Widzew Łódź - Pogoń Siedlce 0:2. Wojciech Stawowy: "Zawaliliśmy na całej linii"

Widzew przegrał w Byczynie z Pogonią Siedlce 0:2. - Widzę sens dalszej pracy. Ambicja i honor nie pozwalają mi zrezygnować - mówił po meczu trener Wojciech Stawowy.
Najpierw głos zabrał Bartosz Tarachulski, trener Pogoni Siedlce: - Jestem bardzo zadowolony z wyniku. Trzy punkty z Widzewem to spore osiągnięcie. Nastawiliśmy się na grę z kontry, widzewiacy prowadzili grę, utrzymywali się przy piłce, a my czekaliśmy cierpliwie na szanse. Po naszym cwaniactwie, po szybko rozegranym rzucie wolnym wyszliśmy na prowadzenie. W szatni powiedzieliśmy sobie, że trzeba spokojnie odczekać 20 minut i znów czekać na kontry. Było po meczu, gdy strzeliliśmy drugą bramkę - mówił.

I dodał: - Ze wszystkich zawodników jestem zadowolony. Pokazali charakter, determinację, to była drużyna, o to chodzi. W niedzielę gramy bardzo ważny mecz z Miedzią. Jeśli wygramy, to zobaczymy, jak to będzie wyglądać. Na pewno gramy do końca.

Później mówił Wojciech Stawowy, trener Widzewa: - Gratuluję zasłużonego zwycięstwa. Cokolwiek bym nie powiedział, to nie obroniłoby tego, co się stało. Przegraliśmy bardzo ważny mecz. Wygrana dawała nam teoretyczną szansę, by walczyć do końca. Na konferencji po ostatnim meczu mówiłem, że biorę winę na siebie. Na kogoś trzeba wskazać, to oczywiste, chociaż nie będę wymieniał sytuacji, jakie mieliśmy, które mogły odwrócić losy meczu, po których mecz mógł się inaczej potoczyć. Chociaż oczywiście ktoś musi piłkarzy nauczyć, by trafiali na pustą bramkę z pięciu metrów, by potrafili zachować koncentrację przy rzucie wolnym i przytrzymali piłkę.

I dodał: - Zawaliliśmy na całej linii, inaczej nie na się podsumować.

Za chwilę pytany, czy ma plan, jak dalej prowadzić Widzew, czy może jednak chce coś zmienić albo zrezygnować, odpowiedział: - Zdaję sobie doskonale sprawę, że pamięć ludzka jest bardzo krótka, przez co jest błędna. Nie przyszedłem do Widzewa od początku sezonu, tylko zimą w bardzo trudnej sytuacji. Chciałem ją naprawić. Zdaję sobie sprawę, że to typowo polskie, by kąsać, ubliżać, szydzić, drwić. Jestem na to przygotowany. Nie siedzę w piłce od dwóch lat. Wiem, że jak się wygrywa w byle jaki sposób, to się wszyscy zachwycają, a jak przegrywa, nawet po dobrych momentach, to wszystko jest złe. Ale jeśli pan [dziennikarz - przyp. red.] nie widzi zmian w porównaniu z jesienią... Każdy oczywiście ma swoje zdanie. Ja widzę sens dalszej pracy. Ambicja i honor nie pozwalają mi zrezygnować. Coś, co jest złe teraz, może się w perspektywie czasu okazać dobre.

Dziennikarze pytali też, czy Stawowy ma kontakt z prezesem Sylwestrem Cackiem, który ostatnio nie bywa na meczach i nie udziela wywiadów. - Jesteśmy cały czas w dobrym kontakcie. Jestem przekonany, że zrobimy nowe rozdane, że staniemy z powrotem na nogi, bo przecież nie może być cały czas źle - mówi trener Widzewa. - Chcę jasno i wyraźnie powiedzieć, że przychodziłem tutaj zimą, by ratować Widzew, ale brałem też pod uwagę to, że może się nie udać i wtedy będziemy odbudowywać to, co legło w gruzach, co się nie udało. Jesteśmy tylko ludźmi.

I dodał: - Oczywiście za wszystko biorę odpowiedzialność. To ja przygotowywałem i prowadziłem. Bardzo chcieliśmy, ale wyszło, jak wyszło. Niekiedy potrzeba czasu i konsekwencji. Mój plan się nie sprawdził. Zaznaczam jednak, że mam wykształcenie trenerskie, nie wypadłem kozie spod ogona i będę konsekwentny w swojej pracy. Wszystko co robiłem, zrobiłbym dziś tak samo. Uważam, że wykonujemy bardzo dobrą pracę. Nie da się wszystkiego przewidzieć i po poznaniu ludzi bliżej pewnie nie zdecydowałbym się na pewne ruchy kadrowe. Ale w pracy niczego bym nie zmienił.