma.

  • braveran

    Oceniono 61 razy -7

    My kibice najstarszego klubu w Łodzi nawet nie musimy się wysilać by mieć z was bekę. Wy sami sobie strzelacie w kolana. Każdy kto z wami miał do czynienia opowiada takie historie, że można tylko rechotać!

    Jak Widzew zakończy sezon 14/15 w top 5 to będzie cud.

    Wiocha!

  • tadeushek

    Oceniono 27 razy -15

    Panie Radosławie jaki pan klub obecnie trenuje?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX