Sport.pl

Prezes koszykarek Widzewa: "Dajmy wykazać się Nowak" [WYWIAD]

- Ela wzięła na siebie odpowiedzialność za drużynę, dajmy się więc jej wykazać - uważa Ryszard Andrzejczak, prezes Widzewa.
Jerzy Walczyk: Nie żałuje pan, że zmienił trenera? Pod wodzą Elżbiety Nowak drużyna nadal przegrywa, a po odejściu Adama Zimińskiego wcale nie widać poprawy gry.

Ryszard Andrzejczak: Zmiana była potrzebna, bo to Adam Ziemiński złożył rezygnację, a po drugie oświadczył, że nie jest wstanie nic zmienić w grze drużyny. Postawiliśmy na Elżbietę Nowak, która entuzjastycznie podchodzi do pracy, ale wyniki nadal nas nie zadowalają. Pamiętajmy jednak, że zagraliśmy ostatnio z drugim i trzecim zespołem w tabeli. Niestety, na początek pracy Ela zanotowała przykrą niespodziankę, bo przegraliśmy u siebie z Basketem Konin, naszym rywalem w walce o utrzymanie. Wkrótce kolejny sprawdzian, bo przyjedzie do nas Basket Gdynia, z którym bezwzględnie musimy wygrać. Nie liczę, że wcześniej uda nam się pokonać na wyjeździe z CCC Polkowice, który wzmocniły skład w stosunku do pierwszej rundy.

Przed zatrudnieniem Nowak mówił pan, że jej celem będzie odniesienie pięciu zwycięstw w 11 spotkaniach. Po trzech ostatnich porażkach sytuacja staje się mało komfortowa. Praktycznie nie ma już miejsca na błędy.

- Powiem tak: będziemy szczęśliwi, jeżeli rundę zasadniczą zakończymy z czterema wygranymi. Trzy już mamy, pozostaje tylko pokonać rywalki z Gdyni. Patrzę bowiem bardzo realnie na swój zespół. Później będziemy walczyć w play-out, aby wygrać u siebie z Koninem i ponownie z Gdynią. To będą super ważne mecze.

W meczu z Artego Bydgoszcz było widać, że dla większości widzewianek sezon jakby się zakończył.

- Można było odnieść takie wrażenie, ale przyczyn takiego stanu było kilka. Po pierwsze dziewczyny mocniej popracowały niż za czasów trenera Ziemińskiego. Zajęcia prowadzone przez Elę są bardziej intensywne, dlatego zawodniczki mogły być w lekkim dołku. Po spotkaniu doszliśmy wspólnie do wniosku, że najbliższe treningi będą już mniej intensywne. Przed meczem z Artego doszło także do niemiłej sytuacji, bo w środę Angela Rodriguez nie otrzymała należnych pieniędzy, stąd decyzja jej agenta, aby przestała trenować i nie zagrała w meczu. Po rozmowach Meksykanka wystąpiła jednak w spotkaniu i do tego z dobrym skutkiem. Widać było, że grała jednak nerwowo. Nie tylko Angela, ale cały zespół był mocno spięty, dlatego gra się nie kleiła. Stąd choćby aż 20 strat do przerwy. Nie ukrywam, że pozostałym dziewczynom także jesteśmy winni pieniądze, bo na nasze konto nie wpłynęła dotacja miejska.

Co pan jako prezes zrobi, jeżeli pieniądze z miasta nie dotrą do klubu w najbliższym czasie?

- Prowadzimy rozmowy z zawodniczkami, ale wychodzi na to, że będziemy musieli się zapożyczyć, aby uregulować choć część zadłużenia. Dziewczyny nie mają co jeść, bo Amerykanki część pieniędzy zostawiają na kontach dolarowych, a za pozostałe wynagrodzenie utrzymują się w Polsce. Jeżeli go nie ma, sytuacja staje się tragiczna.

Mimo potwornych kłopotów jest pan jednak dobrej myśli, że Widzew uda się utrzymać w ekstraklasie?

- Zakładam, że wygramy z Gdynią, a potem w kolejnej fazie uda się wygrać cztery mecze. Uważam, że lekko nie będzie, bo nikt nie chce spaść z ekstraklasy. Wszystkie zespoły się wzmocniły, a Widzew osłabił, bo Adrianne Ross była bardziej kreatywną zawodniczka niż pozyskana w jej miejsce Rodriguez.

Uważam, że jest pan ryzykantem, bo zatrudnił pan Nowak, która nie ma wielkiego doświadczenia trenerskiego. Obserwując mecze, można dojść do wniosku, że należałoby do sztabu dołączyć drugiego trenera.

- Nie ukrywam, że pytałem Elę, czy chce asystenta. Odpowiedziała, że sama sobie poradzi. Dlatego nie podejmowaliśmy rozmów z potencjalnymi kandydatami na asystenta. Proponowaliśmy choćby Piotrka Rozwadowskiego, sam też chciałem pomóc, ale Ela nie chciała nikogo nowego w sztabie. Wzięła na siebie odpowiedzialność za drużynę, dajmy się więc jej wykazać.

Więcej o: