Widzew Łódź - Włókniarz Zelów 1:0. Wygrana po słabej grze

Piłkarze Widzewa odnieśli drugie wiosenne zwycięstwo pokonując Włókniarza Zelów 1:0. Podopieczni trenera Marcina Płuski grali jednak dramatycznie
Na drugim wiosennym meczu Widzewa znów dopisali kibice. Już w czwartek fani wykupili ostatnie wejściówki i znów zapowiadała się gorąca atmosfera na trybunach. Kibice mieli też nadzieję na jeszcze lepszą grę i wynik, niż w spotkaniu z Zawiszą Pajęczno. I wydawało się, że już w trzeciej minucie łodzianie wyjdą na prowadzenie. Z prawej strony boiska w pole karne wpadł Robert Kowalczyk i uderzył na bramkę, ale z linii bramkowej piłkę wybili rywale.

Jeszcze większego pecha miał Adrian Budka, który w meczu zagrał zaledwie 16 minut. Kapitan Widzewa chyba odczuwa kontuzję łydki, której nabawił się podczas wiosennej inauguracji. Budka zgłosił uraz i został zmieniony przez Patryka Strusa. A nie trzeba przypominać, jak ważnym ogniwem dla Widzewa jest prawy skrzydłowy...

Od tego momentu gra Widzewa była dużo słabsza. Piłkarze z Łodzi grali chaotycznie, nie widać było żadnego pomysłu na grę. Dużo lepiej prezentowali się... rywale, którzy wcale nie grali defensywnie, jak inne czwartoligowe drużyny. Tworzyli sobie sytuacje, a niektórych piłkarzy Widzewa mijali jak tyczki. Niewiele brakowało, a w 37. minucie wynik spotkania otworzyłby Robert Dregier. Piłka po jego strzale minimalnie minęła słupek bramki strzeżonej przez Michała Sokołowicza.

Odpowiedź Widzewa była natychmiastowa. Łodzianie wreszcie stworzyli dobrą sytuację, a piłkę dostał Mariusz Zawodziński. Pomocnik umiejętnie położył bramkarza i trafił do bramki Włókniarza.

Gol dla Widzewa trochę uspokoił kibiców, ale Włókniarz nie przestał atakować. Tuż przed przerwą miał kolejną dobrą sytuację, ale zabrakło skuteczności.

Druga połowa mogła świetnie rozpocząć się dla gospodarzy. Po składnej akcji z prawego skrzydła dośrodkował Michał Czaplarski, a Przemysław Rodak mocno uderzył głową, jednak wprost w bramkarza. Kilka minut później stoper Widzewa ponownie mógł zaliczyć asystę, ale po jego kolejnym dobrym podaniu w piłkę nie trafił Kowalczyk.

Włókniarz z kolei wciąż walczył o wyrównanie. Przed polem karnym rywala sfaulował Czaplarski, a Jakub Dregier uderzył z wolnego. Piłka szła w światło bramki, ale Sokołowicz był na posterunku. Widzew z kolei mógł podwyższyć, ale Kowalczyk ponownie był spóźniony i nie doszedł do piłki.

Podczas meczu doszło do niecodziennej sytuacji, bowiem kontuzji doznała... sędzia. Po krótkiej konsultacji medycznej była w stanie dalej wykonywać swoją pracę, a Widzew akurat po strzale z dystansu Rodaka miał rzut rożny. W zamieszaniu podbramkowym najlepiej zachował się Kamil Tlaga, który huknął na bramkę dosłownie z kilku metrów, ale refleksem popisał się bramkarz Włókniarza i cudem odbił piłkę.

W 72. minucie najlepszego na boisku Zawodzińskiego zmienił Michał Bondara. W ten sposób trener Marcin Płuska chciał wzmocnić ofensywę Widzewa. Na niewiele to się jednak stało, bo wciąż zawodził Kowalczyk, a Tlaga nie wykorzystał sytuacji sam na sam... Rywale również nie byli skuteczni i Widzew odniósł szczęśliwe zwycięstwo.

Widzew Łódź - Włókniarz Zelów 1:0 (1:0)

Gole: Zawodziński (38.)

Widzew: Sokołowicz - Tlaga Ż, Czaplarski Ż, Dudała Ż, Gromek - Budka (16. Strus), Rodak, Bończak (80. Okachi), Bartosiewicz (66. Bartos) - Zawodziński (72. Bondara) - Kowalczyk

Włókniarz: Ćwikła - Jarosiński, Piotrowski Ż, Bendkowski, Górzawski - Jachymski (83. Krajda), N. Dregier Ż, Boczkiewicz Ż (88. Różycki), Kaliski CZ - J. Dregier, Muszyński Ż