Widzew w mieście. Sylwester Cacek rozmawiał z Hanną Zdanowską

Tomasz Trela, wiceprezydent Łodzi, zapewnił, że mimo skomplikowanej sytuacji Widzewa budowa nowego stadionu nie zostanie wstrzymana
W Urzędzie Miasta Łodzi doszło do rozmów prezydent Hanny Zdanowskiej i jej zastępcy do spraw sportu Tomasza Treli z Sylwestrem Cackiem, prezesem Widzewa, i Wiesławem Wilczyńskim, szefem warszawskiej szkółki Barcelony, który jest zainteresowany przejęciem klubu mającego wielkie problemy.

- To było rutynowe spotkanie - zapewnia "Wyborczą" Trela. Według niego w spotkaniu nie było nic nadzwyczajnego, a jednym z tematów była budowa stadionu przy ul. Piłsudskiego. Wiceprezydent zapewniał, że mimo skomplikowanej sytuacji Widzewa inwestycja nie zostanie wstrzymana. - Miasto nie wycofa się z budowy oraz wsparcia klubu w ramach naszych programów. Dlatego przecinam wszelkie spekulacje, które się ostatnio pojawiły - twierdzi stanowczo. Ale dodaje, że rozmawiano też o finansowym wsparciu na szkolenia dzieci i młodzieży w ramach dotacji na kluby sportowe. - Mamy o czym dyskutować, bo sytuacja Widzewa nie jest najprostsza - przyznaje Trela.

Dlaczego tak dużo rozmawiano o stadionie? Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przedstawiciele Widzewa wypytywali władze Łodzi o ewentualną zgodę na zarządzanie nowym obiektem. Sylwester Cacek, prezes klubu, nie chciał zdradzić, o czym rozmawiał z władzami Łodzi. - Staram się, aby były na bieżąco informowane o tym, co się dzieje w klubie. Jednym z tematów był stadion - stwierdził lakonicznie

Dlaczego Cackowi towarzyszył w rozmowach Wilczyński? - zapytaliśmy tego pierwszego. - Obawiam się, aby nie przekroczył pewnej bariery, z której później nie będzie mógł się wycofać. Powtarzam od dawna, a nie każdy chce zrozumieć, że jeżeli łódzkie środowisko nie będzie się konsolidować wokół Widzewa, to nikt mu nie pomoże. Jeżeli zainteresowanie jest bardzo małe, to człowiek się zniechęca - odpowiedział Cacek.

Wilczyński jednak nie ukrywa, że przyszedł do Widzewa, ponieważ wciąż ma bardzo silną markę sportową. - Prowadzę szkółkę i wiem, że młodzi zawodnicy muszą się szkolić, aby mogli później grać w lidze. Widzew na pewno jest takim miejscem, w którym zawodnicy mogliby grać i rozwijać swój talent. To jeden z powodów, dla których zaangażowałem się w klub. Patrzę na całą sytuację profesjonalnie, dlatego przy współpracy władz miasta i sponsorów Widzew będzie się w stanie odbudować - mówił prezes szkółki FC Barcelona.

Przypomnijmy, że w środę Komisja Odwoławcza ds. Licencji przerwała swoje posiedzenie i dała czas Widzewowi na uzupełnienie dokumentacji. Jeśli klub to zrobi, zacznie sezon w drugiej lidze. Według Cacka sytuacja formalnoprawna spółki się nie zmieniła. - Pracuję nad tym, aby było inaczej - deklaruje prezes. Nie chciał potwierdzić informacji "Wyborczej", którą dostaliśmy od jednego z członków komisji, że warunkiem uzyskania licencji jest spłacenie długów wobec związku, które wynoszą 70 tys. zł. - Trzymam się uzgodnień z komisją. Obrady zostały przerwane, aby uzupełnić pewne dokumenty. Skąd media mają informację o 70 tys. zł, nie wiem. W środę komisja się spotka. Myślę, że podejmie decyzje korzystne dla Widzewa i będzie to jakiś krok do przodu w naprawie klubu i ustabilizowaniu sytuacji prawnej - uważa Wilczyński.

Prezes szkółki FCB nie chciał zdradzić, jakie dokumenty musi Widzew złożyć w komisji odwoławczej. - Nie będę wchodził z żadne szczegóły. Należy cierpliwie poczekać do środy na rezultat prac komisji licencyjnej. Nie jestem upoważniony do tego, aby informować o przebiegu obrad. Liczy się efekt. I to będzie dobry krok ku naprawie Widzewa - obiecuje Wilczyński.

Łódzki klub może liczyć jednak tylko na licencję warunkową - do momentu rozpatrzenia przez sąd okręgowy zażalenia na zmianę postępowania układowego na likwidacyjne. Jeśli decyzja zostanie utrzymana, Widzew automatycznie straci licencję.