Widzew siedzi na bombie. Dalej nic nie wiadomo

Do najbliższego meczu Widzewa w pierwszej lidze pozostało pięć dni. Wciąż nie wiadomo, czy łódzka drużyna będzie mogła go rozegrać. W klubie nikt nic nie wie
PIŁKA NOŻNA. Od ubiegłego piątku łódzki klub ma zawieszoną licencję na grę w pierwszej lidze. Z tego powodu drużyna trenera Wojciecha Stawowego nie rozegrała zaplanowanego na sobotę meczu z Sandecją Nowy Sącz. Kolejne spotkanie ma w sobotę - w Jaworznie ma zagrać z GKS Tychy. Czy zagra, wciąż jednak nie wiadomo.

Komisja Licencyjna zawiesiła licencję Widzewa, bo ten nie przedstawił jej na czas zgody na organizację imprezy masowej, co jest wymogiem PZPN, gdy organizuje się mecz. Ten miał się odbyć w Byczynie, gdzie działacze łódzkiego klubu znaleźli obiekt zastępczy na czas budowy nowego stadionu przy al. Piłsudskiego.

Żeby zagrać z GKS, a potem także na wyjeździe z Dolcanem Ząbki i u siebie z Arką Gdynia, Widzew musi przesłać Komisji Licencyjnej zgodę na organizację imprezy masowej na mecz z Arką. Udzielić jej może burmistrz Poddębic, który zarządza ośrodkiem w Byczynie. - Jeśli klub przyśle nam taką zgodę, to licencja zostanie automatycznie odwieszona i Widzew będzie mógł grać - potwierdza Krzysztof Sachs, przewodniczący Komisji Licencyjnej. Na pewno nie trzeba więc czekać na to, aż zbierze się Najwyższa Komisja Odwoławcza, do której klub odwołał się po niekorzystnych decyzjach KL. - Odwołanie do NKO nie ma nic wspólnego z odwieszeniem licencji - tłumaczy Sachs. - Chodzi o coś innego. Jeśli NKO stwierdziłaby, że nasza piątkowa decyzja była wadliwa, to wtedy PZPN mógłby ustalić nowy termin odwołanego meczu z Sandecją. Bez tego odwołania walkower byłby już przesądzony.

Jego słowa potwierdza Włodzimierz Głowacki, przewodniczący NKO. - Powinniśmy się zająć tą sprawą jeszcze w tym tygodniu - mówi "Wyborczej".

W tej chwili najważniejsze jest jednak odwieszenie licencji. Drogi do tego są dwie. Jedna to namówienie burmistrza Poddębic, by dał zgodę na mecz z Arką 21 marca. Spotkanie to ma się odbyć bez udziału publiczności, bo na Widzewie wciąż ciąży kara za złe zachowanie kibiców na jesiennym meczu z GKS Katowice. Piotr Sęczkowski w piątek zgodził się na rozegranie meczu z Sandecją, też bez widzów, ale tym razem... - Wszystko zależy od policji. Jeśli wyda stadionowi pozytywną opinię, to dam zgodę od razu na całą rundę - mówi "Wyborczej" Sęczkowski. A na jeden mecz z Arką? - Nie - mówi stanowczo.

Policja w Poddębicach uważa, że obiekt w Byczynie nie nadaje się do pierwszej ligi. Lista zarzutów jest długa. Wczoraj przedstawiciele łódzkiego klubu rozmawiali z policją i namawiali ją do zmiany zdania. W planach jest kolejna lustracja obiektu. - Żadne decyzje jeszcze nie zapadły - mówi aspirant Elżbieta Tomczak z komendy powiatowej w Poddębicach.

W Widzewie też nie mają wiele do powiedzenia. - Nie mam informacji na ten temat - mówi Michał Kulesza, rzecznik prasowy klubu.

Jest jeszcze drugie wyjście. Widzew może znaleźć inny obiekt zastępczy, który wymogi spełnia. Od dawna działaczy z Łodzi namawiają do tego w PZPN. Także jego prezes Zbigniew Boniek. "Widzew, zamiast wymyślać, niech zadzwoni do Ruchu. Tam ma prawdziwych przyjaciół. Dokończyć sezon i pomyśleć o planie naprawczym z pokorą" - napisał wczoraj na Twitterze. A w Chorzowie rzeczywiście chcą Widzew ugościć. - Dla nas to nie będzie żaden problem. Na pewno się pomieścimy - mówi Dariusz Smagorowicz, prezes klubu.

Obiekt co prawda należy do miasta, a nie Ruchu, ale chorzowski MORiS, który nim zarządza, nie wyklucza przyjęcia na nim Widzewa. Alina Zawada, dyrektor ośrodka, zastanawia się tylko, czy wytrzymałaby to murawa boiska, na którym już teraz grają dwie drużyny Ruchu. - Poza tym takie decyzje nie zapadają ot tak. Wymagają zgody prezydenta, policji, straży miejskiej... To szereg problemów, z którymi trzeba byłoby się zmierzyć. W moim odczuciu to może okazać trudne do zrealizowania - kończy dyrektor.

Co na to Widzew? Czy w ogóle jest zainteresowany grą na Ruchu? Póki co nikt z łódzkiego klubu nie zgłosił się z tym do chorzowskiego magistratu. - Z prezesem Ruchu rozmawiał prezes Cacek. Nie mam od niego informacji na ten temat - mówi znów Kulesza.

Konkrety mamy za to w sprawie nierozegranego meczu Widzewa z Sandecją. W Łodzi liczyli na to, że zarząd klubu z Nowego Sącza zdecyduje się zagrać w innym terminie. Trenera Sandecji Dariusza Wójtowicza do postawy fair play namawiał też Wojciech Stawowy, szkoleniowiec Widzewa. Nic to jednak nie dało. Sandecja wybrała możliwość wygranej poza boiskiem. - Cała ta sytuacja powstała nie z naszej winy, nie było to też wydarzenie losowe - mówi Michał Śmierciak, rzecznik prasowy Sandecji. - Widzew doskonale wiedział wcześniej o terminie meczu, a nie zdołał złożyć pełnej dokumentacji, by mógł być rozegrany. Do końca nie wiedzieliśmy, co robić, wręcz zostaliśmy zawróceni z drogi. Co na to Stawowy? - Taka decyzja Sandecji oznacza, że nasz rywal i osoby, które o tym zdecydowały, nie wiedzą, co to postawa fair play - mówi "Wyborczej". Dodaje, że wciąż liczy na to, że z drużyną z Nowego Sącza jego zespół zagra, choćby na jej stadionie. - Wszyscy jesteśmy futbolową rodziną i wszystko powinno być załatwiane na boisku. Tego będę się trzymał, a Sandecji nie życzę, aby znalazła się kiedyś w podobnej sytuacji - mówi.

Niewykluczone jednak, że niedługo Stawowy do gry w innym terminie będzie musiał apelować także do działaczy i trenerów GKS Tychy...