Reanimacja Widzewa albo... śmierć. Komu zależy na klubie?

Sylwester Cacek odsuwa się w cień, a rada nadzorcza Widzewa apeluje o zakup nowych akcji. Bez pieniędzy z ich sprzedaży łódzki klub nie dostanie licencji. A bez niej Widzew czeka likwidacja
W środowy wieczór drużyna Widzewa przegrała swój 19. mecz w pierwszoligowych rozgrywkach. Przegrała i jest już właściwie przesądzone, że rok po pożegnaniu z ekstraklasą spadnie także z jej zaplecza. Trener Wojciech Stawowy, który zimą przejął drużynę, przekonywał w środę dziennikarzy, że jest w stałym kontakcie z Sylwestrem Cackiem, prezesem Widzewa, i w nowym sezonie razem będą odbudowywać klub. Nie wiedział, że jego szef ma inne plany.

Tego samego dnia Cacek złożył na ręce przewodniczącego rady nadzorczej widzewskiej spółki rezygnację z funkcji prezesa Widzewa i zasiadania w jego zarządzie. "Z przykrością przyjąłem rezygnację Sylwestra Cacka, bo wiem, ile włożył on pracy i zaangażował swoich środków, by w ogóle Widzew istniał. Klub nie może być oparty tylko i wyłącznie na finansach jednej osoby. (...) Będę jeszcze namawiał Sylwestra, choć będzie to trudne po treści jego rezygnacji, do zmiany decyzji i ponownego zaangażowania się w Widzew" - napisał w oficjalnym oświadczeniu Sławomir Pawłowski, przewodniczący rady. Klub rozesłał je dziennikarzom wieczorem.

Likwidacja? Widzew już się nie odbuduje!

Kilka godzin wcześniej Pawłowski, prawnik Dariusz Górnicki i łódzki biznesmen Grzegorz Waranecki spotkali się na posiedzeniu rady nadzorczej. Cacka nie było. Zdecydowano o podjęciu kolejnej próby ratowania klubu legendy, który po ośmiu latach pod rządami Cacka jest bliski upadku. Drużyna spada do II ligi, a klub ma ogromne długi. W listopadzie 2013 r. Widzew zawarł przed sądem układ z wierzycielami. Prawie 14 mln zł długów zobowiązał się uregulować do 2029 r. Dwie pierwsze raty spłacił, ostatniej, marcowej, już nie. Do tego dochodzą bieżące zaległości. Kilka dni temu właśnie m.in. z ich powodu PZPN nie przyznał Widzewowi licencji na następny sezon. Jeśli do 28 maja wierzycieli nie dostaną pieniędzy... - Będziemy musieli wystąpić do sądu o likwidację klubu. Jeśli do tego dojdzie, to moim zdaniem Widzew już się nie odbuduje - mówi "Wyborczej" Waranecki.

To właśnie on podjął się kolejnej próby ratowania Widzewa. - Kiedy tylko mogłem, pomagałem. Inwestowałem prywatne pieniądze, a później wszedłem do rady nadzorczej. Teraz przejąłem też akcje - wylicza. - Czas, by pomogli inni, bo chociaż Sylwester Cacek popełnił przez lata wiele błędów, to włożył w Widzew bardzo dużo pieniędzy. Jeśli są jeszcze ludzie, którym na tym klubie zależy, to muszą działać. Właśnie teraz, gdy Widzew jest bliski upadku.

Jak można pomóc? W środę zarząd klubu dokapitalizował spółkę do kwoty 6 mln zł. W klubie liczą, że nowe akcje - każda po 1 tys. zł - kupią kibice, biznesmeni, firmy. - Jeśli ktoś kupi wszystko, to razem z moimi akcjami będziemy mieli większość - mówi Waranecki. - Pan Cacek się wycofuje. Powiedział, że nie chce już zarządzać spółką.

Potrzeba pół miliona

W Widzewie nie mają złudzeń, że uda się sprzedać wszystkie akcje, i to do końca maja. Na spłatę najpilniejszych długów potrzeba pół miliona złotych. Wtedy jest szansa na licencję. A co z ratą układu? Widzew złożył do sądu wniosek o prolongatę. Jego szefowie liczą, że sąd się zgodzi i klub będzie mógł spłacać długi po 2017 r. - Wtedy będzie już nowy stadion, na którym będzie można zarabiać na biletach, lożach, pomieszczeniach pod wynajem - tłumaczy Waranecki. Tyle tylko, że sąd na pewno nie zajmie się tą sprawą przed 28 maja. W Widzewie mają nadzieję, że w Komisji Licencyjnej to zrozumieją. Jej członkowie mają ciężki orzech do zgryzienia, bo nigdy wcześniej nie spotkali się z podobną sytuacją.

- Widzę szanse na to, że się uda, że zdobędziemy pieniądze z akcji i klub dostanie licencję - mówi Waranecki. - Wtedy wystartujemy w II lidze i małym kosztem dociągniemy do oddania stadionu. Innego wyjścia już nie ma.

Pytamy Waraneckiego, czy wierzy, że uda się zebrać przynajmniej pół miliona do końca maja. - Dostaję już sygnały od ludzi, którzy chcą pomóc, ale my czekamy na konkrety - odpowiada. - Pytał mnie ktoś, czy jest w tym jakiś interes. W tej chwili nie ma. Po prostu nadeszła taka chwila, że trzeba pokazać, że na Widzewie jeszcze komuś oprócz kilku osób zależy.





Jaka przyszłość czeka Widzew?