Wiceprezydent Tomasz Trela: "Jeśli Widzew nie spłaci raty, nie otrzyma dotacji"

- Zanim przelejemy pieniądze, musimy mieć pewność, że Widzew dokończy sezon w I lidze, ma do tego odpowiednią infrastrukturę i ma uregulowane swoje zobowiązania - mówi Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi odpowiedzialny za sport.
Widzew od poprzedniego piątku ma zawieszoną licencję na grę w I lidze. Z tego powodu nie doszło do ligowego meczu z Sandecją Nowy Sącz. Z prośbą o pomoc i odwieszenie licencji zwróciła się nawet prezydent Hanna Zdanowska, która napisała list do prezesa PZPN Zbigniewa Bońka (szczegóły tutaj). - Gdybym był wczoraj w urzędzie, również bym się pod tym dokumentem podpisał - deklaruje wiceprezydent Tomasz Trela. - Od samego początku byłem na stanowisku, podobnie jak i pani prezydent, że miasto jest od tego, by wspierać klub sportowy w miarę swoich możliwości. Jeśli dzisiaj mamy więc informację, że PZPN zawiesza licencję Widzewowi, to prezydent miasta powinna z takim pismem z troską o klub wystąpić. Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Uważam, że tak trzeba postępować mimo tego, że formalnie miasto nie jest stroną dla PZPN.

Trela przypomina też, że swego czasu proponował szefom Widzewa rozegranie rundy wiosennej na SMS. Padła też propozycja, by grać na starym obiekcie ŁKS. - To wydaje się szokujący pomysł, ale w takiej sytuacji trzeba podejmować i takie możliwości - tłumaczy Trela. I kontynuuje: - To też nie spotkało się z przychylnością. Otrzymaliśmy od Widzewa informację następującej treści: dziękujemy za propozycje i pomoc, ale poradzimy sobie sami. Po otrzymaniu takiego komunikatu robimy więc to, co do nas należy. Trwa inwestycja na Widzewie, rozstrzygnięty jest konkurs na pieniądze dla klubów, więc swoje robimy. A wczorajszy gest o wysłaniu listu pokazuje, że władzom Łodzi zależy, by Widzew grał w I lidze i się w niej utrzymał, a docelowo wszedł do ekstraklasy. Bo nie po to jest tam budowany obiekt, by grała na nim drużyna, która nie ma dla siebie ligi.

Wiceprezydent odniósł się także do planów Widzewa, który większość spotkań rundy wiosennej chciałby rozegrać na stadionie, na którym gra Ruch Chorzów (szczegóły tutaj). - To jest decyzja jednego i drugiego klubu. Oczywiście jeżeli byłaby taka potrzeba, to nie widzę przeciwwskazań, by taką rozmowę przeprowadzić [z władzami Chorzowa - przyp. red.], natomiast to jest dla mnie trochę dziwna sytuacja. Bo jeżeli jest propozycja ze strony władz miasta jednej lokalizacji, jest propozycja drugiej lokalizacji, a one są odrzucane, to ciężko mi sobie wyobrazić rozmowy z władzami Chorzowa czy każdego innego miasta. Oczywiście jeżeli będzie taka wola i potrzeba, to zrobimy to, ale chciałbym, żebyśmy w tym wszystkim traktowali się poważnie. My jesteśmy odpowiedzialni oraz poważni i oczekujemy tego samego od drugiej strony. Jeżeli jest coś nie tak, jest jakiś problem, to oczekuję, że zostaniemy o tym poinformowani i oficjalnie zastanowimy się, co w tej sprawie zrobić. Bo dzisiaj jest niestety więcej domysłów niż faktów.

Jak już pisaliśmy, Widzew nie wywiązuje się też z układu (szczegóły tutaj). Pieniądze z kolejnej raty, które miały być przelane do piątku, nie trafiły na konta wierzycieli. Jednym z nich jest UMŁ, któremu Widzew miał zapłacić 75 tys. zł z tytułu dzierżawy. Ale do wtorkowego południa na kontach magistratu pieniędzy dalej nie było. - Termin minął w piątek. Rozumiem, że przez pewne perturbacje bankowe mogło to przesunąć się na poniedziałek. Poczekamy dzisiaj do godz. 17, może te pieniądze wpłyną. Jeśli nie, będę prosił o spotkanie z prezesem Widzewa - deklaruje Trela. Dodaje, że na dzisiaj wniosku do sądu o upadłość likwidacyjną Widzewa składać nie zamierza.

I dodaje, że bez przelania raty z układu Widzew nie będzie mógł otrzymać półmilionowej dotacji z UMŁ. - To są obwarowania, które wynikają z procedur konkursowych. Nie można mieć zaległości w stosunku do miasta i otrzymywać pieniądze. Postępowanie układowe to była forma ugody. Wywiązywanie się z niej pozwalało miastu na przelewanie pieniędzy klubowi. Jest też zresztą drugi zapis, że trzeba przystąpić do rozgrywek, by otrzymać dotacje. Zanim przelejemy pieniądze, musimy mieć pewność, że Widzew dokończy sezon w I lidze, ma do tego odpowiednią infrastrukturę i ma uregulowane swoje zobowiązania. To warunek obligatoryjny - kończy Trela.