Widzew Łódź - Stal Głowno 5:1. Trener Marcin Płuska: "Mogło być lepiej"

Cztery gole Kamila Zielińskiego dały Widzewowi najwyższą wygraną w tym sezonie. Nowy trener nie był jednak w pełni zadowolony
Zanim do Widzewa trafił Kamil Zieliński, napastnik, który jeszcze do niedawna biegał po drugoligowych boiskach w koszulce Błękitnych Stargard Szczeciński, łódzka drużyna była jedną z najmniej skutecznych drużyn w czwartoligowej stawce. Prowadzony przez Witolda Obarka Widzew w sześciu meczach strzelił ledwie siedem goli. To był największy problem drużyny i działacze na gwałt szukali napastnika z prawdziwego zdarzenia. W końcu się udało.

W swoim debiucie przeciwko PGE GKS II Bełchatów Zieliński miał swoje szanse, zwłaszcza jedną. Bramkarz rywali odbił jednak jego strzał, a Widzew ten mecz przegrał.

W dwóch kolejnych meczach Zieliński zrobił już jednak to, czego od niego oczekiwano. W meczu z Orłem Nieborów 21-latek zdobył dwa gole i Widzew wygrał. Wczoraj rozstrzelał się na całego - Stali Głowno wbił aż cztery gole. Zaczął bardzo szybko. Nie minęło 5 minut, a on miał na koncie dwa gole. Najpierw zamknął akcję Adriana Kralkowskiego i Aleksandra Majerza, a chwilę później wykorzystał świetne podanie Adriana Budki. - Uważam, że o wyniku meczu zaważyły właśnie te pierwsze minuty. Byliśmy za bardzo spięci i szybko straciliśmy dwa gole - mówił po spotkaniu Marek Pawlak, trener Stali.

Po przerwie Zieliński dołożył dwie kolejne bramki. Najpierw nie dał szans bramkarzowi rywali mocnym strzałem z powietrza, a potem przepchnął obrońcę i spokojnym strzałem po ziemi zdobył gola nr 4. - Oczywiście Kamil był bohaterem, ale mógł zdobyć dużo więcej goli. Miał kilka sytuacji, w których wystarczyło kopnąć piłkę do pustej bramki - surowo oceniał Zielińskiego Marcin Płuska, trener Widzewa. Ale po chwili dodał: - Snajpera rozlicza się jednak z goli. On zdobył cztery, a więc wykonał kawał dobrej roboty.

- Zdobyłem cztery gole, a mogłem... siedem - to już słowa snajpera łodzian. - Nie wpadam w euforię po tych bramkach, bo jestem po to w drużynie, by je zdobywać. Najważniejsza jest drużyna i cel, czyli awans.

Tyle o Zielińskim... Teraz o Płusce, który debiutował w roli pierwszego trenera Widzewa i był to debiut historyczny, bo tak młodego szkoleniowca łódzki klub nie zatrudniał jeszcze nigdy. Płuska skończył dopiero 27 lat. Debiut miał wymarzony, chociaż on chyba nie do końca był zadowolony. A właściwie to na pewno nie był zadowolony z całego spotkania. - Mój zespół bardzo dobrze wszedł w mecz, czego konsekwencją były dwie szybko zdobyte bramki. Po nich przyszło jednak za duże rozluźnienie i w konsekwencji straciliśmy gola. Od jego straty do końca pierwszej połowy nasza gra nie wyglądała za dobrze. Nasze akcje się nie zazębiały, były rwane - oceniał po meczu. - W szatni trochę zmieniliśmy taktykę i było już dobrze, chociaż byliśmy bardzo nieskuteczni.

Płuska zapewniał też, że nie czuł tremy przed debiutem. - Pracowałem już w czwartej lidze mazowieckiej, więc znam ten poziom rozgrywek - twierdzi, chociaż... - Wiadomo jednak, że tutaj otoczka jest inna. To jednak Widzew, wielki klub.

W sobotę drużyna Płuski zagra z LKS Rosanów.

Widzew Łódź - Stal Głowno 5:1 (2:1)

Gole: Zieliński (3., 5., 56., 70.) - Florczak (12.)

Widzew: Sokołowicz - Pietras, Czaplarski, Bednar Ż, Bartos - Kralkowski, Rachubiński, Okachi Ż, Budka (51. Świątkiewicz) - Majerz (46. Kozieł Ż) - Zieliński (78. Kasperczak).