Sport.pl

Widzew wciąż bez wygranej w tym roku

Koszykarki Widzewa znów zawiodły, przegrywając kolejny mecz u siebie w sezonie
Po rzucie Kamili Sosnowskiej w 35. minucie gospodynie prowadziły 59:49 i nikt w hali Parkowej prawdopodobnie się nie spodziewał, że powtórzy się scenariusz z niedawnego meczu ze Ślęzą Wrocław. Tydzień temu widzewianki przegrały w dramatycznych okolicznościach, bowiem w ostatnich sekundach punktowała Adrianne Ross, zresztą była koszykarka łódzkiego klubu. Wówczas porażkę tłumaczono pechem, ale w sobotę okazało się, że 35 minut przyzwoitej gry to jednak za mało, aby wygrać z przeciętnie grającymi rywalkami. ROW, mając nawet 10 punktów straty, nie pogodził się z przegraną. To Katarzyna Motyl dała sygnał do odrabiania strat, a w ostatniej minucie po trafieniu Kataryny Rymarenko rybniczanki wyszły na prowadzenie 64:62.

Ostatnie sekundy to istny horror. Do remisu doprowadziła Roksana Schmidt, ale decydująca akcja należała do rywalek. Najpierw akcja Drey Mingo została zablokowana, ale piłkę zebrała Motyl, która zagrała do Mingo. Amerykanka równo z syreną zdobyła zwycięskie punkty. Wprawdzie Widzew przegrał kolejny ważny mecz, ale dla debiutującej w łódzkiej drużynie Sosnowskiej było to dobre spotkanie. - Gdyby tydzień temu zagrała w łódzkiej drużynie, Widzew nie przegrałby ze Ślężą - twierdzi Witold Bak, były trener koszykarek ŁKS.

W następnej kolejce Widzewa znów zagra u siebie. W czwartek o godz. 18.30 rywalem będzie AZS Gorzów, który w sobotę pokonał CCC Polkowice 81:79.

Widzew - ROW Rybnik 64:66

Kwarty: 18:9, 14:20, 17:15, 15:22

Widzew: Schmidt 16, Boothe 12, Rodriguez 11, Okoye 9, Sosnowska 8, Kenig 5, Niedzielska 3, Bilotserkiwska 0. ROW: Mingo 21, Motyl 13, Metcalf 12, Paździerska 10, Rymarenko 5, Stelmach 4, Radwan 1, Zielonka 0, Henry 0.

Więcej o: