Widzew mistrzem pierwszej połowy. Druga jeszcze do poprawki

Widzew wygrał z Andrespolią Wiśniowa Góra dzięki dobrej postawie w pierwszej połowie. 45 minut poprawnej gry może nie wystarczyć na poważniejszych rywali
Przyjazd Widzewa na stadion beniaminka był wielkim wydarzeniem. Bilety rozeszły się w przedsprzedaży, a ponad setka kibiców obserwowała grę zza płotu. Piłkarze, jak na stadionie przy al. Piłsudskiego, na boisko wyszli przy dźwiękach "Tańca Eleny". Do tego lokalny fanklub Widzewa przygotował specjalną oprawę, więc naprawdę czuć było atmosferę piłkarskiego święta. - W poprzednim sezonie awansowaliśmy do IV ligi, a teraz przyjeżdża do nas taka marka jak Widzew. To dla nas niesamowite przeżycia - mówił jeden z działaczy Andrespolii.

Każdy inny wynik niż zwycięstwo Widzewa byłby porażką. Bo jak traktować mecz drużyny z wizją awansu do III ligi z beniaminkiem? I rzeczywiście, łodzianie nieźle zaprezentowali się w pierwszej połowie. Już w 13. min gola strzelił Michał Czaplarski, a po kilku chwilach drugą bramkę dołożył Princewill Okachi.

Po przerwie trener Widzewa kazał swoim podopiecznym... bronić wyniku, by nie tracić sił. Łodzianie się cofnęli i szukali swoich szans w kontrach. To dało wiatr w żagle gospodarzom, którzy zaczęli przeważać. Gola nie strzelili, bo brakowało im odwagi i umiejętności.

- Mieliśmy wysoko siąść na rywali i szybko zdobyć bramkę - mówi Płuska. - Udało się, a jeśli chodzi o drugiego gola, to ćwiczyliśmy taki wariant na treningach. W drugiej połowie zeszliśmy niżej, bo w środę gramy kolejny mecz. Cieszymy się ze zwycięstwa, ale musimy szybko skoncentrować się na spotkaniu z Polonią Piotrków.

Inni czwartoligowcy nauczyli się już, że najlepszym sposobem na Widzew jest defensywne ustawienie i szukanie szans z kontry. Andrespolia widocznie nie odrobiła lekcji. Od początku szukała szans w pressingu. - Zawsze podkreślałem, że drużynę, która od początku podejmie z nami walkę, może spotkać szybka strata bramki i porażka - mówi Mariusz Rachubiński, kapitan Widzewa. - Tak było w meczach ze Stalą Głowno i właśnie z Andrespolią.

O ile wynik może cieszyć, to na tle przeciwnika kiepsko zaprezentowali się liderzy Widzewa. Okachi co prawda strzelił gola, ale za często tracił piłkę, jakby lekceważył rywali. Podobnie było z Adrianem Budką. - Jest jeszcze trochę mankamentów w naszej grze - tłumaczy Rachubiński. - Teraz najważniejsze jest nie tracić punktów do końca rundy.

Dudała: - Już w piątek obawiałem się urazu, bo czułem mięsień. Ostatecznie zagrałem, a mięsień był cały oklejony. W pierwszej połowie jeszcze jakoś to wyglądało. W drugiej czułem już ból, a do tego w jednej z sytuacji dostałem kolanem od przeciwnika. Poprosiłem o zmianę, bo nie chcę ryzykować. Liczę, że to nic poważnego, bo mam zamiar zagrać w środę.

Środowy mecz z Polonią na stadionie SMS przy ul. Milionowej rozpocznie się o godz. 13. Transmisja na lodz.wyborcza.pl.

Andrespolia Wiśniowa Góra - Widzew 0:2 (0:2)

Gole: Czaplarski (13.), Okachi (22.)

Andrespolia: Magini - Ciszewski, Milczarek (79. Jaśkiewicz), Grzybowski, Leonow, Kurzawa Ż, Gumel CZ (2xŻ), Wilk (76. Mucha), Kopa, Kuchciak, Sławiński (68. Wierucki)

Widzew: Sokołowicz - Pietras, Dudała (72. Polit), Maczurek, Milczarek - Wielgus (62. Kozieł), Okachi Ż, Czaplarski Ż, Budka Ż, Rachubiński (68. Kasperczak) - Zieliński (84. Świątkiewicz)

Prowadzący w tabeli KS Paradyż wygrał z LKS Rosanów 2:0, a rezerwy PGE GKS Bełchatów rozbiły na wyjeździe Włókniarza Zalów 4:0. Trzeci są Zjednoczeni Bełchatów, a czwarty Widzew, tracący do lidera 12 punktów.