Widzew na skraju wojny. Sylwester Cacek kontra kibice [PODSUMOWANIE]

Znów gorąco na linii Sylwester Cacek - kibice Widzewa. Szef klubu grozi nawet wycofaniem drużyny z rozgrywek. - Przede wszystkim trzeba uspokoić sytuację, a nie dokładać do ognia. W atmosferze konfliktu nie da się niczego odbudować - apeluje Zbigniew Boniek
PIŁKA NOŻNA. W 2008 roku Cacek zamknął stadion przy al. Piłsudskiego przed kibicami. To był pierwszy taki przypadek w historii Widzewa. Powód? Już sześć lat temu fanom łódzkiej drużyny nie podobał się sposób zarządzania klubem przez biznesmena z Piaseczna. Wtedy chodziło głównie o jego sportową stronę. Podczas meczu z Polonią Bytom kibice wyzywali Marka Zuba, trenera drużyny, i jej dyrektora sportowego Grzegorza Bakalarczyka. Wściekły Cacek zamknął stadion na mecz z Zagłębiem Sosnowiec. Zanim obie strony się pogodziły, minęło dużo czasu.

Teraz znów sytuacja jest niezwykle napięta. Drużyna spadła z ekstraklasy, a w pierwszej lidze spisuje się fatalnie. Po 10 kolejkach zespół Włodzimierza Tylaka jest niemal na dnie tabeli. Do kompletu we wtorek już w pierwszym meczu odpadł z Pucharu Polski.

Według kibiców za wszystkie niepowodzenia odpowiedzialni są w głównej mierze Cacek i Tylak, a także ukrywający się w widzewskich gabinetach Bakalarczyk i Michał Wlaźlik. Ten ostatni to były dyrektor sportowy, który po spadku odszedł z klubu, by wkrótce jednak do niego powrócić. Im wszystkim fani drużyny zarzucają też brak honoru.

Apogeum ich wściekłości nastąpiło właśnie podczas wtorkowego meczu ze Śląskiem Wrocław w pucharowych rozgrywkach. Podczas niego kibice wyzywali już nie tylko Tylaka, ale też Sylwestra Cacka. Zaczęło się, gdy do fanów spod zegara dotarło, co prezes Widzewa powiedział przed meczem w telewizji Polsat. Cacek stwierdził tam m.in., że kibice z oficjalnych stowarzyszeń nie akceptują tych z fanklubów z innych miast. Zasugerował, że jest między nimi konflikt. A - jak twierdzą kibice - to nieprawda.

Po meczu prezes Widzewa komentował wydarzenia na trybunach. - Wszyscy jesteśmy lekko podenerwowani, gdy coś nie wychodzi, czy to w pracy, czy w domu. To jednak nie upoważnia do ubliżania ludziom, tak jak ubliżano trenerowi na poprzednim meczu, a teraz trenerowi i mnie. Frustracja tego nie usprawiedliwia. Poza tym nie mówmy o kibicach. Sami o sobie śpiewają, że są kibolami. A ja kiboli nie chcę na stadionie - mówił. - Ci ludzie po prostu nie będą mieli wstępu na stadion. Gwarantuję to. Nie wiem, w jakim terminie, ale to nastąpi. Nawet gdybyśmy mecze mieli oglądać w setkę osób na trybunach. Nie będzie takich scen.

Cacek dodał też m.in., że wciąż jest szansa na awans do ekstraklasy, jak zapowiadał przed sezonem, oraz że nie zamierza zwalniać trenera Tylaka. - Rozmawialiśmy o tym, że kibice próbowali go straszyć, że musi złożyć dymisję. Powiedziałem mu wyraźnie, że nie przyjmę takiej dymisji. Ma kontrakt do czerwca i ja będę decydował, czy ten kontrakt wypełni. Na pewno takie zachowania kibiców nie będą powodem, żeby decydować o losach trenera - stwierdził. A na koniec pogroził, że może wycofać klub z rozgrywek, by oczyścić atmosferę.

- Trudno się do tego ustosunkować... - mówi Zbigniew Boniek, legenda klubu, a dziś prezes PZPN. To właśnie po nim w 2007 roku Cacek przejął klub. - Na pewno potrzebna jest jakaś wizja. Przede wszystkim trzeba uspokoić sytuację, a nie dokładać do ognia. W atmosferze konfliktu nie da się niczego odbudować.

Podobnego zdania są przedstawiciele Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa. Ich szef Marek Pięta powiedział "Wyborczej", że razem z kolegami chce się spotkać z kibicami, by poznać ich racje i być może doprowadzić do rozmowy z Cackiem.

Boniek był na wtorkowym meczu. Na stadion przy al. Piłsudskiego wrócił po dłuższej przerwie. - To był dla mnie bardzo smutny powrót na Widzew - mówi "Wyborczej". - Nie ze względu na wynik. Drużyna grała nieźle, ambitnie, ale miała lepszego przeciwnika, bardziej doświadczonego. Udało się dobrze wejść w mecz, prowadzić, ale potem wiadomo, co się stało.Co do innych wydarzeń... Pierwsze 45 minut oglądałem na trybunach, drugie już przez szybę z kawiarni - mówi. - Na Widzewie jest w tej chwili trudny klimat dla piłki... Nie chcę w to wchodzić, kto ma rację, a kto nie. Trudna sytuacja, ściana przeciwko ścianie.

Boniek nie chce jednoznacznie krytykować kibiców za wyzwiska pod adresem trenera i prezesa klubu. - Oczywiście zdarzają się rzeczy naganne. Ale ja bym się raczej zastanawiał, dlaczego tak krzyczą. Na pewno są bardzo niezadowoleni, a jak ktoś jest niezadowolony, to trzeba szukać tego przyczyn - mówi najlepszy piłkarz w historii Widzewa. - Nic nie dzieje się przecież przypadkowo. Gdy Sylwester Cacek przychodził do klubu, to panował entuzjazm. Owszem, później były kłopoty związane z panem Szymańskim i degradacją, ale można też zadać kilka pytań o to, co działo się później, jakie popełniono błędy. Mam też czasem wrażenie, że pewne rzeczy robi się tutaj na złość kibicom.

Według Bońka sytuacja jest bardzo trudna, ale drużynę można jeszcze uratować. Mówi, że należałoby wzmocnić ją przynajmniej trzema doświadczonymi zawodnikami i... - Mądrym i dobrym trenerem. Pan Tylak? Nic do niego nie mam. Pamiętam go jeszcze z boiska. To spokojny człowiek, ale... On wygląda, jakby się wszystkiego bał - uważa Boniek.

Wczoraj piłkarze zaczęli przygotowania do sobotniego meczu z Chojniczanką. Środa była zwykłym dniem przy al. Piłsudskiego. - Był normalny trening. Wszyscy myślą o najbliższym spotkaniu, o tym, by je wygrać. W związku z wydarzeniami z wtorku nic się nie wydarzyło - twierdzi Michał Kulesza.

Niewykluczone jednak, że klub wkrótce wróci do tamtych zdarzeń. W Widzewie nie wykluczają, że wobec kibiców, którzy wyzywali trenera i prezesa, a których uda się zidentyfikować, wyciągną bardzo nielubianą przez nich broń, czyli zakazy klubowe. Kibic nim ukarany nie może oglądać meczów z trybun.