Widzew - Orzeł Nieborów 5:0. W nagrodę pozycja lidera IV ligi!

Dziesiąta kolejna wygrana w rundzie wiosennej dała Widzewowi awans na pierwsze miejsce w tabeli.
Najważniejsze wydarzenia 29. kolejki IV ligi miały miejsce dzień przed meczem Widzewa. Można nawet stwierdzić, że była to czarna sobota dla najważniejszych rywali łódzkiej drużyny. Sensacyjnie swoje mecze przegrały KS Paradyż (1:2 u siebie z Włókniarzem Zelów), Zjednoczeni Bełchatów (1:2 w Strykowie ze swoimi imiennikami) i GKS II Bełchatów (1:2 z Zawiszą w Rzgowie). Wygrana numer dziesięć w rundzie wiosennej dawała więc łodzianom wymarzoną pozycję lidera.

I już po siedmiu minutach Widzew nim został, po karnym wykorzystanym na dwa razy przez nieskutecznego dotychczas Roberta Kowalczyka. Jednak trener ufał wychowankowi klubu z al. Piłsudskiego, a on w końcu się przełamał i w drugim kolejnym spotkaniu trafił do siatki. Goście zdawali sobie sprawę, że nie mogą sobie pozwolić na otwartą grę z rywalem, który wygrał dziewięć poprzednich spotkań, dlatego nie kwapili się do ataków. Widzewiacy długo rozgrywali więc piłkę, czekając na kolejne okazje. W pierwszej połowie dominowali zdecydowanie, jednak grali nieskutecznie.

Być może czekali, aż rywal pęknie. Doczekali się po przerwie, kiedy wręcz stłamsili zawodników z Nieborowa, a w roli głównej wystąpił Kowalczyk. W 61. min napastnik Widzewa miał już na koncie trzy gole, dlatego gdy w końcówce schodził z boiska, otrzymał owacje na stojąco. W końcu zagrał tak, jak powinien: wykorzystał okazje wypracowane mu przez kolegów. To dobry prognostyk przed końcówką sezonu.

Widzew nie zamierzał jednak poprzestać na trzech trafieniach. Choć nie atakował z jakąś wielką determinacją, to niczym dobry bokser spokojnie czekał na okazję do wyprowadzenia mocnych ciosów. Na 4:0 podwyższył nieskuteczny wcześniej Princewill Okachi, a wynik ustalił Sebastian Kaczyński, jak przystało na jokera, wprowadzony na boisko minutę wcześniej.

Gospodarze mogli wygrać znacznie wyżej, jednak na przeszkodzie stanął świetnie interweniujący Mariusz Jędrzejewski. Jedynym minusem spotkania była kontuzja, jakiej doznał w pierwszej połowie znajdujący się w bardzo wysokiej formie Kamil Bartosiewicz. Na szczęście zdrowi są już najbardziej doświadczeni widzewiacy: Kamil Tlaga i Adrian Budka, a trener Marcin Płuska ma do dyspozycji liczną i wyrównaną kadrę.

O przewadze łódzkiego zespołu świadczy to, że bramkarz Michał Sokołowicz przez 90 minut praktycznie był bezrobotny, a interweniować musiał tylko przy dośrodkowaniach.

Dziewięć kolejek przed końcem sezonu Widzew jest liderem (65 pkt). Drugi w tabeli KS Paradyż ma dwa punkty mniej, a zajmujący trzecie miejsce Zjednoczeni Bełchatów - już cztery, a GKS II - siedem. W następnej kolejce łódzka drużyna zagra na wyjeździe z zajmującą ostatnią pozycję Stalą Głowno.

Widzew - Orzeł Nieborów 5:0 (1:0)

Gole: Kowalczyk 3 (7., karny, 51., 61.), Okachi (67.), Kaczyński (71.)

Widzew; Sokołowicz - Bartos (59. Budka), Bargieł, Czaplarski, Gromek - Okachi, Rodak - Bartosiewicz (35. Tlaga), Zawodziński (70. Kaczyński), Strus - Kowalczyk (78. Bondara)