Widzew Łódź - Pogoń Siedlce 0:2. Już lepiej wycofać się z ligi

Kompromitacja, wstyd, blamaż, klęska - każde z tych słów pasuje do postawy piłkarzy Widzewa w meczu z Pogonią Siedlce i kolejnej porażki. Chyba lepiej byłoby się z ligi wycofać. Wstyd byłby mniejszy
Gdy Widzew rozpoczynał w Byczynie swój mecz z Pogonią Siedlce, pierwszą połowę swojego spotkania z Chrobrym Głogów kończyli piłkarze GKS Tychy. I do przerwy remisowali. GKS i Pogoń to jedyne drużyny, które teoretycznie może jeszcze wyprzedzić Widzew. Aby zagrać w barażu, musiałby jednak być lepszy od obu tych zespołów. Tyle tylko, że w przypadku remisu bądź przegranej z Pogonią i zwycięstwa tyszan byłoby już po wszystkim, tzn. spadek łodzian stałby się faktem.

Oczywiście celem widzewiaków była wygrana z Pogonią. - Zawsze gramy o zwycięstwo - przekonują przecież przed każdą kolejką. Tyle tylko, że na przykład kilka dni temu w spotkaniu z Bytovią nie oddali nawet jednego, nawet niecelnego strzału. Tym razem było lepiej. Jako pierwszy pokonać bramkarza Pogoni próbował David Kwiek już w 8. min, ale strzelił nad bramką. Niecelne były też strzały Mariusza Rybickiego dwie minuty później i Kosuke Kimury niedługo potem. Dobrą szansę w pierwszym kwadransie miał też Konrad Wrzesiński, ale w sytuacji sam na sam zwlekał ze strzałem i obrońca wybił mu piłkę.

Oczywiście swoje szanse mieli też rywale, którzy wyczekiwali na błędy widzewiaków. Najbardziej aktywny w drużynie gości był Donald Djousse, który już w 9. min miał świetną okazję, ale głową strzelił tuż obok bramki. Niedługo później Kameruńczyk cieszył się już z gola. Pogoń szybko rozegrała rzut wolny, a Djousse płaskim strzałem nie dał szans Maciejowi Krakowiakowi. Trzeba też wspomnieć o tym, co działo się dosłownie chwilę później po drugiej stronie boiska. Tam dwóch świetnych okazji w jednej akcji nie wykorzystał Veljko Batrović.

Gdy widzewiacy schodzili na przerwę, zakończył się już mecz GKS Tychy. Drużyna Tomasza Hajty tylko zremisowała, więc łódzki zespół znów mógł zmniejszyć stratę. Oczywiście to tylko teoria... W 47. min Krakowiak uratował Widzew przed stratą drugiego gola, rzucając się pod nogi Cezaremu Demianiukowi i wybijając mu piłkę. Bramkarz Widzewa świetnie spisał się też w 69. min, kiedy obronił strzał z bliska Antonia Calderona. Tyle tylko, że obrońcy łódzkiej drużyny znów zrobili sobie wolne i piłka trafiła pod nogi Marcina Paczkowskiego, a ten pewnym strzałem pod poprzeczkę podwyższył prowadzenie Pogoni.

Znów żal było patrzeć na grę Widzewa, na ich bezsilność i bezradność. Nawet gdy jakimś cudem piłkarzom łódzkiej drużyny udawało się dochodzić do bramkowych sytuacji, to zawodzili. Tak było choćby w 55. min, kiedy Kwiek z bliska nie zdołał pokonać bramkarza Pogoni. Naprawdę nie dało się na to patrzeć... Niezbyt liczna grupa kibiców Widzewa też miała dość. "Wojciech Stawowy, najlepszy trener ligowy" - krzyczeli. To właśnie ten trener stworzył to "dzieło".

Drużyna z Siedlec walczy za to dalej. Wygrywając z Widzewem, Pogoń przerwała serię pięciu meczów bez zwycięstwa i cały czas ma szanse, by wyprzedzić GKS Tychy. A łódzki zespół? W tej kolejce jeszcze nie spadł, ale stanie się to zapewne w sobotę w Lubinie. Ale chyba lepiej byłoby, gdyby działacze wycofali drużynę z rozgrywek... Wstyd na pewno byłby mniejszy.

Widzew Łódź - Pogoń Siedlce 0:2 (0:1)

Gole: Djousse (31.), Paczkowski (69.)

Widzew: Krakowiak - Kimura, Kasperkiewicz (74. Osmanaj), Nowak, Wrzesiński - Rozwandowicz (56. Janiec), Mroziński Ż, Nishi Ż - Batrović, Kwiek, Rybicki (56. Bernhardt).

Pogoń: Witan - Wójcik, Dybiec, Lewandowski Ż, Ratajczak - Demianiuk (89. Tomalski), Kosiorowski Ż, Paczkowski, Krawczyk - Calderon (79. Wójcik), Djousse (72. Serrano).

Zdjęcie 100 lat Widzewa Łódź Zdjęcie Wielki Widzew
100 lat Widzewa Łódź Wielki Widzew
Sprawdź ceny » Porównaj ceny »
źródło: Okazje.info