Krystian Nowak z Widzewa: "Na stojąco w piłkę wygrać się nie da"

- Jak się nie wykorzystuje takich sytuacji, jakie miał Adam Duda, to trudno wygrać mecz - mówi Krystian Nowak, obrońca Widzewa
ROZMOWA Z

KRYSTIANEM NOWAKIEM

obrońcą Widzewa

Maciej Nowocień: Strzeliłeś pierwszą bramkę w tym sezonie, ale ona chyba nie cieszy.

Krystian Nowak: Rzeczywiście, satysfakcji z niej nie mam. Przegraliśmy przecież mecz, chociaż gdybyśmy grali mądrzej i skuteczniej, to mogliśmy go wygrać. Sytuacje, które mieliśmy na początku i na końcu spotkania, były dogodne, a już wyjątkowa była okazja Adama Dudy. Jak się nie wykorzystuje takich sytuacji, to trudno myśleć o wygrywaniu. Do tego nie dopisało nam też szczęście, bo rywale dwa razy wybijali piłkę z bramki. No i znów jesteśmy bez punktów...

Trzeba też jednak sprawiedliwie przyznać, że mogliście stracić więcej bramek niż dwie.

- To prawda. Gdybyśmy wcześniej wyrównali, a Adam Duda wykorzystałby wspomnianą sytuację, to mecz inaczej by się ułożył. Tymczasem musieliśmy się otworzyć i Wigry groźnie kontratakowały. Z każdą minutą traciliśmy siły.

To był kolejny mecz, który dobrze rozpoczęliście, a za chwilę straciliście gola. Dlaczego tak się dzieje?

- To wynika z błędów, które się powtarzają. Teraz w Suwałkach przy pierwszej bramce zabrakło doskoku z boku. Rywale za łatwo nas ograli. Gdy zawodnik Wigier [Artur Bogusz - przyp. red.] strzelał na naszą bramkę, miał bardzo dużo miejsca. Dino odbił piłkę, ale ona spadła pod nogi napastnika. To była głupia bramka. Takie wciąż się nam zdarzają.

Jak się czujecie pod względem fizycznym?

- To trudne pytanie, bo z każdym meczem jest coraz ciężej. Okres przygotowawczy nie był taki, jaki byśmy sobie wymarzyli. Ale każdy wkłada w to, co robi, serce i stara się biegać przez 90 minut na pełnych obrotach.

Pytam o to, ponieważ trener Rafał Pawlak podkreśla, że Widzew ma siłę na grę tylko przez godzinę.

- Zostaje więc pół godziny. To dużo czasu, tym bardziej że musieliśmy gonić wynik. W defensywie też łatwiej o błędy, gdy ma się mniej sił. Przy drugiej bramce dla Wigier nikt nie przeszkadzał zawodnikowi gospodarzy i ten miał dużo miejsca, by swobodnie dośrodkować. Ktoś powinien do niego doskoczyć i szybko przerwać tę akcję. Na pewno zabrakło agresywności.

Czy po zmianie trenera [Włodzimierza Tylaka zastąpił dwie kolejki temu Rafał Pawlak - przyp. red.] trenuje się wam lepiej?

- To pozytywna zmiana. Trener kładzie duży nacisk na grę ofensywną. Zmieniła nam się taktyka, staramy się grać bardziej do przodu. Dobrze wchodzimy w mecz, mamy sporo zawodników w ofensywie. Trzeba jednak wykorzystywać sytuacje. Tylko to da nam punkty. Do tej pory strzeliliśmy osiem bramek, a zdecydowana większość z nich została zdobyta przez obrońców. Jeśli nie będziemy strzelać, to trudno będzie wygrywać. To oczywiste.

Ofensywny styl gry jednak gryzie się z waszym brakiem sił.

- Wtedy jest dużo biegania z przodu. Zresztą wiadomo, że każdy mecz kosztuje dużo sił. To jest piłka nożna i trzeba biegać. Na stojąco się wygrać nie da.

Po meczu w Suwałkach wciąż zamykacie ligową tabelę...

- To bardzo boli. Trudno się z tym pogodzić. Staram się jednak nie załamywać. Cały czas uważam, że mamy potencjał, by być wyżej w tabeli. Jestem optymistą i naprawdę liczę na to, że karta w końcu się odwróci. W końcu musimy pójść w górę. Mam nadzieję na przełamanie już w sobotnim meczu z Bytovią.

Więcej o: