Wojciech Stawowy, trener Widzewa, do końca był optymistą [WYWIAD]

- We wtorek rano rozmawiałem z jednym z działaczy i dostałem zapewnienie, że klub wciąż mocno pracuje nad licencją - mówi Wojciech Stawowy, trener Widzewa. Klub nie dostarczył odpowiednich dokumentów do PZPN, przez co nie otrzyma licencji na grę w II lidze. Jednym słowem: upadnie
ROZMOWA Z

WOJCIECHEM STAWOWYM

trenerem Widzewa

Maciej Nowocień: Czy zaplanowany na czwartek pierwszy trening się odbędzie?

Wojciech Stawowy: Nic mi nie wiadomo na temat kolejnych zmian. Być może ta sytuacja zmieni się w środę [rozmawialiśmy we wtorek - przyp. red.] po decyzji w sprawie przyznania Widzewowi licencji na II ligę. Na razie nastawiamy się na start w czwartek.

Piłkarze masowo uciekają z Widzewa.

- Może "uciekają" to złe słowo, ale odchodzą. To młodzi piłkarze, którzy chcą grać na wyższym poziomie niż II liga. Nie mogą jednak zapominać o tym, że w Widzewie mieli szansę utrzymać I ligę. Trzeba było z tego skorzystać, dać od siebie więcej. Niektórzy szukają innych rozwiązań, ale jest też kilku oddanych zawodników, jak Piotr Mroziński, Arkadiusz Kasperkiewicz czy Veljko Batrović. Wiem, że oni zgłoszą się na czwartkowe zajęcia. Nie jest łatwo w takiej sytuacji budować kadrę, ale chcę mieć nową drużynę, która powalczy w II lidze.

Wszystko wskazuje jednak na to, że w II lidze Widzew nie zagra.

- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że Widzew może zniknąć z piłkarskiej mapy Polski. Każdy klub przeżywa trudne chwile, a teraz tak jest w Widzewie. To jednak za bardzo zasłużony klub, żeby miał zostać zlikwidowany. To byłaby sytuacja nie do wytłumaczenia, coś jakby w czerwcu nasypało pół metra śniegu. Nawet nie dopuszczam takiej myśli. Przychodziłem do Łodzi po to, żeby uratować I ligę. Nie udało się, ale nie uciekam. Chcę, by Widzew dostał licencję, i chcę wrócić do I ligi. To pomoże także mnie jako trenerowi.

Jeśli włodarze podejmą jednak decyzję o starcie nowego podmiotu w niższych ligach, to będzie to dla mnie ogromny cios. Sam pracuję w tym klubie i wiem, że są w nim problemy, ale nie ma problemów nie do rozwiązania. To kwestia chęci, żeby się zebrać, naprawić to wspólnymi siłami. Nie powinno się skazywać kilku osób za to, co się dzieje z klubem. Ale jeśli ktoś ma Widzew w sercu, powinien pomóc.

Chęci, o których pan wspomina, raczej już nie ma. W Widzewie gaszą światło, o czym mówi już sam prezes PZPN Zbigniew Boniek.

- Trudno mi się wypowiadać za innych. Jeśli chodzi o mnie, to nie uciekłem. Mimo spadku mam wciąż chęć pracować w tym klubie. Nie traktuję degradacji jako ujmy, to jest sport. Nie udało się, ponoszę za to częściową odpowiedzialność, ale trzeba mieć ambicję, żeby się podnieść. Na samym końcu mam myśl, żeby zgasić w Widzewie światło. Nie chcę obrażać innych klubów, ale Widzew ma większe tradycje niż inne zespoły grające w wyższych ligach. Aby klub dobrze funkcjonował, potrzebny jest odpowiedni klimat. Wiadomo, że w Łodzi zapotrzebowanie na piłkę jest ogromne. Dla kogo zresztą buduje się nowy stadion? Chyba nie po to, żeby stał pusty albo grały na nim zespoły rockowe czy występowały cheerleaderki. Stadion jest budowany po to, żeby grał na nim Widzew Łódź. I trzeba zrobić wszystko, żeby tak się stało.

Nie boi się pan o swoją przyszłość? Za miesiąc startuje liga, a jeśli założymy czarny scenariusz, pana kontrakt w Łodzi przestanie obowiązywać.

- Gdybym miał się martwić o pracę, to zaraz po spadku podziękowałbym za pół roku spędzone w Łodzi i szukałbym usprawiedliwień spadku: że nie prowadziłem Widzewa od początku i tym podobne. Głośno powiedziałem, że zostaję w klubie na dobre i na złe. Chcę pomóc Widzewowi. Jeśli okaże się, że w środę klub przestanie funkcjonować, to będę zaskoczony i smutny. Tu chodzi o Widzew Łódź, klub zasłużony dla polskiej piłki! Tu nie ma miejsca na zawiść, złą wolę. Musi wygrać dobro. Dorośli ludzie nie działają, by udowodnić, że ktoś doprowadził do upadku, tylko jeśli ma się ten klub w sercu, należy pomóc. Najbardziej ucierpią kibice, którzy żyją Widzewem. A wszystko upadnie przez zawiść i nieumiejętność porozumienia.

Jeśli Widzew rozpocznie grę od niższych lig, zostanie pan w klubie?

- Dzisiaj nie da się jednoznacznie powiedzieć, co zrobię... Najpierw musi zapaść taka decyzja i wtedy będziemy rozmawiać, co dalej. Muszę wiedzieć coś na temat przyszłości klubu. Jak ma wyglądać wsparcie, jaki jest cel. Nie interesuje mnie praca w klubie, który istnieje, by istnieć. W piłce potrzeba celu, jakiejś presji, wymagań, żeby coś się działo.

Wie pan, co się dzieje w klubie od środka?

- Staram się nie zajmować rzeczami, na które nie mam wpływu, a w takim przypadku niewiele mogę zdziałać. Nie mam takich kompetencji, żeby decydować o sprawach organizacyjnych. We wtorek rano rozmawiałem z jednym z działaczy i dostałem zapewnienie, że klub wciąż mocno pracuje nad licencją. I tutaj rodzi się pytanie, czy to do mediów dochodzą złe informacje, że w Widzewie nikomu już nie zależy na przetrwaniu, czy to ja jestem okłamywany. Nie chcę spekulować, co będzie jutro. Jedyne, co wiem, to że jutro będzie środa. Wierzę jednak w pozytywne rozwiązanie tej sprawy.