Sport.pl

Marcin wyjaśnia i dziękuje

- Warunki Widzewa były nie do przyjęcia, dlatego z wielkim bólem opuściłem klub - pisze w liście do ?Gazety? Marcin Kaczorowski, były już masażysta piłkarzy łódzkiej drużyny.
Czy znów zobaczy Widzew?

W sierpniu opisaliśmy historię Marcina Kaczorowskiego, niewidomego masażysty Widzewa. W czerwcu klub z al. Piłsudskiego nie zdecydował się przedłużyć z nim umowy o pracę. Sprawę próbował wyjaśnić Bogusław Sosnowski, prezes Widzewa. Kilka dni temu zamieściliśmy w "Gazecie" oświadczenie klubu.

"W związku z artykułem "Czy znów zobaczy Widzew?" opisującym historię zatrudnienia i pracy w Klubie Sportowym Widzew Pana Marcina Kaczorowskiego oraz okoliczności nieprzedłużenia z nim umowy wyjaśniamy: Pan Marcin Kaczorowski był zatrudniony w klubie Widzew Łódź jako drugi masażysta w niepełnym wymiarze godzin. Proponowaliśmy panu Kaczorowskiemu zwiększenie wynagrodzenia do 1200 zł bez zwiększania wymiaru pracy oraz do 2000 zł, o które wnioskował pan Kaczorowski, przy adekwatnym zwiększeniu obowiązków. Ubolewamy nad tym, że żadna z naszych propozycji nie została zaakceptowana i nie udało nam się przedłużyć umowy z panem Marcinem Kaczorowskim".

Kaczorowski postanowił ustosunkować się do odpowiedzi prezesa Sosnowskiego. Przesłał do "Gazety" list:

"W związku z odpowiedzią na łamach "Gazety Wyborczej" Bogusława Sosnowskiego, prezesa Widzewa, na artykuł o kulisach mojego odejścia, pragnę wyjaśnić, jak było naprawdę. W piątek 4 lipca przedstawiłem swoje oczekiwania Andrzejowi Góralowi, dyrektorowi drużyny, oraz Markowi Zubowi, dyrektorowi do spraw sportowych. Poprosiłem o podwyżkę pensji do 2000 zł brutto. Prośbę motywowałem rosnącą inflacją i co za tym idzie, rosnącymi kosztami utrzymania. Podwyżki nie miałem od 3 lat. Dostawałem 900 zł brutto. Zaproponowałem zwiększenie zakresu moich obowiązków. Oprócz masowania zawodników pierwszej drużyny chciałem mieć w umowie masowanie pracowników klubu na jego terenie oraz obozach sportowych. Wcześniej niejednokrotnie pracownicy klubu chcieli, bym masował ich za darmo. Zdarzało się, że jednego dnia przychodziło kilku chętnych. Powiedziano mi, że władze klubu muszą zastanowić się. We wtorek dyrektor Góral powiedział, że klub jest gotowy dać mi 1800 złotych brutto za zwiększenie obowiązków. Chciał też ze mną ustalić grafik mej pracy, sugerował, bym zrezygnował z pracy w szpitalu. Odmówiłem, gdyż rytm pracy masażysty w klubie wyznacza trener zespołu, a nie jeden z dyrektorów klubu. Jest to nieprzewidywalne. Poza tym klub proponował mi tylko umowę-zlecenie, a w szpitalu mam umowę o pracę ze wszystkimi świadczeniami. Dyrektor Góral powiedział, że mam nadal czekać na ostateczną odpowiedź. Następnego dnia, 9 lipca, czyli w przeddzień wyjazdu na zgrupowanie do Czech, po przyjściu do klubu poznałem decyzję zarządu. Nie było już mowy o zwiększaniu obowiązków i wyższej pensji, tylko o 1200 zł na dotychczasowych zasadach. Alternatywą było nieprzedłużenie umowy. Były to warunki nie do przyjęcia, dlatego z wielkim bólem opuściłem Widzew. Nie chciałem też zapłaty za przepracowane 9 dni w lipcu.

W klubie przepracowałem równe siedem lat. Bardzo dziękuję poprzednim władzom za przyjęcie do pracy. Dziękuję piłkarzom, którym swoją pracą mogłem pomóc w zdobywaniu punktów. Dziękuję trenerom, z którymi zawsze potrafiłem znaleźć wspólny język. Dziękuję kierownikowi Tadeuszowi Gapińskiemu, który był zawsze dobrym duchem drużyny. Szczególnie dziękuję Wojciechowi Waldzie za wiele cennych uwag, dzięki którym rozwinąłem swoje umiejętności, Wojtku jesteś wspaniałym kumplem. Dziękuję kibicom Widzewa za to, że mogę być jednym z nich, że zawsze ze mną byli i traktują mnie jak normalnego człowieka".