Widzew nie trenuje w Łodzi... bo nie zapłacił miastu. Przez to nie dostanie też dotacji?

Widzew nie trenuje w Łodzi, bo przez zaległości wobec miasta nie może podpisać nowej umowy z MOSiR-em. Z tego samego powodu nie może też otrzymać miejskiej dotacji.
PIŁKA NOŻNA. O tym, że Widzew wiosną nie będzie mógł trenować przy al. Piłsudskiego, wiadomo już od pół roku, gdy podpisano umowę z Mostami na budowę nowego stadionu. Mimo wielu miesięcy w klubie nie udało się znaleźć nowego miejsca do treningów. Przynajmniej nie w Łodzi. Jeszcze w grudniu wydawało się, że widzewiakom najbliżej jest do przenosin na Łodziankę lub nowe boisko na Stokach. - Robimy wszystko, by czas treningowy dla Widzewa zabezpieczyć. Żeby znalazła się dla niego i hala, i boisko do treningów. Takie jest moje zadanie i staram się mu sprostać - przekonywał Radosław Podogrocki, dyrektor MOSiR-u.

Tygodnie mijały, a drużyna Wojciecha Stawowego wciąż pozostawała z niczym. Ostatecznie - dopiero na kilka dni przed wznowieniem zajęć - okazało się, że trenować będzie w Gutowie Małym. - To na dzisiaj optymalne miejsce do treningów. Mamy do dyspozycji bardzo dobre boiska, a po przeniesieniu całego sprzętu sportowego mamy tam wszystko, by móc trenować codziennie - opowiada Michał Kulesza, rzecznik Widzewa.

Z pewnością jednak trenowanie w miejscowości oddalonej od Łodzi o kilkadziesiąt kilometrów nie jest rozwiązaniem idealnym. Chociażby dlatego, że piłkarze każdego dnia muszą poświęcać niecałą godzinę, jadąc najpierw w jedną, a potem drugą stronę. Bardzo możliwe, że Widzew w Gutowie trenować będzie do końca sezonu. Gdy wystartują rozgrywki, takie codzienne podróżowanie będzie więc tym bardziej niekorzystne. - Na pewno dobrze by było, gdyby własny kawałek boiska udało się znaleźć w Łodzi - przyznaje Kulesza. Dlaczego nie można było więc go znaleźć? - Bo musimy mieć zapewnione miejsce do treningów na stałe. Nie może być tak, że jednego dnia będziemy ćwiczyć tu, drugiego tam, a trzeciego jeszcze gdzie indziej, bo nie ma dla nas miejsca. Musimy planować wszystko z wyprzedzeniem. A że miejsca treningowe w Łodzi są mocno obłożone, to ciężko było znaleźć taką lokalizację - odpowiada rzecznik.

Jak się jednak nieoficjalnie dowiedzieliśmy, widzewiacy w Łodzi nie mogą trenować z innego powodu. Okazuje się bowiem, że Widzew nie zapłacił miastu pieniędzy za wynajem boiska. Jak ustaliliśmy, klub zalega MOSiR-owi 163 tys. zł. A skoro ma zaległości za starą umowę, to nie może podpisać nowej. Informacje te potwierdza magistrat. - Zadłużenie narasta od dnia 10 lipca 2014 r. - mówi "Wyborczej" Marcin Masłowski z biura prasowego UMŁ.

I dodaje: - Współpraca z Widzewem, jako dłużnikiem miasta, w zakresie kontynuacji wynajmu lokali i obiektów sportowych gminy, stoi w sprzeczności z przepisami. Obowiązuje nas uchwała, która wskazuje, że najem lokali użytkowych następuje, o ile nie są oni dłużnikami miasta.

Jak do tematu podchodzą w klubie? Czy Widzew faktycznie nie może trenować w Łodzi, bo nie zapłacił 163 tys. zł zaległości? - Nie mieliśmy takiej informacji i nie znam takiego tematu - twierdzi Kulesza.

Oczywiście zaległości nie są przeszkodą nie do przejścia. Dług mógłby bowiem zostać rozłożony na raty, jak chociażby robiono w przypadku ŁKS. Decyzję w tej sprawie podejmuje prezydent. Problem w tym, że o rozłożenie długu na raty lub odroczenie płatności musi wystąpić sam klub. - A Widzew nie występował z takim wnioskiem do MOSiR-u - tłumaczy Masłowski.

Mimo zaległości MOSiR znalazł dla klubu miejsce do treningów w hali przy ul. Małachowskiego. Ale piłkarze z zarezerwowanych godzin nie korzystają, bo trenują w Gutowie. Miasto proponowało też, by Widzew porozumiał się z Victorią, która zarządza wspomnianym obiektem na Stokach. - Z naszych informacji wynika, że rozmowy dotyczące korzystania Widzewa ze stadionu przy ul. Potokowej nie zostały sfinalizowane. W obecnej chwili MOSiR nie ma możliwości wskazania innego obiektu przeznaczonego na treningi dla Widzewa - kończy Masłowski. Mało tego, jak się dowiedzieliśmy, w MOSiR w ogóle dziwią się, że od dawna nikt z klubu się z nimi nie kontaktował. - To Widzewowi w końcu zależy na znalezieniu miejsca do treningów czy jednak nie? - zastanawia się jeden z urzędników.

Brak chęci do spłaty długu czy chociaż rozłożenia go na raty jest zaskakujący z jeszcze jednego powodu. By Widzew mógł wystąpić o dotacje z miasta, nie może bowiem być jego dłużnikiem. Konkurs na dotacje został ogłoszony kilka dni temu, a termin składania ofert minie 2 lutego. Jeśli do tego czasu klub z al. Piłsudskiego nie załatwi sprawy, pieniędzy z magistratu nie dostanie. W poprzednim roku było to 1,15 mln zł, a w pierwszym półroczu tego roku mógłby liczyć na około pół miliona złotych.

Jakby tego było mało, na środowej sesji budżetowej upadł pomysł zbudowania na Łodziance bazy treningowej, która miałaby służyć przede wszystkim Widzewowi i jego grupom młodzieżowym. Wyceniany na 4 mln zł kompleks trzech boisk nie powstanie, choć pomysł ten poparła komisja sportu. Poprawkę do budżetu wniósł w tej sprawie jednak opozycyjny PiS (a konkretnie radny Rafał Markwant), więc ta przepadła większością głosów koalicji PO-SLD.