Piłkarz Miedzi po meczu z Widzewem: "To nie była zemsta na Wojciechu Stawowym"

- Nikt nie miał w głowie tego, by coś udowadniać trenerowi Wojciechowi Stawowemu - mówi Mateusz Szczepaniak, piłkarz Miedzi Legnica, który strzelił Widzewowi aż trzy gole. Mecz zakończył się wynikiem 6:1 dla rywali łodzian
Stawowy, który teraz jest trenerem Widzewa, na początku sezonu pracował w Legnicy. Podobnie jak w Łodzi, próbował narzucić swój styl polegający na wymianie wielu podań. Niestety Miedź nie potrafiła grać w ten sposób, przez co przegrywała, i trener został zwolniony. Jego odejście odbiło się dużym echem, ponieważ prezes legniczan w wywiadach prasowych nie pozostawił na Stawowym suchej nitki. Krótko mówiąc, trener Widzewa w Legnicy nie jest zbyt lubiany. Czy wygrana Miedzi aż 6:1 z drużyną byłego szkoleniowca to pstryczek w nos? - Nikt nie miał w głowie tego, by coś udowadniać trenerowi Wojciechowi Stawowemu. Każdemu z nas pracowało się z nim dobrze i nikt nie podchodził do tego meczu w kategoriach zemsty czy rewanżu. Po prostu walczymy o ligowe punkty i tylko to się liczy - mówi Mateusz Szczepaniak, który w meczu z Widzewem strzelił hat tricka. - Widzew zagrał ryzykowną piłkę i nadział się na kilka kontr. We wcześniejszych meczach my też popełnialiśmy podobne błędy. Tak jak kiedyś mówiło się o nas, mówi się teraz o Widzewie.

Piłkarz Miedzi podkreśla, że nie był to jednak łatwy mecz dla legniczan. - Początek meczu pokazał, że Widzew gra piłką, tylko nie stwarza sytuacji - mówi piłkarz. - A czy wziąłbym wynik 1:0 w ciemno, tak jak przed meczem mówił Kevin Lafrance? Raczej nie. Nie jestem minimalistą, żeby zadowalała mnie tak skromna wygrana. Tym bardziej że wynik jest sprawą otwartą i żadnego nie brałbym w ciemno.