Widzew Łódź - GKS Katowice. Godnie pożegnać historyczny sezon

W sobotę na starym stadionie przy al. Piłsudskiego w Łodzi odbędzie się ostatni, historyczny mecz. Widzew pod wodzą Rafała Pawlaka zagra z GKS Katowice. Oby tylko piłkarze nie zepsuli wielkiego święta łódzkich kibiców
PIŁKA NOŻNA. Przez ponad 80 lat na stadionie Widzewa rozegrano tysiące meczów. To na tym obiekcie drużyna wywalczyła cztery mistrzostwa Polski. - To tutaj tworzyła się drużyna, która później przy al. Unii ogrywała najlepsze kluby w Europie - wspomina Józef Młynarczyk, legenda klubu. To przy al. Piłsudskiego 138 po raz ostatni polski zespół zagrał w Lidze Mistrzów. Widzewiacy zremisowali wówczas z Borussią Dortmund, późniejszym triumfatorem rozgrywek.

- To miejsce, z którym łączą mnie wspaniałe wspomnienia. Mógłbym napisać książkę o tym, co przeżyłem na stadionie Widzewa. Teraz, gdy patrzę na to, co się dzieje, aż mi się serce kraje - opowiada Zbigniew Boniek.

Trudno się dziwić frustracji Bońka czy Młynarczyka, którzy w Widzewie rozpoczęli wielkie kariery, zwieńczone później zwycięstwami w najważniejszych europejskich rozgrywkach już jako piłkarze FC Porto i Juventusu Turyn, czy też medalami mistrzostw świata w 1982 roku. Dziś obaj muszą się wstydzić, patrząc, jak drużyna stała pośmiewiskiem w kraju. W pierwszej lidze zajmuje ostatnie miejsce, a osiem kolejnych spotkań przegrała w fatalnym stylu. Na dodatek kibice bojkotują prezesa Sylwestra Cacka, a na ostatnie mecze przychodzili tylko najwierniejsi. Czasy świetności już minęły.

Smutek, ale i nadzieja

Ale mimo ogromnych problemów fani Widzewa chcą pokazać wszystkim, że kochają swój klub. W sobotę drużyna rozegra ostatni mecz ligowy na stadionie przy al. Piłsudskiego. Na początku przyszłego roku obiekt zostanie zburzony, a na jego miejscu powstanie nowoczesny stadion, choć niewielki. - Może to będzie impuls do odbudowy drużyny - uważa Radosław Michalski, inna była gwiazda klubu.

W historycznym pojedynku drużyna zagra z GKS Katowice. Zainteresowanie wydarzeniem jest ogromne. Wyprzedano wszystkie bilety i na trybunach usiądzie blisko 7 tys. ludzi. Teoretycznie mogło ich być o 3 tys. więcej, ale już przed sezonem władze klubu zdecydowały, że sektor B (od strony torów) zostanie wyłączony z użytku. Jedną z atrakcji ma być zlot byłych piłkarzy i działaczy Widzewa. Obecność zadeklarowało blisko 30 osób. - Z naszej strony będzie lekki smutek, ale jednocześnie radość, że ten stadion zmieni swoje oblicze - mówi Marek Pięta, dwukrotny mistrz i wicemistrz Polski i szef Stowarzyszenia Byłych Piłkarzy Widzewa Łódź. - Nie chcemy myśleć o aktualnej złej sytuacji klubu podczas tego zlotu. Oby z nowym stadionem również wynik sportowy poszedł w górę.

Mimo zaproszenia na spotkanie z GKS Katowice nie przyjedzie Boniek. - Byłem niedawno na meczu w Łodzi [w Pucharze Polski ze Śląskiem Wrocław] i nie było to miłe przeżycie - wspomina największa gwiazda w historii Widzewa.

Kibice na pożegnanie ze stadionem z pewnością stworzą wielkie święto. Oby tylko nie popsuli go zawodnicy, którzy wyjdą na boisko. Pod wodzą Rafała Pawlaka drużyna spisuje się dramatycznie źle. Po siódmej kolejnej porażce z rzędu szkoleniowiec nazywany jest agentem 007 z licencją na zabijanie Widzewa. Mimo fatalnej postawy Pawlaka nie opuszcza dobre samopoczucie. Niezmiennie twierdzi, że dysponuje świetnym zespołem. - Jeśli nie będziemy popełniać prostych błędów, to jesteśmy w stanie pokonać każdego. Na razie jednak nie ustrzegamy się pomyłek. To, czy wygramy z GKS, zależy od naszej gry - mówił przed spotkaniem.

Przypomnijmy, że w inauguracyjnej kolejce Widzew przegrał w Katowicach 1:2, choć na boisku był lepszą drużyną. Zdecydowały o tym dziecinne błędy Piotra Mrozińskiego. Drugi - już w doliczonym czasie - zakończył się rzutem karnym dla gospodarzy i stratą punktów. - Nie powiem, że mój zespół zasługiwał na tą wygraną - przyznał po meczu ówczesny trener GKS Kazimierz Moskal. Wtedy wydawało się, że słabym trenerem jest Włodzimierz Tylak. Nikt nie przypuszczał, że po zmianie może być jeszcze gorzej.

Widzew gotowy mentalnie?

Pawlak twierdzi, że zespołu nie trzeba specjalnie mobilizować na sobotni mecz. - Porozmawiamy sobie jedynie o przeciwniku i taktyce. Sferę mentalną mamy już załatwioną, bo sami zawodnicy wiedzą, jak wielki to będzie mecz - podkreśla Pawlak. - To będzie święto dla kibiców i piłkarze muszą się do tego dopasować. Wszyscy znają historię klubu, czytają pracę i wiedzą, że będzie to wielkie wydarzenie dla widzewskiej społeczności. O stronę mentalną jestem spokojny.

Do Łodzi wróci także Artur Skowronek, który w ubiegłym sezonie przejął Widzew po Pawlaku. Nie zdołał jednak utrzymać drużyny w ekstraklasie, choć... - Mogę powiedzieć, że wtedy w ekstraklasie zabrakło mi kilku meczów. Być może mógłbym jeszcze wpłynąć na ówczesną drużynę i być może się utrzymać. A teraz? Przewidywałem, że tak będzie. Sytuacja nie jest łatwa, bo nie ma doświadczonych zawodników. Mam nadzieję, że łódzka drużyna się podniesie, ale nie w spotkaniu z nami - mówi Skowronek.

W łódzkim zespole zabraknie kontuzjowanego Mrozińskiego, dla którego runda jesienna już się skończyła, oraz pauzującego za kartki Bartłomieja Kasprzaka. Zdrowy jest za to Dmitrije Injac, który ostatnio narzekał na uraz.

Początek meczu o godz. 14.45, transmisja w Orange Sport.