Co z grą Widzewa w Piotrkowie? W Łodzi uspokajają, w OSiR ponaglają

- Jesteśmy na etapie finalizowania rozmów - przekonują w Widzewie. - Bez większego zaangażowania klubu do gry w naszym mieście nie dojdzie - twierdzą w Piotrkowie
PIŁKA NOŻNA. - Za nami kilka wizji lokalnych. Sprawdziliśmy, jak wyglądałaby organizacja imprez masowych w Piotrkowie. W najbliższych dniach wszystko zostanie domknięte formalnie. Musimy jeszcze dokonać ostatnich oględzin, by obiekt spełniał pierwszoligowe wymagania - opowiadał Michał Kulesza, rzecznik prasowy Widzewa. Choć od tych wypowiedzi minął miesiąc, łódzki klub umowy na grę w Piotrkowie nie podpisał.

Sytuacja ta coraz bardziej niecierpliwi tamtejszy Ośrodek Sportu i Rekreacji, który zarządza stadionem Concordii. To właśnie na tym obiekcie, mogącym pomieścić niecałe 3 tys. osób, a zmodernizowanym w 2011 r., od rundy wiosennej miałby grać Widzew. Coś, co jeszcze jakiś czas temu wydawało się przesądzone, teraz takie pewne już jednak nie jest. Dlaczego?

Infrastruktura na stadionie w Piotrkowie w zupełności wystarcza, by mogły rozgrywać na nim mecze lokalne drużyny z niższych lig. By mógł przyjąć zaplecze ekstraklasy, trzeba byłoby go jednak do tych rozgrywek dostosować. Jedną z najważniejszych rzeczy do zrobienia jest poprawienie murawy. Teraz przez jej środek ciągnie się "wybrzuszenie", które sprawia, że jest ona po prostu nierówna. Z tego powodu obiekt w ubiegłym tygodniu wizytowali przedstawiciele Widzewa wraz z firmą, która miałaby zająć się naprawą nawierzchni. Klub czeka teraz na wycenę prac.

Ale na tym nie koniec. W Piotrkowie nie ma bowiem zainstalowanych bram elektronicznych, monitoringu, nagłośnienia, szybkiego internetu czy platform dla kamer telewizyjnych. Częścią tego wyposażenia - jak choćby wspomnianymi platformami - dysponuje Widzew. Bramki czy monitoring należą już jednak do łódzkiego MOSiR. - Jeżeli będzie taka możliwość, to chcielibyśmy je wypożyczyć. Szkoda, żeby były odłożone w magazynie i leżały nieużywane, skoro można by je wykorzystać dalej - podkreśla Kulesza. Nie jest wcale powiedziane, że MOSiR się na to zgodzi. Zwłaszcza że chodzi o pożyczenie "łódzkiej" infrastruktury do innego miasta.

Oczywiście dostosowanie obiektu do I ligi wiąże się z kosztami. W Widzewie, w którym dwa razy spogląda się na każdą wydaną złotówkę, będą robić wszystko, by wydatki klubu były jak najmniejsze. Co zrozumiałe, za zmiany nie ma zamiaru płacić piotrkowski OSiR. - Nie będziemy inwestować w coś, co nie jest nam do życia potrzebne. Chcielibyśmy gościć u siebie Widzew, ale jeżeli klub nie zaangażuje się finansowo, to obawiam się, że do niczego nie dojdzie - tłumaczy "Wyborczej" Leszek Heinzel, dyrektor OSiR. Zwraca też uwagę, że na razie jedyne, co stało się formalnie, to podpisanie listu intencyjnego. - Można powiedzieć, że były to zaręczyny, ale nie sakramentalne "tak". Nikt na siłę ślubu brać nie musi - dodaje.

Podobno jednym z problemów stojących na drodze do podpisania umowy jest też kwestia bezpieczeństwa. A konkretnie tego, czy Widzew miałby grać przy dopingu kibiców z Łodzi czy przy pustych trybunach. Decyzja w tej sprawie należy do władz Piotrkowa. Od niej zależeć będzie też, ile łódzki klub będzie musiał włożyć pieniędzy w dostosowanie obiektu do wymogów.

Do tej pory na prośbę OSiR policja przeprowadziła na stadionie wizję lokalną. Sprawdzała go pod kątem ewentualnych zagrożeń czy możliwości przeprowadzenia interwencji. Jednym z problemów jest chociażby bieżnia tartanowa wokół murawy. Wjechanie na obiekt armatki wodnej oznaczałoby zniszczenie wartej około 1 mln zł bieżni. Na razie jednak to tylko gdybanie, a policja żadnej opinii jeszcze nie wydała. Zresztą nie mogła wydać, bo... - Żaden klub z Łodzi nie zgłaszał się do naszej komendy z wnioskiem o wydanie opinii w sprawie organizacji meczów - mówi "Wyborczej" młodszy aspirant Ilona Sidorko z piotrkowskiej policji.

Widzew pierwszy mecz w rundzie wiosennej rozegra w roli gospodarza na początku marca. W Piotrkowie dziwią się więc, że do podpisania umowy szefom łódzkiego klubu się nie pali. - Jeżeli łódzki klub jest zainteresowany grą u nas, to my jak najbardziej jesteśmy "za". Ale to wymagałoby pewnego zaangażowania ze strony Widzewa. I na takie czekamy - tłumaczy Henzel.

Co na to w Widzewie? Czy zapewnieniem sobie nowego obiektu nie można było zająć się wcześniej, skoro o konieczności przenosin z al. Piłsudskiego wiadomo już od pół roku? - Prace nad znalezieniem zastępczego obiektu trwają od wielu miesięcy. Sprawdzaliśmy różne stadiony i zastanawialiśmy się nad wyborem najlepszej lokalizacji. Padło na Piotrków i rozpoczęliśmy rozmowy w tym temacie. Teraz są one już na końcowym etapie - odpowiada Kulesza. - Jesteśmy w stałym kontakcie z OSiR, a przynajmniej raz w tygodniu jesteśmy w Piotrkowie. To nie jest tak, że takie sprawy załatwia się z dnia na dzień.