Widzew ma wielu przyjaciół. Są chętni do pomocy

- W czwartek nad ranem obudził mnie telefon od kibica ze Stanów Zjednoczonych, który zadeklarował swoją pomoc - opowiada Marcin Ferdzyn, prezes nowego Widzewa
Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew Łódź to następca RTS Widzew SA, którego właścicielem jest Sylwester Cacek. Jak już informowaliśmy, założyli go kibice, którzy nie mogli pogodzić się z upadkiem ukochanego klubu. Stowarzyszenie liczy 18 osób, w większości są to łódzcy biznesmeni. Prezesem został Marcin Ferdzyn, którego ojciec zaprojektował nowy stadion. - Gdy miałem dwa lata, tata zaprowadził mnie na mecz. I tak zostałem kibicem - mówi. Jego zastępcami są Stanisław Syguła, diler Citroena i Hyundaia, oraz Rafał Krakus, właściciel firmy handlowej. Wspiera ich Grzegorz Waranecki, który Widzewowi pomaga od lat. To on wyłożył pieniądze na Eduardsa Visnakovsa. Wśród założycieli są też właściciel firmy Gust-Pol oraz przedstawiciele dwóch stowarzyszeń kibiców Widzewa.

Waranecki opowiada, że codziennie zgłaszają się do niego ludzie, którzy są gotowi pomóc w reaktywacji klubu. - Doktor Marcin Domżalski chce leczyć naszych piłkarzy - opowiada. - Inny przedsiębiorca zadzwonił i powiedział, że ma firmę transportową i gotowy jest nas wozić autobusami na mecze.

Ferdzyn też odbiera mnóstwo telefonów od znajomych. - Jestem zaskoczony ogromnym odzewem. Najdziwniejszy telefon obudził mnie o czwartej nad ranem. Dzwonił do mnie znajomy ze Stanów Zjednoczonych, deklarując swoją pomoc. Inny kibic stwierdził, że jest gotowy przekazywać po 500 zł miesięcznie, są też chętni na większą pomoc - wyjaśnia. Jak już pisaliśmy, pojawił się sponsor gotowy odkupić od starego Widzewa logo.

Konkretów dotyczących nowego klubu jest na razie niewiele, bo istnieje on dopiero od trzech dni. Siedziba stowarzyszenia mieści się na ul. Widzewskiej w budynku Polskiego Związku Piłkarzy. Nie ma więc odpowiedzi na pytanie, gdzie będzie grała nowa drużyna, kto będzie jej trenerem, jakich będzie mieć zawodników.

Prezes Ferdzyn podkreśla, że razem z kolegami pracują nad szczegółami. - Nie chcemy zarabiać na Widzewie, bo jesteśmy jego kibicami - zapewnia. Dodaje, że najważniejsze jest obecnie przyjęcie klubu przez Łódzki Związek Piłki Nożnej. Został już złożony list intencyjny, teraz przyszedł czas na resztę dokumentów. Według przepisów nowy podmiot powinien zaczynać grę w najniższej lidze, czyli klasie B. Okręgowy związek ma jednak prawo od razu przesunąć klub do klasy A, ale tylko taki, który kontynuuje tradycje. Tak było dwa lata temu z ŁKS. Później Widzew powinien zwrócić się do PZPN o prawo gry w IV lidze. Nie jest to jednak formalność, dlatego potrzebne jest wsparcie władz miasta i kibiców. - Na nowym stadionie chcemy zagrać jako trzecioligowcy - mówią organizatorzy.