Andrzej Grajewski wraca do Widzewa i twierdzi: "Widzew dla widzewiaków"

Widzew ma na kontraktach 28 piłkarzy, z czego około 17, którzy nie mają prawa grać na poziomie I ligi - mówi Andrzej Grajewski, były właściciel SPN Widzew S.A., a obecnie menedżer piłkarski
Jerzy Walczyk: To pan stoi za nominacją Rafała Pawlaka na trenera Widzewa?

Andrzej Grajewski: Najpierw ja zapytam, dlaczego media negują nominację Rafała Pawlaka? Nowa premier Ewa Kopacz otrzyma od mediów 100 dni spokoju, a Pawlak już w dniu nominacji był mocno atakowany. Czy chcecie, aby na Widzewie zamiast piłki były wyścigi psów? Drużyna jest na przedostatnim miejscu w tabeli, ale za jej ratowanie będzie odpowiadał team złożony z widzewiaków. Jeżeli pana redakcyjni koledzy Bińczyk i Derdzikowski chcą, aby wrócił Radosław Mroczkowski, odpowiadam im, że to już historia. Jeżeli oni myślą, że Mroczkowski niczym Dawid Copperfield sprawi, że piłkarze będą lepiej grali, to są w błędzie. Znam Mroczkowskiego, szanuję go jako człowieka. Inna sprawa to jego warsztat trenerski. Jeżeli Mroczkowski byłby naprawdę dobry, byłby już w innym klubie. Od czasu jego odejścia z Widzewa chyba w 30 polskich klubach zmieniono trenerów, a Radek nadal jest bez pracy.

Pawlak to trener bez żadnego doświadczenia.

- Ale Widzew nareszcie należy do widzewiaków. To wspaniała marka, która jest rozpoznawalna w świecie. Niedawno był tutaj trener Skowronek, lecz odleciał i mam nadzieję, że nigdy nie powróci. Był Włodek Tylak, bardzo porządny chłop, ale absolutnie nieprzygotowany do tej pracy. Teraz mamy Piotrka Szarpaka, ikonę Widzewa, mamy także Maćka Mielcarza [nie zdecydował się jednak na powrót - przyp. red.]. Były też kandydatury innych szkoleniowców. Powiedziałem Sylwkowi Cackowi: Jeżeli chcesz, by ktoś ci pomógł, to mogą to zrobić tylko widzewiacy. Niektórzy podsuwali Waldka Fornalika za 100 tys. zł czy też innego nieudacznika, który tylko wydrenuje kieszeń Cacka. Wolę, aby pieniądze przeznaczyć na klasowych zawodników, którzy poprawią jakość gry.

Widzi pan światełko w tunelu?

- Oczywiście, ale pod warunkiem, że kibice i zarządzający klubem od strony sportowej się zjednoczą, by taczkę z napisem Widzew wyciągnąć z błota.

Sama zmiana sztabu to za mało, drużyna potrzebuje wzmocnień.

- O tym nie ma mowy. Przypomnę, że Widzew ma na kontraktach 28 piłkarzy. To tragedia i katastrofa ekonomiczna. W tej grupie jest około 17, którzy nie mają żadnego prawa grać na poziomie I ligi. Głównym celem nowej ekipy powinno być uporządkowanie spraw kadrowych.

W sobotę Widzew czeka mecz z Wisłą Płock. Wierzy pan w przełamanie?

- I co z tego, że to ważny mecz? Mamy dać trzech nowych zawodników? Na transfery będzie czas w przerwie zimowej. Oczywiście pod warunkiem, że właściciel klubu ma na to pieniądze. Pamiętajmy, że nawet sprowadzenie kilku nowych piłkarzy może okazać się niewystarczające, jeżeli wszyscy kibice nie pomogą swojemu klubowi. Za moich czasów jako młodzi ludzie chodzili na mecze z Borussią, Atletico, oglądali najlepszych zawodników w Europie. Teraz powinni chcieć, by tamte czasy wróciły. Mam zaproszenie na sobotni mecz, ale nie wiem, czy z niego skorzystam. Ostatnio zarzucano mi, że próbowałem włożyć do klubu Brazylijczyków czy innych słabych zawodników, dlatego mocno się zastanawiam. Jestem Andrzej Grajewski, który przed laty Widzewowi dał świetność. Chciałbym, aby tamte lata wróciły, ale to odległa przyszłość. Jeżeli znajdę się na stadionie, to będę na nim incognito, ale będę jednocześnie obserwował, jak można tej trójce wybranej przez Cacka bardziej jeszcze pomóc, aby drużyna wyszła szybko z kryzysu.

Czy Andrzej Grajewski może pomóc Widzewowi?