Licencja dla Widzewa odroczona. PZPN daje klubowi szansę

Dopiero we wtorek okaże się, czy Widzew dostanie licencję na występy w drugiej lidze.
Wciąż nie wiadomo, w której lidze będzie w przyszłym sezonie grał Widzew. Wszystko wskazywało na to, że ostateczna decyzja zapadnie w środę na posiedzeniu komisji odwoławczej do spraw licencji. W pierwszej instancji prawa gry w II lidze widzewiakom nie przyznano.

Widzewowi pozostało odwołanie. Skorzystał z niego, a PZPN niewielką sprzeczność w przepisach zinterpretował na korzyść łodzian. W punkcie 3 jest mowa o tym, że każdy klub będący w upadłości likwidacyjnej automatycznie traci licencję, a w kolejnym - że dopiero po prawomocnym postanowieniu. A Widzew złożył zażalenie na decyzję sądu i czeka na jej rozpatrzenie. W związku z tym oparto się na punkcie 4 i zgodzono na przyznanie licencji warunkowej, czyli do rozpatrzenia przez sąd okręgowy, będący drugą instancją.

Delegacja Widzewa, w skład której weszli prawnik, księgowa i Wiesław Wilczyński, który jest zainteresowany przejęciem klubu, przedstawiła dokumenty. Wynika z nich, że będą pieniądze na spłatę układu i umowę na wynajęcie stadionu w Grodzisku Wielkopolskim. Przedstawiono także list intencyjny władz Łodzi - drużyna będzie mogła grać na nowym obiekcie przy al. Unii. Mimo to decyzja o licencji została odroczona.

- Obrady nie zostały zakończone, tylko przerwane, i to jest bardzo ważne - mówi "Wyborczej" Wilczyński. - Do 30 czerwca musimy uzupełnić dokumentację i wówczas komisja zbierze się jeszcze raz. W moim odczuciu jest to dobry sygnał, bo przecież sytuacja Widzewa jest niezwykle skomplikowana w warstwie prawnej i finansowej. Przebieg obrad był merytoryczny, a nastawienie komisji życzliwe, bardzo obiektywne. Nie ukrywam, że wyszedłem z dobrymi wrażeniami.

Wilczyński nie chce jednak zdradzić, jaki dokument chodzi klub musi jeszcze dostarczyć. - Przygotowaliśmy się sumiennie, mieliśmy pełną analizę finansową, do tego argumenty prawne. Przedstawiliśmy perspektywę stabilizacji klubu na najbliższy rok. Trzeba po prostu kilka dni poczekać. Musimy dopełnić pewnych formalności. Szkoda, że wyszliśmy jeszcze bez dokumentu, ale ja nie jestem cudotwórcą. Nie chcę szacować szans na licencję, bo w ten sposób postawię komisję w niezręcznej sytuacji. Na tę chwilę komisja przeanalizowała naszą dokumentację i strategię rozwoju Widzewa z małą uwagą: dotyczącą dostarczenia jednego z dokumentów. Mówiąc żargonem sportowym, piłka wciąż jest w grze, a decyzja zostanie podjęta w lipcu - zakończył.

Dowiedzieliśmy się, że już w środę Widzew mógłby dostać licencję, gdyby nie zadłużenie wobec członków PZPN powstałe już po wejściu w życie układu. Według naszych informacji zaległości dotyczą m.in. byłych piłkarzy: Macieja Mielcarza czy Princewilla Okachiego. W sumie wynoszą one około 300 tys. zł, ale do końca miesiąca trzeba wypłacić nieco ponad 70 tys. zł. - Bardziej pomóc Widzewowi nie mogliśmy, bo byłoby to złamanie prawa. Ale nie chcemy, by tak znany klub przestał istnieć. Wszystko jest teraz w rękach jego władz, PZPN zrobił wszystko co mógł - powiedział "Wyborczej" jeden z członków komisji odwoławczej.

Termin uregulowania zaległości mija 30 czerwca. Dzień wcześniej drużyna ma rozpocząć treningi.