Widzew Łódź - GKS Katowice 1:1. Święto na trybunach, remis na boisku

Sobotni mecz Widzewa Łódź z GKS Katowice miał być wielkim świętem na zakończenie ponad 80-letniej historii stadionu. I rzeczywiście, kibice spisali się na piątkę z plusem, a piłkarze wywalczyli cenny punkt
Sprzedaż biletów na mecz z GKS rozpoczęła się już kilka tygodni temu. Wejściówki rozchodziły się jak świeże bułeczki. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Spotkanie z GKS zyskało miano historycznego, ze względu na fakt, że to ostatni mecz na starym stadionie przy al. Piłsudskiego. Obiekt pamięta czasy świetności Widzewa, kiedy to łodzianie występowali w Lidze Mistrzów czy zdobywali tytuły mistrzów Polski. Każdy kibic chciał pożegnać obiekt, który dał fanom łódzkiej drużyny tyle radości i pięknych wspomnień.

Fanatycy Widzewa długo szykowali się na ten mecz. Przygotowali wyjątkowe zapowiedzi filmowe, w których motywowali pozostałych fanów do przyjścia na stadion. "Cacek, fatalne wyniki, dziewczyna, rybki do nakarmienia (...). Wymówek jest wiele. Wszyscy na stadion!" - można było przeczytać w jednym z filmików kibicowskich.

Podczas meczu z GKS zaplanowano także zlot byłych piłkarzy Widzewa. Eks-widzewiacy również stanęli na wysokości zadania, bowiem pożegnać stadion przy al. Piłsudskiego przyjechało ponad 30 ważnych dla łodzian osobistości. Byli wśród nich m.in. Józef Młynarczyk, Wiesław Wraga, Ryszard Kowenicki, Tadeusz Gapiński, Sławomir Majak, Krzysztof Kamiński, Wiesław Chodawkowski, Marek Pięta, Wiesław Surlit, Radosław Michalski, Marcin Zając, Sławomir Gula i wielu innych. Kibice przywitali ich na stadionie gorącymi brawami i odśpiewali pieśń "Mistrzem Polski jest Widzew", którą byli piłkarze niejednokrotnie słyszeli za czasów swoich sportowych karier.

Fani Widzewa gorąco przywitali także aktualnych piłkarzy Widzewa, dla których ostatni mecz na Piłsudskiego był również ogromnym wydarzeniem. Jednak trudno opisać to, co działo się od pierwszego gwizdka sędziego. Łódzcy kibice pokazali, że są jednymi z najlepszych w Polsce. Piłkarzy na stojąco (!) przez 90 minut dopingował cały stadion, bez względu na trybunę, sektor, wiek czy zawód. Kibice na płotach powiesili także swoje flagi, których ostatnio brakowało ze względu na zakaz nałożony przez prezesa Sylwestra Cacka. Zabawa trwała w najlepsze, a najlepiej świadczy o tym fakt, że najzagorzalsi fanatycy Widzewa z trybuny D zrobili "ciuchcię" wokół swojego sektora.

Ostatni mecz na starym stadionie miał także swoją wyjątkową oprawę. W przerwie na trybunie C kibice zaprezentowali efektowne flagowisko oraz transparent z napisem "Stary stadion - zostają wspomnienia, z nowym stadionem - te same marzenia". Ponadto legendy Widzewa podarowały fanom piłki z autografami. Czuć było atmosferę prawdziwego święta, bo, jak mówił Józef Młynarczyk, kiedyś Widzew był jedną wielką rodziną...

Niestety po przerwie łódzcy kibice sprawdzili cierpliwość sędziego spotkania Marcina Szreka. Piękną oprawę i święto zaczęli psuć przez wrzucanie rac i petard na boisko. Jedną z nich oberwał nawet kapitan Widzewa Rafał Augustyniak. W takiej sytuacji sędzia mógł zakończyć spotkanie. To byłaby wielka szkoda, tym bardziej że race świetnie wyglądały przy flagach na trybunach, a nie na murawie...

Kibice oddali także hołd nieżyjącemu Ludwikowi Sobolewskiemu, legendarnemu prezesowi Widzewa, przygotowując ogromną sektorówkę w asyście rac. Znów znaleźli się jednak mało myślący kibice, którzy rzucali flary na boisko. Mecz po raz kolejny został przerwany, ale na szczęście też wznowiony.

Zapomnielibyśmy o meczu...

Pomijając już wybór na bramkarza Macieja Krakowiaka zamiast Dino Hamzicia, Pawlak nie wiadomo, dlaczego znów postawił w ataku na Mariusza Rybickiego. Nominalny pomocnik w tym sezonie chyba już wystarczająco udowodnił, że nie tylko nie gra w piłkę jak Neymar, na którego się kreuje, ale nie nadaje się do gry w wysokiej polskiej lidze. Z kolei Damian Warchoł, który dobrze radził sobie ostatnio jako napastnik, został ustawiony w drugiej linii. Widzew grał ambitnie, a kilka niezłych podań zaliczyli wspomniany Warchoł oraz Veljko Batrović i do 24. minuty prezentował niezły futbol. Wówczas do bramki trafili katowiczanie, a konkretniej Sławomir Duda. Widzew tradycyjnie nie był już tak waleczny, ale chęć do gry odzyskał tuż przed przerwą. Dobre podanie Batrovicia wykorzystał wówczas... Warchoł.

Widzewiacy tradycyjnie stracili siły od 60. minuty spotkania. Przewagę na boisku kompletnie przejęli goście. Łodzianie próbowali grać z kontry, jednak nie mieli klarownych sytuacji. W końcówce spotkania widzewiacy znów zebrali się w sobie i rozpoczęli szaleńczy atak na bramkę GKS. Tradycyjnie brakowało jednak wykończenia. W doliczonym czasie w polu karnym faulowany był Marcin Kozłowski. Sędzia jednak uznał, że piłkarz Widzewa symulował i zamiast jedenastki ukarał zawodnika żółtą kartką. Ambitnie grający w sobotę łodzianie wywalczyli jeden punkt. Można to traktować jako mały sukces, bo przecież ostatnie osiem spotkań przegrali...

Całe święto przy Piłsudskiego zakończył pokaz fajerwerków. Teraz kibicom pozostało czekać na nowy stadion w Łodzi. Miejmy nadzieję, że będzie dla kogo go budować...

Widzew Łódź - GKS Katowice 1:1 (1:1)

Bramki: Damian Warchoł (45.) - Sławomir Duda (24.)

Widzew: Krakowiak - Augustyniak, Nowak, Kozłowski Ż, Pidvirny (31. Injac, 81. Kasperkiewicz), Warchoł (87. Wrzesiński), Czapliński, Rozwandowicz, Janiec, Batrović, Rybicki

GKS: Bucek - Pietrzak (79. Bętkowski), Czerwiński, Wołkowicz (65. Januszkiewicz), Kujawa, Bodziony (90. Ceglarz), Duda, Sobotka Ż, Pielorz, Kamiński, Pitry



Więcej o: