Widzew zaczyna od zera. Cel? Awans. A potem awans, awans, awans

Widzew, czterokrotny mistrz Polski, półfinalista Puchary Europy i ostatnia polska drużyna w Lidze Mistrzów, zaczyna piłkarskie życie od zera. W sobotę rozpoczyna czwartoligowy sezon w Pajęcznie
Czasem trzeba upaść na samo dno, by mieć się od czego odbić - takie motto przyświeca ludziom, którzy kilka tygodni temu zabrali się za odbudowę Widzewa. Spółka Sylwestra Cacka, która przez ostatnie osiem lat zarządzała klubem, wciąż istnieje, ale tak naprawdę tylko w teorii. Już nie wstanie z kolan. Na dno ściąga ją nie tylko ciężar wielomilionowych długów, ale też - a może przede wszystkim - zniszczony wizerunek.

Przez działalność Cacka i jego współpracowników, klub, który dzięki legendarnym meczom w europejskich pucharach, uzbierał tysiące kibiców w całej Polsce, od lat kojarzy się już tylko źle - pod względem sportowym, organizacyjnym, wizerunkowym. Pod niemal każdym. Cacek i jego ludzie herb Widzewa podeptali setki razy. Swoją drogą, gdy ktoś pomaże pomnik, albo zniszczy zabytkową kamienicę, odpowiada za to przed sądem, a gdy ktoś obróci w gruzy jedną z ikon miasta, nie tylko nie ma z tego powodu kłopotów, ale dalej śmieje się wszystkim w twarz.

Ale to już przeszłość. Reaktywację Tradycji Sportowych Widzew Łódź uznali kibice, najlepsi piłkarze w historii klubu na czele ze Zbigniewem Bońkiem, władze Łodzi, władze ŁZPN i PZPN. Nowe życie już trwa.

Drużynę budowano w trybie ekspresowym. Głównym budowniczym miał być zakochany po uszy w Widzewie trener Przemysław Cecherz, ale nie udało mu się rozwiązać kontraktu w klubie z Poronina. Może przyjdzie zimą, może dopiero kolejnego lata. Na razie szefem drużyny został Witold Obarek, w niższych ligach w województwie łódzkim trener legenda. Nie jest mistrzem elegancji, jak choćby Michał Probierz, nie rzuca bon motów, jak Czesław Michniewicz, nie jest też typem taktyka-analityka, jak Wojciech Stawowy. Obarek to jednak trener z krwi i kości. - Mój pomysł na Widzew? Prosty! Piłkarze mają zapier...! To jest Widzew, a nie jakiś zwykły klub. Ani ja, ani żaden z piłkarzy nie ma nawet prawa pomyśleć, że może się nam nie udać. Nawet pomyśleć! - wypalił w wywiadzie dla "Wyborczej", pierwszym, jakim udzielił po nominacji.

Na sparingach zachowywał się, tak jak przewidywano - gotował się szybciej niż woda w czajniku. Biegał i krzyczał po linii bocznej, już po pięciu minutach jego głos przypominał głos Balcerka z serialu "Alternatywy 4". Piłkarzy ochrzaniał zdrowo, ale gdy schodzili z murawy głaskał po włosach i całował jak Lato Szarmacha po golu strzelonym Włochom. I ci stoją za nim murem.

Zespół - na pierwszy rzut oka - Widzew ma naprawdę niezły, zwłaszcza nazwiska Vladimir Bednar, Adrian Budka i Princewill Okachi, robią wrażenie na tym poziomie rozgrywek. Obarek przekonuje, że na jego drużynę nie będzie mocnych, ale oczywiście boisko wszystko zweryfikuje.

Ligę ten nowy Widzew zacznie w sobotę w Pajęcznie, gdzie zagra z Zawiszą (godz. 17), później pojedzie do Zelowa, Rzgowa, Kleszczowa, Szczercowa... To będzie prawdziwy rajd dookoła województwa. Ruszyć dalej - w Polskę, Widzew ma już za rok, bo celem drużyny jest oczywiście awans do trzeciej ligi. A potem co roku o ligę wyżej, bez potknięć. Nowym szefom klubu marzy się skok niczym Felix Baumgartner, tyle, że w drugą stronę. Na razie jednak trzeba zejść na ziemię. I na początek wygrać w Pajęcznie.