Widzew Łódź - Concordia Elbląg 2:1. Widzew jak sprzed lat: z wielkim charakterem

Piłkarze Widzewa pokonali u siebie Concordię Elbląg, ale ich gra znów pozostawia wiele do życzenia. Bramka na miarę zwycięstwa padła w ostatniej sekundzie meczu
Mecz z Concordią był pierwszym w tym sezonie, który kibice Widzewa mogli zobaczyć na żywo w Łodzi. Za bardzo jednak nie mogli nacieszyć się grą swojego zespołu, bo zespół prezentował się słabo. W pierwszych minutach podobno realizował założenia trenera, jednak gracze mieli duże trudności z tworzeniem sytuacji podbramkowych. Grali statycznie, długo rozgrywali piłkę, jakby nie wiedząc, jak zaatakować. Koniec końców tracili piłkę.

Concordia również nie błyszczała w ataku, lecz broniła się dość dobrze. Po nieciekawych 30 minutach koszmarny błąd popełnił Bartłomiej Gromek, w tym sezonie spisujący się bardzo słabo. Tym razem stracił piłkę tuż przed polem karnym, a próbując ratować sytuację, sfaulował Mateusza Szmydta. Arbiter podyktował jedenastkę, a sam poszkodowany pokonał Michała Chorosia.

Łodzianom pomogła przerwa i w drugiej połowie prezentowali się lepiej. Stworzyli kilka groźnych sytuacji, jednak brakowało wykończenia. Świetną akcję wyprowadzili wreszcie w 58. min: Marcin Kozłowski podał do najlepszego na boisku Princewilla Okachiego, ten świetnie wyłożył piłkę Danielowi Mące, a najlepszy strzelec Widzewa doprowadził do remisu.

Końcówka należała już do widzewiaków, którzy mimo braku sił pokazali charakter. Sędzia doliczył aż pięć minut i gdy miał kończyć mecz, w zamieszaniu w polu karnym piłkę przejął Piotr Burski. Tym razem się nie pomylił, a mocno kopnięta piłka odbiła się od poprzeczki i choć nie wpadła do siatki, całym obwodem przekroczyła linię bramkową. To oznaczało zwycięstwo gospodarzy, bo sędzia chwilę później zakończył mecz.

Na stadionie zapanowała euforia. - Odnieśliśmy bardzo cenne zwycięstwo - mówił trener Marcin Płuska. - Po stracie bramki trochę straciliśmy głowę, brakowało nam cierpliwości. W końcówce zawodnicy pokazali już widzewski charakter, bo walczyli do ostatnich sekund. Takie sytuacje scalają zespół.

Również Burski podkreślał, że zawsze warto walczyć do końca. - Dziękuję Bogu, że ta bramka wpadła. Miałbym do siebie wielkie pretensje, gdybym nie strzelił, bo wcześniej miałem stuprocentowe sytuacje. Czy byłem pewny, że piłka wpadła do bramki? Myślałem, że zostanie w bramce i wtedy nie byłoby wątpliwości. Ona jednak wypadła i dobrze, że sędzia wychwycił, że gol padł. Skupiłem się na przyjęciu piłki i oddaniu strzału. Udało się i z tego jestem zadowolony.

Wciąż wiele do życzenia pozostawia styl gry widzewiaków. Piłkarze podkreślają, że drużyna może grać dużo lepiej. - Ale lepiej brzydko wygrywać, niż ładnie przegrywać. Nas się rozlicza z wyników i liczy się efekt końcowy - zwraca uwagę Mąka. - Zawsze chcemy dominować, ale przy straconej bramce popełniliśmy błąd. Tak naprawdę sami sobie strzeliliśmy gola. Jesteśmy szczęśliwi, dlatego nie chcę wypowiadać się na temat pracy sędziego, ale chyba ten pan chciał być najjaśniejszą postacią tego meczu - zakończył.

W niedzielę łodzian czeka trudne spotkanie z Lechią Tomaszów Mazowiecki, która pokonała Motor Lubawa aż 6:1. Mimo zwycięstwa Widzew stracił pierwsze miejsce w tabeli na rzecz Finishparkietu Nowe Miasto Lubawskie, mającego lepszą różnicę goli.

Widzew - Concordia Elbląg 2:1 (0:1)

Gole: Mąka (58.), Burski (90.) - Szmydt (31.)

Widzew: Choroś - Kozłowski, Zieleniecki Ż , Jędrzejczyk, Gromek Ż (54. Woźniak) - Mąka Ż (86. Szewczyk), Okachi, Rodak, Michalski (68. Strus) - Zawodziński (68. Sabiłło) - Burski

Więcej o: