Stoper Widzewa wraca do gry

Wojciech Szymanek, który w marcu doznał poważnej kontuzji, wrócił na boisko. - Jeśli trener będzie mnie potrzebował, to jestem gotowy do gry w lidze - zapewnia piłkarz.
W marcowym meczu z Legią Warszawa jeszcze w ekstraklasie środkowy obrońca Widzewa zerwał wiązadła krzyżowe w kolanie. Wcześniej rozegrał w łódzkiej drużynie tylko pięć meczów. Szybko przeszedł operację, którą przeprowadził Marcin Domżalski, klubowy lekarz Widzewa. Na szczęście nie wystąpiły żadne komplikacje i 26-letni obrońca niemal od razu mógł rozpocząć rehabilitację. Szymanek ma ją już za sobą, od kilkunastu dni trenuje już z pierwszą drużyną, a w sobotę zagrał w sobotnim meczu rezerw łódzkiego klubu. Był na boisku przez pełne 90 minut spotkania z Włókniarzem Pabianice. - Nie odczuwam już skutków kontuzji i ten występ był moim pierwszym lekkim przetarciem na dużym boisku - mówi piłkarz. Kiedy zagra w pierwszej lidze? - Przez ostatnie trzy miesiące trenowałem bardzo ciężko. Miałem po dwa treningi dziennie, więc można powiedzieć, że przechodziłem obóz przygotowawczy - mówi. - Oczywiście brakuje mi jeszcze dynamiki i refleksu, bo pół roku to na pewno długa przerwa. Ale wydaje mi się, że szybkościowo i wydolnościowo bardzo nie odstaję od kolegów.

A gdyby trener Waldemar Fornalik chciał, by Szymanek zagrał już w środę z GKS Katowice? - Nie ma problemu - zapewnia piłkarz. - Będę robił wszystko, by przekonać do siebie trenera. Chociaż na pewno muszę jeszcze potrenować z drużyną, bo moja forma na pewno nie jest jeszcze taka, jakbym sobie życzył.

Szanse na występ Szymanka w środowym spotkaniu nie są jednak duże, tym bardziej że nie ma takiej potrzeby. Para stoperów Ugo Ukah - Piotr Stawarczyk spisuje się dobrze, a na szansę gry czekają jeszcze Jakub Kisiel i Radosław Kursa.

O wiele większe problemy trener Fornalik ma w środku pomocy. W sobotnim meczu kontuzji stawu skokowego doznał Mindaugas Panka i jego występ w środę jest wykluczony. - Pierwsza lekarska diagnoza była taka, że Mindaugas powinien odpocząć w tym tygodniu - mówi Andrzej Góral, kierownik łódzkiej drużyny. - Są jednak szanse, by zagrał w niedzielnym spotkaniu ze Zniczem Pruszków.

Wszystko wskazuje na to, że w meczu z GKS nie wystąpi też Łukasz Masłowski, który narzeka na uraz kolana. - Na pewno ma większe szanse od Mindaugasa, ale chyba też jeszcze odpocznie - twierdzi Góral.

Trener Fornalik ma więc spore kłopoty w drugiej linii, bo w kadrze został mu tylko jeden środkowy pomocnik Łukasz Juszkiewicz oraz bardzo młody i niedoświadczony Mikołaj Zwoliński i Mateusz Broź, który jednak rzadko w tym sezonie mieścił się w meczowej osiemnastce. - Ze składu wypada nam Panka, a więc jedno z ogniw w pierwszym składzie. Jest więc problem, ale jestem przekonany, że sobie poradzimy - twierdzi Góral.