Czy zabytkowy pałac w Bratoszewicach uratuje Widzew?

Aby zdobyć pieniądze na ratowanie Widzewa Sylwester Cacek chciał sprzedać ziemię przy ul. Brzezińskiej i klubowy herb. Nie udało się. Teraz próbuje sprzedać zabytkowy pałac w Bratoszewicach
Wciąż nie wiadomo, jaka przyszłość czeka Widzew. Co prawda niedawno prezes klubu Sylwester Cacek w końcu zabrał głos na jego temat, ale z jego słów trudno jednoznacznie wyczytać, jakie ma plany. - Nie bardzo uśmiecha mi się ciągnąć ten wózek, ale nie lubię też przegrywać - mówił podczas uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod budowę stadionu przy al. Piłsudskiego. - Szybciej zlikwiduję Widzew, niż oddam go ludziom, którzy zniszczyli parę klubów - groził też i dodał, że nie wie, czy chce, by drużyna zagrała w drugiej lidze czy nie. - Z pewnością to mogę powiedzieć, że umrę. A co się stanie dalej, to nie wiem, bo to nie ode mnie zależy - mówił i naprawdę trudno się domyślić, co miał do przekazania...

Na razie pewne jest tylko to, że piłkarze Widzewa są na urlopach, a jutro odbędzie się posiedzenie rady nadzorczej spółki. Do 11 czerwca Cacek jest prezesem klubu. Niedawno złożył rezygnację z tej funkcji z końcem maja, ale później zgodził się zostać w zarządzie dłużej. Co dalej? - Nie wiem - mówi bez ogródek Grzegorz Waranecki z rady nadzorczej, który niedawno próbował ratować Widzew, szukając gdzie się da pieniędzy na zapłacenie najpilniejszych długów. Tylko wtedy byłaby szansa na uzyskanie licencji na drugą ligę, do której niedawno spadła drużyna. Niestety, nie udało mu się. - W czwartek będzie rada nadzorcza, ale nie wiem, kto będzie nowym prezesem. Ja na pewno nie - mówi Waranecki.

Według przepisów spółka musi mieć jednak zarząd, a po odejściu Cacka nie będzie w nim już nikogo, bo wcześniej wszyscy zrezygnowali. Nowego prezesa trzeba więc będzie wybrać spośród członków rady nadzorczej, ale tak jak Waranecki, tak samo Sławomir Pawłowski i Dariusz Górnicki z rady nie są ponoć chętni. Oczywiście - i to chyba najbardziej prawdopodobny scenariusz - prezesem może pozostać sam Cacek, co zresztą zapowiedział na antenie Radia Łódź. A co z licencją? - Myślę, że więcej będzie wiadomo po posiedzeniu rady - ucina temat Michał Kulesza, rzecznik klubu.

Gdyby nawet Widzewowi jakimś cudem udało się uzyskać zgodę na udział w rozgrywkach drugiej ligi, to i tak potrzebne będą pieniądze na dalszą działalność, budowę nowej drużyny i przygotowania. Cacek próbował już zdobyć je, wystawiając na sprzedaż herb klubu oraz działkę należącą do widzewskiej spółki przy ul. Brzezińskiej. Nikt nie chciał jednak wyłożyć najpierw 2,5 i 3 mln zł, a po obniżce - 2,5 i 2 mln zł. Teraz szef Widzewa próbuje sprzedać gminie Stryków zabytkowy pałac w Bratoszewicach, który formalnie należy do fundacji Akademia Futbolu Widzew Łódź. To kiedyś piękny, a dziś bardzo zaniedbany budynek, który należał do rodziny Rzewuskich. Powstał w 1922 roku. W czasie wojny korzystali z niego Niemcy, po niej była tu szkoła rolnicza. Obok wciąż działa gminne liceum. Kilka lat temu pałac kupiła od spadkobierców wspomniana fundacja Akademia Futbolu Widzew Łódź, za którą oczywiście stoi Cacek. Burmistrz Strykowa Andrzej Jankowski potwierdził, że gmina dostała ofertę kupna zabytku: "(...) Faktem jest, że Fundacja Widzew Łódź Akademia Futbolu złożyła Gminie Stryków ofertę sprzedaży obiektu za kwotę 5.600.000,00 zł. Propozycja ta będzie w najbliższej przyszłości przedmiotem dyskusji radnych i wtedy zostanie podjęta decyzja w tej sprawie" - napisał Jankowski w oświadczeniu.

Według Pawła Kasicy, przewodniczącego rady miejskiej Strykowa, do finalizacji umowy jest jeszcze daleka droga. O ile w ogóle do niej dojdzie. - Powiem tak - optymistą wielkim nie jestem - mówi przewodniczący. - Zakup pałacu to bowiem jedna sprawa. Doprowadzenie go do stanu, jaki wskaże konserwator zabytków, to sprawa druga. A do tego dochodzi jeszcze remont zabytkowego ogrodzenia i rewitalizacja parku. Według moich szacunków to inwestycja rzędu 30 mln zł. Warszawę pewnie na takie wydatki stać, ale my jesteśmy Strykowem.

18 czerwca ma się odbyć posiedzenie komisji budżetu. Zaproszenie na nią dostali radni. Burmistrz przedstawi im informacje dotyczące tej sprawy, m.in. zapewne także to, skąd pozyskać pieniądze na ewentualną rewitalizację. - W planach jest też wizja lokalna. Każdy radny musi sobie uświadomić, z czym mamy do czynienia i jakie koszty wiążą się z tą inwestycją, bo chodzi też o utrzymanie pałacu w przyszłości. Później radni prześpią się z tą sprawą i oddadzą głos zgodnie ze swoim sumieniem. Kiedy? Może w czerwcu, może w lipcu lub sierpniu. Jest nas 15, więc remisu nie przewiduję. Ja jednak przestrzegałbym szefów Widzewa przed hurraoptymizmem - kończy Kasica.