Czesław Michniewicz pomoże Widzewowi? Szansa może jedna na milion

Czy Czesław Michniewicz mógłby objąć Widzew i ratować drużynę przed spadkiem do drugiej ligi? Jest na to szansa. Tyle że może jedna na milion
PIŁKA NOŻNA. Po piętnastu kolejkach Widzew zamyka tabelę pierwszej ligi. Do miejsca dającego utrzymanie, które obecnie zajmuje Sandecja Nowy Sącz, drużyna z al. Piłsudskiego traci już osiem punktów. Z Sandecją Widzew zresztą przegrał. Tyle o przeszłości. Przyszłość niestety też jawi się w czarnych kolorach, bo z nowym trenerem Rafałem Pawlakiem drużyna przegrywa wszystkie mecze.

Gdy Pawlak obejmował Widzew pięć kolejek temu, zapowiadał, że ma pomysł, jak poprawić jego grę ofensywną. Ta jednak wygląda gorzej, a do tego nowy trener popsuł też defensywę. Pawlak się tym jednak nie zraża, chce dalej prowadzić zespół i twierdzi, że wciąż ma plan na jej ratowanie.

Ale mało kto mu już wierzy. Optymistą nie jest m.in. Grzegorz Waranecki, łódzki biznesmen, który niedawno wszedł do Rady Nadzorczej RTS Widzewa SA. - Zdecydowałem się na to głównie po to, by pomóc klubowi w bardzo trudnym dla niego okresie - mówi Waranecki.

Po raz pierwszy w nowym składzie - oprócz Waraneckiego - weszli do niej też Sławomir Pawłowski i Dariusz Górnicki - rada miała się zebrać w ostatni piątek. - Ale została odwołana. Nie wiem z jakiego powodu. Sylwester Cacek powiedział mi tylko, że rada zbierze się za jakiś czas - opowiada Waranecki. - Byłem bardzo niepocieszony, bo uważam, że to najwyższy czas, by zacząć działać. Chciałem m.in. przedstawić pomysł, jak ratować drużynę, która przegrywa mecz za meczem.

Jednym z pomysłów Waraneckiego jest ściągnięcie na al. Piłsudskiego Czesława Michniewicza, który pracował już w Widzewie w sezonie 2010/2011. Zresztą podobno Waranecki nie jest jedynym członkiem rady, który jest zwolennikiem takiego rozwiązania.

Ten 44-letni szkoleniowiec przed kilkoma laty uratował dla Widzewa ekstraklasę, a nawet niemal do samego końca jego zespół miał szansę na puchary. Po sezonie działacze nie przedłużyli z nim jednak kontraktu. Michniewicz doskonale pamięta, jak został wtedy nieelegancko potraktowany, i żal ma do dzisiaj. Sam klub i jego kibiców darzy jednak wielkim sentymentem, dlatego nigdy jednoznacznie nie wykluczył pomocy. A jak jest tym razem? - Wiadomo, że jestem bez pracy, więc każdą się interesuję. Ale z Widzewa nie mam żadnej konkretnej oferty. Powiedzmy, że było tylko zapytanie - mówi "Wyborczej".

Michniewicz doskonale orientuje się w sytuacji łódzkiej drużyny. - Wszyscy wiemy, że jest katastrofalna. Znamy wyniki Widzewa i jego miejsce w tabeli - mówi i dodaje: - Martwi mnie jeszcze jedna rzecz - niedługo drużyna nie będzie miała gdzie grać, bo przecież przy al. Piłsudskiego będzie budowany nowy stadion, ale nie będzie też miała gdzie trenować! Słyszę, że być może MOSiR coś załatwi, wciśnie Widzew na któreś z boisk, którymi zarządza, a które są już właściwie pozajmowane. A ta drużyna potrzebuje boiska od rana do nocy. Jest w takiej sytuacji, że musi cały czas bardzo ciężko trenować!

Michniewicz przypomina moment, gdy w marcu 2013 roku został trenerem Podbeskidzia Bielsko-Biała. Po jesieni Podbeskidzie miało sześć punktów i aż dziewięć traciło do bezpiecznego miejsca. Sezon zespół z Bielska zakończył jednak z dorobkiem 32 punktów i utrzymał się w ekstraklasie. - Gdy obejmowałem drużynę, sytuacja była dramatyczna, ale jednak widziałem sens pracy z nią. Widzew? W tej chwili z pewnych względów nie widzę sensu...

Michniewicz nie chce powiedzieć wprost, o co chodzi, ale łatwo się domyślić. Szkoleniowiec nie wyobraża sobie współpracy z działaczami, którzy przed laty źle go potraktowali, a którzy wciąż są w klubie. Tym bardziej że to ludzie, którzy nie mają kompetencji do budowania drużyny, co zresztą obserwujemy od dawna. - Nie byłoby problemów ze znalezieniem pieniędzy na pensję dla trenera Michniewicza. Są biznesmeni, którzy są gotowi je wyłożyć. I myślę, że byśmy go namówili do powrotu - mówi Waranecki. - Ale co dalej? Czy Sylwester Cacek da mu wolną rękę w budowaniu zespołu? Na jaką pomoc trener mógłby liczyć? Tego nie wiemy. Myślałem, że na radzie nadzorczej dowiemy się więcej. Rady jednak nie było. Nie widzę już szans na pozytywne zakończenie.